— Nawet Niemcy się dziwią, że ja, spec od sprzedawania ziemniaków i pietruszki za 12,5 mld EUR rocznie, zaczynałem swoją karierę pod ziemią — żartował Janusz Kulik, członek zarządu REWE International, odpowiedzialny za rozwój właściciela m.in. Billi w Europie Środkowej i Wschodniej, wspominając początki swojej kariery. Uczestnicy konferencji „Rozwijaj biznes z najlepszymi” słuchali z niedowierzaniem. Czy 12,5 mld EUR nie było przejęzyczeniem? Nie było, podobnie jak kilkadziesiąt tysięcy pracowników w 9 krajach będących pod pieczą menedżera znad Wisły. Janusz Kulik mimo ponad 20-letniej działalności w handlu międzynarodowym jest w Polsce postacią niemal anonimową. A to dlatego, że od niemal dekady błyszczał w Rosji, następnie w Niemczech i wreszcie w Austrii. Apetytu na wielką karierę w korporacji nabierał jednak w Polsce — i to przez długie lata. Nawet wówczas, gdy słowa „korporacja” nie znał, bo i skąd.

Winda do oazy
— Rynek pracy dla menedżerów wysokiego szczebla jest w Niemczech i Austrii zabetonowany. Do dziś mam skany poważnych gazet, wychodzących nazajutrz po ogłoszeniu mojej nominacji jako członka zarządu REWE. Mój ulubiony tekst to ten, gdzie autor pyta „czy naprawdę nie mamy już własnych dobrych menedżerów, że musimy ich importować z Europy Wschodniej?” — wspominał Janusz Kulik.
Jednak poza jednym drobnym mankamentem — nieznajomością niemieckiego — Polak był gotów do wzięcia byka za rogi.
— Dziś nikt już nie pyta, po co Polak w REWE, czy jego ruchy mają sens. Po prostu, tak jak podczas poprzednich wyzwań, postawiłem na zasadę, że bronią mnie liczby — stwierdził przedstawiciel REWE, który swój zawodowy charakter szlifował w otwartym ogniu. W latach 80. nie miał bladego pojęcia, czym jest korporacja, tym bardziej zachodnioeuropejska. Jego marzenia były na Śląsku, tam czekał awans w strukturach kopalni „Staszic”. To o nim rozmyślał, zjeżdżając 700 metrów w dół windą, zmęczony, zestresowany, niepewny, czy podczas zawału na przodku tym razem nie zasypie go tak, że nawet głowa nie będzie wystawać. Zaciskał zęby, studiował, cierpliwie czekał, pracował za dwóch i po kilku latach awansował: zarządzał zespołami liczonymi w setkach, latał po świecie, szukając nowych technologii związanych z wydobyciem węgla. Nie zamierzał opuszczać swojej podziemnej oazy szczęścia.
W blasku Putina
— W samolocie spotkałem head-huntera, wziął ode mnie numer stacjonarnego telefonu. Gdy kilka miesięcy później w słuchawce usłyszałem propozycję pracy w Makro Cash & Carry, byłem oburzony. Pytałem, skąd mają mój numer telefonu. Nie zamierzałem przecież opuszczać kopalni — wspomina Janusz Kulik. A jednak — po długich wahaniach — przyjął ofertę. Nic to, że dawali pensję niższą niż w „Staszicu” i nie znał niuansów korporacyjnej gry. Dość, że miał otwartą głowę i nie bał się zarządzać dużymi zespołami ludzi.
— Szedłem w ciemno. Wówczas nie było facebooków, linkedinów, żeby podpytać i podejrzeć, z czym to się je — przypomina menedżer. Apetyt na awans miał wciąż wilczy — dla Carrefoura budował podwaliny supermarketów w Polsce. Następny zgłosił się fundusz Enterprise Investors, który wciągnął Janusza Kulika w budowanie sieci aptek.
Wreszcie wybrał ofertę REWE — zaczął m.in. od nieudanej próby odbudowania marki Billa na polskim rynku. Projekt utopili wspólnicy spoza REWE, a Janusz Kulik trafił na najtrudniejszy odcinek frontu: miał się zająć gaszeniem pożarów w Rosji. W Moskwie ważyła się jego korpokariera, musiał wykorzystać wszystkie atuty, by wdrapać się szczebel wyżej, na poziom dotychczas nieosiągalny dla menedżerów z demoludów.
— Bywały wieczory, kiedy byłem gotów rzucić tę robotę. W Rosji musieliśmy działać szybko, restrukturyzacja wymagała refleksu i cięcia do kości, nie było czasu na oglądanie się za siebie. W sześć miesięcy wymieniłem 80 proc. ludzi w centrali i cały dział zakupów, zblatany z dostawcami i zżerający naszą marżę. W nagrodę dostawałem anonimowe esemesy w stylu „uważaj na samochód, bo zamiast w poziomie zacznie jeździć w pionie”. Walczyłem z mafią, wspierając się tamtejszą policją śledczą, podpisywałem umowy w towarzystwie Władimira Putina i Gerharda Schroedera. Gdy raz na pół roku przyjeżdżała na krótko wizytacja z Niemiec, słyszałem proste rady: „rób tak, żebyśmy z Rosją nie mieli stresu” — tak Janusz Kulik opisał początki gry w globalnej korpoekstraklasie.
Herr Wynik
Kiedy było trzeba, menedżer z rękawa wyciągał „soft skills” — umiejętność adaptacji w każdej trudnej sytuacji, zjednywania sobie ludzi i wyszukiwania talentów w dolnych rejonach korporacyjnych struktur. Obecnie REWE ma jedną z najmłodszych w tej branży kadr w Europie.
— Dobrze mi się z tobą pracuje. Chciałbyś być od nowego miesiąca głównym dyrektorem finansowym? — usłyszał jeden z szefów działu kontrolingu w austriackiej centrali REWE.
Na nic zdały się tłumaczenia, że przecież w Austrii na coś takiego zasłuży dopiero za dekadę. Janusz Kulik tłumaczył uczestnikom „Rozwijaj biznes z najlepszymi”, że w REWE nie udaje Niemca czy Austriaka, choć niemiecki mocno podszlifował. Szuka ludzi, z którymi zmaksymalizuje zysk, a nie takich, którzy są mistrzami w korporacyjnych gierkach.
— A co z lokalnym betonem? — niedowierzał jeden z uczestników konferencji.
— Przewietrzyłem kadry, blisko współpracuję z radą pracowniczą, ponad dwa tysiące spółdzielców tworzących REWE ma do mnie zaufanie. Jestem dla nich Herr Kulik, który robi po swojemu i nikt mu się nie wtrąca. Dlaczego? Bo mam wyniki — odparł menedżer. Dziś dziennikarze — dawniej mocno sceptyczni — piszą: „Herr Kulik, świeża krew w korporacji”.
Droga do sukcesu według najlepszych
„Rozwijaj biznes z najlepszymi” to cykliczna konferencja organizowana przez „Puls Biznesu”, podczas której czterech wybitnych menedżerów/ właścicieli/inwestorów opowiada o podejściu do zarządzania, dzieli się patentami na motywowanie zespołów i rozwój firmy oraz odpowiada na pytania o własną drogę do sukcesu. Oprócz Janusza Kulika prelegentami czwartej edycji byli: Tomasz Misiak, współwłaściciel i szef rady nadzorczej Work Service’u (relacja z jego wystąpienia ukazała się w „PB” 3 maja), Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes Virgin Mobile Polska, oraz Cezary Smorszczewski, prezes Private Equity Managers. Relacje z ich wystąpień w kolejne piątki w „Pulsie Biznesu”.
Droga do sukcesu według najlepszych
„Rozwijaj biznes z najlepszymi” to cykliczna konferencja organizowana przez „Puls Biznesu”, podczas której czterech wybitnych menedżerów/ właścicieli/inwestorów opowiada o podejściu do zarządzania, dzieli się patentami na motywowanie zespołów i rozwój firmy oraz odpowiada na pytania o własną drogę do sukcesu. Oprócz Janusza Kulika prelegentami czwartej edycji byli: Tomasz Misiak, współwłaściciel i szef rady nadzorczej Work Service’u (relacja z jego wystąpienia ukazała się w „PB” 3 maja), Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes Virgin Mobile Polska, oraz Cezary Smorszczewski, prezes Private Equity Managers. Relacje z ich wystąpień w kolejne piątki w „Pulsie Biznesu”.