W tym tygodniu mija rok, od kiedy władzę w spółce informatycznej objął Janusz Guy, a do Sygnity powraca normalność. Ubiegły rok był bardzo nerwowy — stał pod znakiem próby wrogiego przejęcia przez Asseco, pogarszających się wyników i zmian kadrowych.
— Rok temu obiecywałem inwestorom, że Sygnity stanie się przewidywalną firmą. Dotrzymałem słowa — podkreśla Janusz Guy.
Jego zdaniem, jeśli spółka ma dobrą prasę i opinię na rynku, to może przyciągnąć dobrych pracowników, a poprawa jakości zespołu to obecnie jedno z ważniejszych zadań. Ten rok informatyczna firma poświęciła na poprawę rentowności — pozbywała się nierentownych kontraktów, darowała sobie sprzedaż sprzętu i koncentruje się na trzech kluczowych segmentach: publicznym, finansowym i utilities.
— Ponad 90 proc. naszego portfela stanowią obecnie zamówienia z tych sektorów — mówi prezes. Nacisk na rentowność widać w wynikach firmy. Zakończony w czerwcu III kw. roku obrotowego 2012/13 był trzecim z rzędu, który spółka zakończyła na plusie. Płaci jednak za to spadającymi przychodami — wyniosły zaledwie 357 mln zł. To o 16 proc. mniej niż rok temu.
— Naszym celem jest zwiększenie przychodów. Nie mogę obiecać, że przestaną spadać w IV kw., ale będziemy dążyć do tego, by rosły — mówi Wiesław Strąk, wiceprezes Sygnity.
W ciągu ostatniego roku poprawiła się także sytuacja w zakresie zadłużenia. Spółka wydała 24 mln zł na wykup obligacji i na koniec czerwca jej dług netto wynosił 25,4 mln zł. Na kontach ma 18 mln zł gotówki.