Prokuratorzy wyjaśniają kulisy upadłości Huty Ostrowiec. Lista zamieszanych może się wydłużyć.
Kończą się śledztwa związane z działalnością i decyzjami podejmowanymi przez byłych włodarzy Huty Ostrowiec (HO). Okazuje się, że Henryk Szymczyk, syndyk huty, nie działał na szkodę firmy i nie wyprowadzał z niej majątku. Taką opinię wydała nowosądecka prokuratura.
Prokuratura Okręgowa w Kielcach postawiła natomiast zarzuty związane ze złożeniem propozycji korupcyjnej Janowi Sz., prezydentowi Ostrowca. Tomasz Ćwierz, prezes Zakładów Ostrowieckich Huta Ostrowiec, spółki dzierżawiącej do listopada majątek HO, doniósł bowiem, że Jan Sz. chciał dostać akcje firmy.
— Oskarżenie dotyczy próby pozyskania 10 proc. akcji huty dla jednej ze spółek należących do gminy. Prezydent niczego nie chciał dla siebie — mówi Leszek Mizielski, rzecznik gminy.
Co ciekawe, przeciwko Tomaszowi Ćwierzowi toczy się także postępowanie wyjaśniające — w nowosądeckiej prokuraturze. Sprawa także dotyczy działania na szkodę huty. Lista zarzutów przeciwko niemu została rozszerzona, prokuratura nie ujawnia jednak szczegółów.
Lada dzień wyjaśni się także kwestia, czy wart 80 mln zł zastaw rejestrowy na majątku spółek komunalnych przypadnie Stalexportowi (byłemu właścicielowi huty), czy też pozostaną one w gminie. Giełdowa spółka w ten sposób zabezpieczyła sprzedaż swoich akcji w hucie. Miała je objąć należąca do miasta Agencja Rozwoju Lokalnego.