Synthos wystawia na próbę cierpliwość akcjonariuszy

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2014-07-22 00:00

Wzrost cen na rynku kauczuku miał nastąpić już w 2014 r. Taki scenariusz stoi jednak pod coraz większym znakiem zapytania

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie — śpiewał Tomasz Lipiński. Teraz refren piosenki mogą sobie powtarzać właściciele akcji chemicznego Synthosu. Od marca 2012 r. do września 2013 r. ich kurs znajdował się w trendzie spadkowym. Jesień 2013 r. przyniosła zwyżkę, ale od początku 2014 r. znów dominuje trend spadkowy.

Obecnie papiery wyceniane są na poziomie z lata 2013 r. Powody tej sytuacji krótko, acz treściwie, opisał w swoim czerwcowym raporcie Krystian Brymora, analityk DM BDM. „Obecne relacje cen głównych produktów/surowców są bliskie ekstremów, porównywalne z okresem 2008/2009, 2000/2002 czy z 1990/1992. Nigdy jednak formowanie dołka nie trwało tak długo jak teraz” — napisał analityk. Chodzi o to, że relacja cen butadienu do nafty jest znacznie poniżej historycznych średnich już od czwartego kwartału 2012 r.

„W szczycie kryzysu finansowego 2008/2009 niekorzystna relacja utrzymywała się zaledwie dwa kwartały z rzędu. Średniorocznie 2014 rok jest pod tym względem najgorszy od 1991 roku” — podkreśla analityk. Do tego dochodzi oddanie do użytku w 2014 r. nowych linii produkcyjnych w Chinach, których moc odpowiada 6 proc. globalnego rynku. Nakładają się na to ceny kauczuku naturalnego — są najniższe od 2009 r., ale w relacji do syntetycznego odpowiednika, produkowanego przez Synthos, najniższe od 2002 r.

Rok po roku

Większość analityków uważa, że akcje spółki, kontrolowanej przez Michała Sołowowa, są niedowartościowane.

— Wszyscy obstawiają, że ceny wzrosną — pytanie tylko, kiedy? Obecne marże są na historycznie niskim poziomie — zaznacza Dominik Niszcz, z Raiffeisen Centrobanku, który w maju wycenił jedną akcję Synthosu na 6 zł. Specjalista przyznaje, że gdy wydawał rekomendację dla spółki, oceniał, że rynek butadienu zacznie odbijać już w 2014 r.

Obecnie skłania się jednak ku temu, że nastąpi to dopiero w 2015 r. Zwraca przy tym uwagę, że producenci kauczuku naturalnego mają tendencję do zmniejszania podaży, gdy ceny spadają zbyt nisko. Kilka lat temu wstrzymali zaś rozwój plantacji, co też powinno przynieść podwyżkę cen w przyszłym roku.

— W latach 2009-10 był dołek w nasadzeniach nowych drzew, więc w latach 2015-16 podaż kauczuku naturalnego może rosnąć wolniej — uważa Dominik Niszcz. Na lata 2015-16 odbicie rynku surowców prognozuje też Krystian Brymora. Są jednak więksi optymiści. — W drugiej połowie 2014 r. spodziewana jest poprawa na rynku kauczuków, co powinno poprawić marżowość głównego segmentu działalności spółki — zakłada Wojciech Woźniak z Millennium DM.

Niech kupują auta

Zdaniem Wojciecha Woźniaka, kluczowa dla Synthosu nie jest skala dostępnych mocy produkcyjnych, ale popyt na samochody w Azji i Ameryce Południowej.

— Uruchamianie kolejnych instalacji butadienu będzie miało jakiś wpływ na ceny, choć i tak są one na bardzo niskich poziomach. Głównym czynnikiem wpływającym na ceny butadienu jest zaś zachowanie się rynku oponiarskiego — komentuje Wojciech Woźniak.

— Jeżeli pojawi się impuls popytowy związany z tym, że wzrośnie popyt na samochody w krajach rozwijających się, to i sytuacja Synthosu się polepszy. Sprzedawane przecież będą nie tylko nowe samochody, ale również stare będą potrzebowały opon na wymianę — dodaje Dominik Niszcz.

Analityk zwraca przy tym uwagę, że Synthos zmienia strukturę produkcji. Odchodzi od taniego kauczuku emulsyjnego, zastępując go wyżej marżowymi kauczukami rozpuszczalnikowymi i polibutalienowymi.

Planuje też uruchomienie fabryki w Brazylii. W efektach uruchomienia nowej instalacji w Oświęcimiu w 2016 r. i planach brazylijskich szansy na poprawę upatruje też Krystian Brymora. Przypomina on, że w segmencie, w którym chce tam działać Synthos, konkurencja jest niewielka, a Brazylia to siódmy na świecie producent samochodów.