Sysmex ominie pośrednika

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2005-07-15 00:00

Japońska firma chce zdobyć połowę polskiego rynku aparatury hematologicznej. Pośrednicy nie będą już potrzebni, bo zatrudnia własnych ludzi.

Sysmex, japoński producent sprzętu laboratoryjnego, rozszerza działalność na polskim rynku. Koncern chce zwiększyć udział do przynajmniej 50 proc.

— Dajemy sobie na to trzy lata. Dziś oceniamy nasz udział w na 25 proc. Mamy dwóch głównych konkurentów: firmy Abott i Bayer — mówi Mateusz Michalczuk, dyrektor administracyjny Sysmex Polska.

Jego firmę interesuje głównie sektor publiczny, ale nie rezygnuje z prywatnego.

— Ten rynek zmienia się szybko. Szpitale coraz częściej korzystają z outsourcingu, powierzając prowadzenie laboratoriów zewnętrznym podmiotom. Z kolei małe prywatne placówki łączą się w większe laboratoria — wyjaśnia Mateusz Michalczuk.

Firma sprzedaje w Polsce specjalistyczną aparaturę do badań hematologicznych. Dystrybucją zajmie się teraz polska spółka, jedna z zaledwie pięciu działających na świecie poza Japonią.

— To element zmiany światowej strategii Sysmexu. Przez 15 lat działalności w Polsce i innych krajach europejskich grupa korzystała z zewnętrznych dystrybutorów. Zarządzała rynkami poprzez spółkę w Niemczech. Teraz uruchomiła oddziały w Skandynawii, Belgii, Polsce i kolejny w Niemczech — wylicza Mateusz Michalczuk.

Jutro Sysmex oficjalnie rozpocznie działalność polskiego biura. Później zajmie się tworzeniem sieci regionalnych przedstawicieli, którzy będą odpowiedzialni za opiekę nad klientami użytkującymi sprzęt. W ciągu trzech lat firma chce zatrudnić około 30 osób.

Sysmex nie zraża się fatalnym stanem finansów polskich szpitali.

— Morfologia to podstawowe badanie, które musi wykonywać każdy, nawet najbiedniejszy szpital. Wiemy, że cena urządzenia jest wysoka (100–500 tys. zł) jak na możliwości szpitali, dlatego oferujemy laboratoriom takie rozliczenie, które nie wymaga wyłożenia gotówki — mowi dyrektor Michalczuk.