Szczyt gospodarczy sparaliżuje handel na GPW

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-04-27 00:00

Wczorajsza sesja w USA była nieco dziwna. Widać, że inwestorzy zupełnie nie wiedzą, co mają robić. Dane z rynku nieruchomości były znowu doskonałe. Sprzedaż nowych domów znacznie wzrosła (do rekordowego poziomu), bo Amerykanie coraz bardziej rozumieją, że zbliża się koniec polityki niskich stóp procentowych i korzystają z nisko oprocentowanego kredytu hipotecznego. W najbliższym czasie duża ilość nowych domów będzie jeszcze pomagała gospodarce, bo to trzeba będzie kupować do nich wyposażenie.

Do raportu z rynku nieruchomości indeksy lekko rosły, ale potem szybko przeszły na minusy. I wydawało się, że to jest w miarę logiczne zachowanie, bo inwestorzy postępują zgodnie z zasadą im lepsze dane tym gorzej dla akcji (bo rosną rynkowe stopy procentowe). Od mniej więcej tygodnia rynek rzeczywiście tak reaguje, ale akurat wczoraj rentowność obligacji spadła. I trudno się dziwić, bo przecież te dane wcale nie zapowiadały wzrostu stóp procentowych.

Rynek miał za mało dobrych informacji ze spółek. Rosły kursy spółek sektora energetycznego, bo rosła cena ropy naftowej po atakach terrorystycznych w Iraku. Spadał kurs Wal-Mart po informacji, że wzrost sprzedaży w kwietniu będzie bliski dolnego progu prognozy. Pod koniec sesji dotarło do inwestorów, że rentowność obligacji nie rośnie. Indeks S&P 500 próbował zwyżkować, ale finisz nie zakończył się wygraną byków. Sesja jednak nie zmieniła obrazu technicznego rynku i nadal najbardziej prawdopodobne jest, ze indeksy wejdą w trend horyzontalny. Dzisiaj rynek będzie czekał na podawany przez Conference Board indeks zaufania konsumentów. Reakcja będzie trudna do przewidzenia, bo dobre dane podniosą stopy procentowe, a złe będą rodziły obawy o trwałość ożywienia. Tym razem dane z rynku nieruchomości nie powinny mieć wpływu na rynek akcji. Zapewne kierunek pokażą wyniki spółek.

W Polsce w piątek rynek odbił, ale nie mogło to być uznane za sygnał zapowiadający powrót do wzrostów. To była wyłącznie korekta czwartkowych spadków i tylko na rynku małych spółek był to ruch niwelujący poprzednie spadki. Zazwyczaj takie sesje z wzrostowym „ząbkiem” zapowiadają dalsze spadki, na co bardzo zwiększały szansę rewelacje „Życie Warszawy” twierdzącego, że Marek Belka zrezygnuje z misji tworzenia rządu, a SLD postawi na układ sejmowy z PSL. Prezydent i sam kandydat to jednak zdementowali, co rynkowi na początku nieco pomogło. Marek Belka w końcu tygodnia był optymistą i wydawało się, że nim pozostanie do połowy maja, kiedy będzie głosowane wotum zaufania dla rządu, więc rezygnacja byłaby olbrzymim zaskoczeniem. Jest jeszcze sporo czasu (do 16.05), by popracować nad politykami — może zrozumieją, że w tym roku trzeba uchwalić budżet, zrobić reformę finansów i służby zdrowia? Gdyby jednak rzeczywiście kiedyś zrezygnował to rynek zareagowałby bardzo negatywnie.

Wczoraj rozpoczęło się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, a to była dla rynku zła wiadomość, bo Rada może dzisiaj zaostrzyć nastawienie. Wielu inwestorów się tego obawiało i wyprzedzając komunikat sprzedawało akcje. Dzisiaj taka decyzja powinno być już w cenie, chociaż jakaś reakcja na pewno będzie. Poza tym zarządzający funduszami mogli obawiać się tego, że sesje, szczególnie w drugiej połowie tygodnia, będą na niskich obrotach ze względu na sparaliżowaną szczytem gospodarczym Warszawę. A na małych obrotach trudno uplasować dużą podaż. Dopóki rynki w Eurolandzie rosły i odbijał węgierski BUX to rynek jakoś się trzymał. Obóz byków mógł cieszyć nadal rosnący po dobrych wynikach kurs BZ WBK, ale martwił bardzo już zmniejszony obrót.

W drugiej połowie sesji rynek zaczął się jednak osuwać (tak jak i BUX) i sesja zakończyła się zniżką. Nie było chęci do zajmowania pozycji przed posiedzeniem RPP i w tak dziwnym ze względu na obrót tygodniu. Teraz trudno będzie o przełom, więc musimy w hibernacji doczekać do końca tygodnia.