Szef wielkiej spółki z GPW może trafić do rządu

Bartłomiej Mayer
opublikowano: 22-05-2018, 05:50
aktualizacja: 22-05-2018, 05:54

Jeśli gabinet premiera Andreja Babiša nie uzyska poparcia większości parlamentarnej, nowy rząd Czech może stworzyć prezes koncernu ČEZ Daniel Beneš.

Daniel Beneš
Zobacz więcej

Daniel Beneš Fot. Marek Wiśniewski

O takim właśnie scenariuszu, jaki ma lansować czeski prezydent Miloš Zeman, pisze dziennik "Lidové noviny". Istnienie planu B z Danielem Benešem w roli głównej potwierdziło w rozmowie z dziennikarzami gazety kilka anonimowych, niezależnych od siebie źródeł zarówno w kręgach politycznych, jak i biznesowych.

Andrej Babiš to założyciel i lider ANO, czyli największego obecnie ugrupowania na czeskiej scenie politycznej, które w jesiennych wyborach uzyskało 78 mandatów w liczącej 200 miejsce niższej izbie parlamentu. Przewodniczący partii jest też tzw. premierem w dymisji. Stanowisko szefa rządu objął po raz pierwszy 6 grudnia zeszłego rok. Kilka tygodni później, po nieudanych rozmowach koalicyjnych jego mniejszościowy, składający się tylko z członków i sympatyków ANO, rząd wystąpił o wotum zaufania, ale go nie uzyskał. 24 stycznia 2018 r. premier musiał więc - zgodnie z konstytucją - podać gabinet do dymisji. Tego samego dnia prezydent Miloš Zeman ponownie powierzył mu jednak misję tworzenia rządu. Tym razem Andrej Babiš chce mieć większość i dlatego od prawie czterech miesięcy prowadzi negocjacje z potencjalnymi koalicjantami. Końca tych rozmów jednak wciąż nie widać.

ANO jest wprawdzie bliskie dogadania się z socjaldemokratami z ČSSD, jednak członkowie tej partii o ewentualnym sojuszu mają zdecydować w referendum. Zaczęło się ono w ten poniedziałek i potrwa aż do połowy czerwca. Nie jest wcale pewne, czy członkowie ČSSD powiedzą "tak", bo część prominentnych polityków jest przeciw sojuszowi z ANO (partie tworzyły poprzedni rząd i wtedy sporo było między mini tarć).

Ponadto socjaldemokraci mają tylko 15 posłów, a to za mało, by rząd Andreja Babiša mógł liczyć na większość. Konieczne jest poparcie kogoś trzeciego.

Tym trzecim mogą być komuniści z KSČM, którzy również mają 15 miejsc w niższej izbie parlamentu. Ta partia byłaby skłonna poprzeć gabinet Andreja Babiša, nawet nie wchodząc do niego, ale ma swoje warunki. Chce móc wprowadzić swoich ludzi do władz kilku państwowych firm - według informacji portalu seznam.cz - chodzi m.in. o wspomniany już koncern energetyczny ČEZ, Lasy Państwowe, browar Budvar oraz czeskie koleje. Nie jest wcale pewne, czy premier, który sam wywodzi się z biznesu (jest właścicielem rolno-spożywczo-chemicznego holdingu Agrofert) byłby skłonny oddać menedżerskie stanowiska w najważniejszych firmach komunistom.

Wobec tylu znaków zapytania prezydent Miloš Zeman zaczął się najwyraźniej zastanawiać nad wyjściem awaryjnym, na wypadek, gdyby Andrej Babiš ostatecznie poległ jako premier. Głowa czeskiego państwa wywodzi się z partii socjaldemokratycznej, której zresztą przez wiele lat przewodniczył i z którą obecnie bardzo wyraźnie sympatyzuje. Nic więc dziwnego, że właśnie wśród ludzi związanych z tym ugrupowaniem widziałby ewentualnego następcę obecnego premiera. Musiałby to być ponadto człowiek cieszący się osobistym zaufaniem prezydenta i mający doświadczenie w kierowaniu wielkimi instytucjami. Wszystkie te warunki spełnia obecny prezes ČEZ-u Daniel Beneš.

Menedżer do ČSSD wstąpił już jako 18-latek i należał do ugrupowania, aż do 2004 r., gdy trafił do zarządu energetycznego kolosa. Zna się z obecnym prezydentem od początku lat 90., są po imieniu. To właśnie Daniela Beneša można było zobaczyć w gronie najbliższych współpracowników Miloša Zemana w czeskiej telewizji podczas wieczoru wyborczego w styczniu tego roku.

Inicjatywa desygnowania premiera po ewentualnym kolejnym braku wotum zaufania dla gabinetu Andreja Babiša jest w ręku prezydenta. Może on po raz trzeci powierzyć tę misję szefowi ANO, ale może też desygnować kogoś na premiera technicznego (co ma w Czechach bogatą tradycję).

Od zeszłego tygodnia - jak pisze dziennik "Lidové noviny" - z praskiego zamku (siedziby prezydenta) słychać wyraźne sygnały, że ta funkcja może być powierzona właśnie szefowi ČEZ-u. Według informatorów gazety sprawa była już konsultowana z kierownictwem ČSSD. Sam Daniel Beneš zapytany przez dziennikarza o taki wariant udzielił wymijającej odpowiedzi, ale nie zaprzeczył. Służby prasowe prezydenta do kwestii nie odniosły się (rzecznik głowy państwa stwierdził, że z zasady krążących po Pradze plotek nie komentuje).

Dziennik przypomina, że w Pradze urzędował już kiedyś premier Beneš. Było to w latach 1921-22, kiedy szefem rządu ówczesnej Czechosłowacji był Edvard Beneš (polityk objął później funkcję prezydenta kraju).

ČEZ należy w 2/3 do czeskiego rządu. Jest notowany równolegle na giełdach w Pradze oraz - od 2006 r. - w Warszawie. Od tego samego roku do grupy należą dwa polskie przedsiębiorstwa: elektrociepłownia Elcho i elektrownia Skawina. Przychody grupy w zeszłym roku sięgnęły 198,5 mld CZK, a jej czysty zysk - prawie 18,8 mld CZK.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Szef wielkiej spółki z GPW może trafić do rządu