Szefowie też mają prawo do błędów
Menedżerowie pracują w coraz większym stresie, ponieważ wzrastają wymagania w stosunku do nich. Zatrudniają więc konsultantów, którzy mają im pomóc w podejmowaniu decyzji. Jednak doświadczenie wskazuje, że tacy doradcy wprowadzają tyko większy zamęt w zarządzaniu firmą.
Kadry zarządzające ulegają obecnie częstej rotacji. Na Zachodzie zawodowi menedżerowie zmieniają miejsce pracy średnio raz na dwa lata. Przechodząc co kilka lat do innej firmy mają problemy z określeniem swoich działań w nowym, nieznanym środowisku. Starają się więc opierać na konsultantach. Jednak kompetencje konsultantów, czy też ich wizja prowadzenia firmy, często nie przystają do zaistniałych potrzeb. Z tym problemem spotyka się również polska gospodarka. Po raz pierwszy zetknęła się z nim w okresie tzw. Brygad Marriotta — zachodnich konsultantów przysyłanych na początku przemian polskiej gospodarki. Wsławili się oni setkami opracowań, całkiem nieprzystających do zastanej rzeczywistości. Także obecnie podobna sytuacja istnieje zarówno w wielu światowych, jak i polskich firmach. Menedżerowie bowiem, podejmując się zadania kierowania nową firmą, muszą się na kimś oprzeć. Potrzeba posiadania doradców, którzy rozwiążą wszystkie problemy, potęguje poważny stres kadry kierowniczej. Stawiane jej wymagania są bowiem często absurdalne.
— Menedżer czujący zagrożenie nową sytuacją doznaje konfuzji. By wyjść z tej sytuacji, wynajmuje konsultanta, który ma rozwiązać problem za niego. To na ogół stwarza nowe zagrożenia i kolejną konfuzję u menedżera. Zatrudnia się więc nowego konsultanta... Jest to praktycznie nie kończąca się spirala działań, w której gubi się prawdziwy problem firmy — twierdzi prof. Stuart Macdonald z Uniwersytetu w Sheffield w Wielkiej Brytanii.
Wartość opracowań, prowadzonych przez wynajętych konsultantów, nie ma na ogół praktycznego znaczenia. Zdarza się, że ich wnioski zakrawają na absurd lub kpinę.
— Gdy Kościół anglikański wynajął konsultantów, którzy mieli mu pomóc poprawić własny wizerunek, uzyskał od nich opracowanie twierdzące, że „trzeba Kościołowi wytyczyć misję“. Jednemu ze związków zawodowych radzono z kolei, by zwiększył swoje znaczenie w zakładzie — śmieje się prof. Stuart Macdonald.
Wielu zatrudnianych konsultantów stara się również znajdywać problemy tam, gdzie ich nie ma. Mogą w ten sposób udowadniać własną przydatność. Zwiększają przy tym chaos w przedsiębiorstwie.
— By przerwać ten krąg niekompetencji, należy przede wszystkim ograniczyć oczekiwania w stosunku do wynajmowanych menedżerów. Trzeba im pozwolić na to, by czasem coś się nie udało — uważa prof. Stuart Macdonald.Grzegorz Zięba