Szefowie tracą czas na sprawy bieżące
Zespoły zarządzające w firmach nie rozumieją swoich celów
Polscy szefowie zarządzający optymistycznie oceniają pracę swoich zespołów. Obraz ten jednak, z punktu widzenia osób będących członkami tych zespołów, jest bardziej krytyczny. Przede wszystkim cel pracy grup nie zawsze został jasno zdefiniowany, a spotkania zbyt często organizowane są bez wcześniejszego określenia celu i tematu.
Mercuri International przeprowadził w Polsce badania ankietowe wśród członków zespołów zarządzających firmami. Jego celem była analiza współpracy szefów tych zespołów z ich członkami.
Na 2 tys. formularzy, rozesłanych w trakcie badania, zdecydowało się odpowiedzieć blisko 190 respondentów.
— Wynik ten uważamy za bardzo dobry. Uzyskaliśmy odpowiedzi od 9 proc. adresatów. Jeśli weźmie się pod uwagę ogólną niechęć Polaków do wypełniania jakichkolwiek formularzy oraz fakt, że zarządom chronicznie brakuje czasu można szacować, że wynik jest zadowalający — twierdzi Łukasz Fijałkowski, dyrektor generalny Mercuri International.
Ja pójdę górą
Zespoły zarządzające pozytywnie oceniły swoją misję i sposoby jej realizacji. Niewielki procent respondentów wskazał, że praca zespołów jest źle zorganizowana i nie działa na nich stymulująco.
— Ogólny obraz współpracy w ramach zespołów wygląda zadowalająco. Jednak, co ciekawe, jest on bardziej pozytywny z perspektywy szefów tych grup. Są oni odpowiedzialni za efekty pracy zespołu, która przekłada się na realizację celów strategicznych firmy, więc raczej trudno o samokrytykę – przypuszcza Tomasz Knitter, dyrektor handlowy Mercuri International.
A ty doliną
Więcej zastrzeżeń pod adresem pracy w grupie mieli jej członkowie. Wskazywali, że zbyt często spotkania robocze zespołu wypełnia omawianie spraw bieżących, a samej pracy grup nikt nie ocenia.
— Brak podsumowań spotkań w istotny sposób przekłada się na rozwój zespołu i poszczególnych jego członków. Raporty mogłyby posłużyć m.in. do oceny realizacji ustalonych podczas zebrania zadań. Bez nich, przy kolejnym spotkaniu, które, jak wynika z badania, nie odbywają się zbyt często, z reguły nikt nie pamięta, kto i do czego się zobowiązywał — ocenia Tomasz Knitter.
Aneta Królak