Szeptel, operator telekomunikacyjny, który znalazł się na skraju bankructwa, liczy na mocne zwiększenie przychodów i liczby klientów. Zamierza to uczynić bez żadnych inwestycji — jeśli oczywiście dogada się z wierzycielami.
Nowy zarząd Szeptela, notowanego na GPW operatora telekomunikacyjnego, przedstawił zarys strategii dla spółki, która nie jest jednak zbyt oryginalna. Firma obiecuje skończyć z deklaracjami bez pokrycia. Zamierza rozwijać się jako lokalny operator bez planów na wyrost i zwiększać liczbę abonentów oraz przychody, nie dokonując dodatkowych inwestycji.
— Firma zaoferuje nowe usługi, dzięki którym możemy zwiększyć liczbę abonentów nawet o 40 proc. i przychody o 50 proc. — zapewnia Mariusz Pilewski, prezes spółki.
Szeptel ma 16,7 tys. abonentów, w tym 1000 biznesowych. W 2002 r. przychody wyniosły niecałe 20 mln zł, a strata — 46 mln zł.
Nowe usługi mają zmierzać głównie do pozyskania abonentów biznesowych. Szeptel wprowadzi m.in. usługi 0-800 i 0-700, pocztę głosową i sms na telefon stacjonarny. Infrastruktura, którą Szeptel budował na terenie kraju olbrzymim kosztem, ma zostać sprzedana albo wykorzystana w usługach świadczonych w porozumieniu z innymi operatorami. Na razie Szeptel nie znalazł chętnych na kupno tych aktywów.
— Właściwie jedyną dobrą rzeczą zbudowaną przez poprzednie władze spółki są światłowody w Warszawie. Pozostała infrastruktura nie łączy nikogo z nikim i jest niewykorzystana, a generuje koszty — mówi Andrzej Piechocki, szef rady nadzorczej Szeptela.
Dalsze istnienie spółki zależy jednak od powodzenia postępowania układowego, w którym zarząd proponuje wierzycielom redukcję długu o 40 proc. i spłatę pozostałej części w 30 kwartalnych ratach. Długi Szeptela wynoszą 39 mln zł, z czego 37 mln zł jest objęte postępowaniem układowym. Listę wierzycieli spółka ma przedstawić w sądzie 25 czerwca.