Ogólne warunki ubezpieczeń (OWU) nie są najprostszą lekturą, ale warto znać ich zapisy, żeby uniknąć niepotrzebnych niespodzianek. Tym bardziej że często logika ubezpieczycieli trochę odbiega od standardowego rozumienia pewnych pojęć i zjawisk. Poniżej prezentujemy kilka zapisów bądź definicji, które mogą powodować nieporozumienia. I objaśniamy, co autorzy mieli na myśli.

1. Trzeba się włamać, żeby ukraść
W warunkach ubezpieczenia mienia od kradzieży w pakiecie Warty Ekstrabiznes Plus czytamy, że ubezpieczenie nie obejmuje szkód powstałych w wyniku… kradzieży. Ochroną objęte są tylko szkody powstałe w wyniku kradzieży z włamaniem i rabunku. Różnica jest subtelna, ale jakże znacząca. Oznacza to, że ubezpieczyciel nie wypłaci odszkodowania, jeżeli coś po prostu zniknie. Ze skutkami działań takich przebiegłych złodziei firma musi radzić sobie sama. To standardowa zasada takich ubezpieczeń. Dla ubezpieczycieli po kradzieży musi pozostać ślad. Kradzież z włamaniem, zgodnie np. z definicją z OWU PZU Doradca, polega na zaborze mienia w celu przywłaszczenia, które jest dokonane z zamkniętego lokalu albo środka transportu, po usunięciu przy użyciu siły i narzędzi istniejących zabezpieczeń, albo otwarciu zabezpieczeń kluczem oryginalnym, podrobionym czy innym urządzeniem otwierającym, które sprawca zdobył przez kradzież z włamaniem z innego lokalu albo w wyniku rabunku. Jako kradzież z włamaniem rozumiana jest także kradzież dokonana przez sprawcę, który ukrył się w lokalu albo środku transportu przed jego zamknięciem. Musi jednak pozostawić ślady stanowiące dowód ukrycia się, żeby ubezpieczyciel w takim wypadku odpowiadał za szkodę.
Dzięki tym zasadom ubezpieczyciele nie muszą ponosić dużego ryzyka, z jakim wiąże się m.in. niewyjaśnione zniknięcie składników mienia, czy kradzież z wystawy.
2. Zalanie to nie powódź
Na niespodziankę można się także natknąć w warunkach ubezpieczenia od ognia i innych żywiołów. Obejmuje ono skutki działania wszystkich żywiołów prócz… wody. Przynajmniej tej, która wyrządza szkody w wyniku nadmiernych opadów deszczu. Co prawda, każda taka polisa zapewni ochronę na wypadek zalania, ale to nie to samo co powódź.
Zalanie, jak wyjaśniają OWU, to wydobywanie się wody, innych cieczy lub pary z urządzeń wodociągowych, kanalizacyjnych, centralnego ogrzewania bądź innych przewodów i urządzeń technologicznych, powstałe w wyniku m.in. cofnięcia się z sieci wodno-kanalizacyjnej, uszkodzenia urządzeń sieci wodociągowej, kanalizacyjnej, grzewczej lub technologicznej, awarii pralki, lodówki, zmywarki, pęknięcia akwarium, nagłego topnienia mas śniegu albo lodu i tym podobne. Natomiast powódź polega na zalaniu terenów w następstwie podniesienia się poziomu wód w korytach wód płynących lub zbiornikach wód stojących albo w wyniku spływu takich wód po zboczach czy stokach. Ryzyko powodzi u większości ubezpieczycieli można włączyć dodatkową klauzulą za dodatkową opłatą.
Będzie to jednak trudne w przypadku firm, które są szczególnie narażone na takie ryzyko albo miały już wcześniej z powodzią doświadczenia.
3. Piorun, ale bez przepięcia
Skoro jesteśmy przy żywiołach, warto wspomnieć, że ubezpieczenie ogniowe w standardzie przewiduje również ochronę na wypadek uderzenia pioruna. Tyle że w wielu przypadkach z takiej ochrony wyłączone są szkody powstałe w wyniku przepięcia. A większość szkód burzowych to tzw. szkody przepięciowe, do których dochodzi, kiedy w wyniku wyładowania atmosferycznego w pobliżu linii przesyłowych następuje nagły wzrost napięcia w instalacji elektrycznej powyżej maksymalnej wartości znamionowej. W efekcie zniszczeniu ulega sprzęt elektroniczny i elektryczny, który w czasie burzy jest podłączony do sieci.
Tutaj jednak postawy ubezpieczycieli są podzielone. Niektórzy szkody przepięciowe ubezpieczają w standardzie polisy ogniowej — np. Warta, Compensa czy PZU, który jednak odpowie za szkody tylko do limitu 1 tys. zł. Można go podwyższyć za dodatkową opłatą. Wykupienia dodatkowej klauzuli w celu ubezpieczenia ryzyka przepięcia wymagają m.in. Uniqa, Generali i Allianz.
4. Ekstremalny spacer po pustyni
Warto również zwrócić uwagę na zapisy w ubezpieczeniach turystycznych dla biznesu. Tutaj wpływ na odmowę wypłaty odszkodowania może mieć fakt, czy służbowa wycieczka przewiduje uprawianie sportu. Na przykład w warunkach Compensa Voyage czytamy, że do ochrony w zakresie dodatkowym można włączyć rodzaje ryzyka związane m.in. z amatorskim uprawianiem sportów zimowych i motorowodnych, uprawianiem sportów ekstremalnych czy też wyczynowym lub zawodowym uprawianiem sportów. Lepiej pamiętać o włączeniu przynajmniej niektórych z tych możliwości, nawet jeśli nie mamy zamiaru…. uprawiać sportu.
Przynajmniej w potocznym rozumieniu tego słowa. Na przykład ochrona na wypadek sportów ekstremalnych przyda się również, kiedy wyjazd służbowy przewiduje pobyt w górach albo… na pustyni. Zgodnie z warunkami Compensy czy Signal Iduny, to miejsca, które charakteryzują się ekstremalnymi warunkami klimatycznymi albo przyrodniczymi, konieczne jest więc włączenie ochrony na wypadek uprawiania sportów ekstremalnych. Zalicza się do nich również m.in. pobyt w buszu i dżungli. Bez włączenia takiej ochrony nie obejdą się również ci, którzy w podróż służbową udają się na Syberię, Alaskę, Kamczatkę czy północne terytoria Kanady. Warto zwrócić uwagę, że sportem ekstremalnym w Compensie jest także choćby jazda na rowerze po specjalnie przygotowanych trasach albo w terenie naturalnym obfitującym w przeszkody.
5. Połowa sumy za śmierć
Kolejny zapis, o którego istnieniu warto wiedzieć, znajduje się w grupowych ubezpieczeniach od następstw nieszczęśliwych wypadków, w które pracodawcy zaopatrują swoich pracowników. Najgorszym scenariuszem, który się może tutaj zrealizować, jest śmierć ubezpieczonego. Logika sugeruje, że w takim przypadku można liczyć na wypłatę odszkodowania w postaci pełnej wysokości sumy ubezpieczenia. Ale niekoniecznie. Niektóre, na szczęście nieliczne, warunki takich ubezpieczeń przewidują w takim przypadku wypłatę… połowy sumy ubezpieczenia. Tak jest np. w OWU grupowego ubezpieczenia NNW Allianz.
Ten sam zapis informuje jednak, że można się też umówić inaczej. W kolejnym czytamy, że cała suma ubezpieczenia będzie się należała, jeśli ubezpieczony umarł przed upływem roku od daty wypadku, pod warunkiem że wcześniej nie dostał świadczenia z tytułu trwałego uszczerbku na zdrowiu. Połowa sumy ubezpieczenia oznacza, że w przypadku śmierci można liczyć na grosze, jeśli weźmiemy pod uwagę, że sumy w takich ubezpieczeniach generalnie są niskie. W grupowych umowach suma najczęściej wynosi 20 tys. zł, jak wynika z informacji przedstawiciela jednego z zakładów ubezpieczeń. Trzeba jednak pamiętać, że świadczenie za śmierć zwykle jest także generalnie ograniczone czasowo — np. odszkodowanie jest wypłacane, tylko, gdy śmierć nastąpi w ciągu roku od momentu wypadku. PZU wypłaci odszkodowanie, jeśli śmierć nastąpi maksymalnie w ciągu dwóch lat.
6. Awaria, która nie jest awarią
Warunki ubezpieczenia dokładnie powinni przeczytać także właściciele maszyn. Tutaj szczególnie interesujący może być fakt, że ubezpieczenie maszyn od uszkodzeń i awarii może nie zadziałać w sytuacji, kiedy maszyna uległa awarii, ale nie doszło do żadnych fizycznych uszkodzeń. Do tego ubezpieczyciele wyłączają awarie powstałe w wyniku naturalnego zużycia maszyny. Compensa w swoich warunkach opisuje to jako szkody będące bezpośrednimi następstwami ciągłej eksploatacji. To, że ubezpieczyciele nie chcą odpowiadać za naturalne efekty zużywania się maszyn, jest zrozumiałe. Gorzej, że pewne trudności mogą się wiązać z oceną, jaki jest rzeczywisty powód awarii.
Zdaniem brokerów, ubezpieczycielom zdarza się nadużywać argumentu naturalnej eksploatacji jako pretekstu do odmowy wypłat odszkodowań. Wyłączone z ochrony będą także części, które zużywają się szybciej niż maszyna oraz szkody powstałe w częściach wymiennych maszyn. Rolą polisy jest rekompensata m.in. szkód powstałych w wyniku wybuchu, przepięcia spowodowanego uderzeniem pioruna albo rozerwania wskutek działania siły odśrodkowej. Ubezpieczyciel odpowie także w przypadku błędów konstrukcyjnych, warsztatowych lub montażowych.