Szklany ekran walczy o pasma z internetem

Do wyboru jest kilkadziesiąt kanałów TV lub więcej bezprzewodowej sieci. Rusza bitwa o częstotliwości.

Telewizje, takie jak Polsat czy TVN, przejdą na nadawanie cyfrowe w lipcu przyszłego roku. Ta rewolucja w nadawaniu dla Kowalskiego oznacza po prostu zakup dekodera lub telewizora. Dla trzech największych stacji telewizyjnych, mających łącznie 90 proc. udziałów w rynku reklamowym, i trzech platform satelitarnych to wzmocnienie konkurencji na rynku. To jednak nie wszystkie skutki. Przejście na „cyfrę” uwolni też sporo częstotliwości cennych dla nadawców i teleoperatorów. Ich przeznacznie jest już wstępnie określone, ale debata o ostateczny podział rzadkiego dobra właśnie się zaczyna.

Im więcej, tym lepiej

Ścierają się dwie wpływowe grupy interesów — telewizja i telekomunikacja. Dla telekomów sprawa jest oczywista — im więcej częstotliwości, tym lepiej. Mogą świadczyć więcej usług, zapewnić lepszą jakość, mocniej konkurować. Na pewno zyska klient.

— Z dostępnych badań wydaje się, że więcej korzyści będzie wynikać z przeznaczenia dywidendy cyfrowej dla mobilnych systemów szerokopasmowychniż z użytkowania telewizyjnego. Przykładowo, badania SCF Associates wskazują, że przeznaczenie 60 proc. tego pasma dla mobilnych systemów ruchomych może spowodować wzrost PKB w krajach Unii Europejskiej w 2020 r. o 3,3 proc. Gdyby przeznaczyć częstotliwości na transmisję TV, byłoby to tylko 2,8 proc. — mówi Cezary Albrecht z Polskiej Telefonii Cyfrowej.

Na razie operatorzy czekają na pasmo z zakresu 800 MHz, które powinno trafić do nich na początku przyszłego roku. Wykorzystają je prawdopodobnie pod bezprzewodowy internet LTE. Ale tego pasma może nie wystarczyć dla czterech graczy.

— Być może rozwiązaniem będzie przeznaczenie dodatkowego pasma z dywidendy cyfrowej na potrzeby mobilnego internetu ale decyzja, czy powstaną kolejne multipleksy TV cyfrowej, czy więcej mobilnego internetu dopiero czeka wszystkie kraje UE — mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP.

— Wydaje mi się, że przed oceną wpływu na rynek zagospodarowania pasma 800 MHz nikt nie zdecyduje się na „rugowanie” telewizji z kolejnegopasma — przypuszcza Jacek Niewęgłowski, członek zarządu P4.

Apetyt telewizji

Rynek telewizyjny ciągnie krótką kołdrę w swoją stronę.

— Najbardziej prawdopodobny docelowy scenariusz to przeznaczenie na potrzeby naziemnej telewizji cyfrowej pięciu multipleksów. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) jest za pozostawieniem całego zakresu na ten cel. Przy założeniu standardowej rozdzielczości umożliwi to rozpowszechnianie w sumie 40 programów. Przy zastosowaniu dużej rozdzielczości (HDTV) liczba programów zmaleje do 20 — mówi Jan Dworak, przewodniczący KRRiT.

— Jesteśmy operatorem technicznym naziemnej telewizji cyfrowej i w naszym interesie jest, by kanałów było jak najwięcej. Ta forma transmisji zapewnia świetną jakość i jest dostępna dla każdego — mówi Waldemar Sromek, rzecznik prasowy Emitela.

— Jestem za tym, by wszystkie zasoby pierwotnie przeznaczone pod usługi telewizyjne wzmocniły rozwój rynku telewizyjnego — mówi Piotr Walter, wiceprezes TVN. Jednak dla stacji telewizyjnych sprawa nie jest tak oczywista. Naziemna telewizja cyfrowa to wzmocnienie zasięgu ich obecnych programów, ale też więcej konkurencyjnych kanałów o zasięgu ogólnopolskim, co może przełożyć się na spadek wpływów reklamowych. Na razie na nasz rynek cyfrowy nie spieszą się międzynarodowi giganci, ale to może się zmienić, gdy pojawią się płatne kanały „cyfry”. Przewagę już na starcie ma Zygmunt Solorz -Żak. Kontrolowany przez biznesmena Cyfrowy Polsat kupił niedawno częstotliwości telewizji mobilnej, które prawdopodobnie wykorzysta pod emisję kilku kanałów mogących konkurować z naziemną telewizją cyfrową.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane