Szkolne przetargi tylko dla jednego atrakcyjne

Mariusz Zielke
opublikowano: 2006-01-11 00:00

Tylko jedna oferta idealnie dopasowana do budżetu, dziwne aneksy, niechlujne szacunki — tak resort edukacji dopieszcza szkoły specjalne.

Zestaw plastikowych płytek z literkami do nauki języka polskiego za 5,5 tys. zł na klasę (19 zestawów liter), podobny zestaw z kółkami i trójkątami do matematyki za prawie 7 tys. zł każdy, kalendarze kołowe — 5,3 tys. zł za komplet klasowy (trzy), zestaw domina — 2,3 tys. zł. I zestawy klisz do nauki liczenia pieniędzy (wizerunki banknotów) za łącznie 5 mln zł. To tylko część z serii ponad 50 pomocy dydaktycznych, których pewna ilość już trafiła do 1350 polskich szkół specjalnych. Dzięki unijnej pomocy resort edukacji przeznaczył na to łącznie około 87 mln zł w dwóch turach. Idea szczytna — po raz pierwszy ministerstwo tak pomaga, ale jest jedno „ale” — podejrzenie o szastanie pieniędzmi i ułożenie przetargu.

Pierwszy przetarg już się odbył. Wygrał Elbox, firma z podwarszawskich Marek. Drugi właśnie się kończy, a wygrywa go ten sam Elbox. I to bezdyskusyjnie, bo do ministerstwa wpłynęła tylko jedna oferta. A że Elbox dwa razy niemal idealnie trafił z ceną w tak duży budżet projektu, podejrzenia o nieczystą grę są gotowe. Sprawdzamy.

Przetarg, stop!

Kontrowersji nie brakuje. Elbox w obu przetargach jako jedyny złożył ofertę, mimo że specyfikację pobrało około 20 firm. Spółka zaproponowała tylko w niespełna połowie własne produkty, a w połowie wyroby pięciu innych producentów. Proporcje wartościowe są miażdżące: ponad 82 proc. ceny to oferta własna Elboksu w pierwszym przetargu, 74 proc. — w drugim. Pozostałe pięć firm dostarcza połowę pomocy, ale otrzymuje za nie dużo mniej pieniędzy.

Kolejna rzecz to bardzo wysokie ceny Elboksu i brak upustów — w tak dużych przetargach to niespotykane. Wreszcie procedury — resort edukacji podpisał aneks do umowy, zgadzając się przyjmować faktury już w momencie, gdy towar będzie w magazynie firmy, a nie w szkołach. Choć aneks zapewniał korzystniejsze warunki dostaw, taka jego treść budzi wątpliwości.

W resorcie edukacji konsternacja, bo — jak się okazuje — nie my pierwsi mamy wątpliwości. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że ze skargą na przetarg wystąpiła gdańska firma Young Digital Poland (YDP). Do ministra trafiło też pismo z Polskiego Towarzystwa Technologii i Mediów Edukacyjnych (PTTiME), które nie pozostawiło suchej nitki na całym postępowaniu.

Dyrektor generalny wstrzymał drugi przetarg przed przekazaniem go do kontroli Urzędowi Zamówień Publicznych.

— Dostaliśmy sygnał z zastrzeżeniami do tego przetargu i postanowiliśmy zbadać sprawę — przyznaje Bogdan Bazan, koordynator zamówień w resorcie.

Young Digital Poland nie chce komentować sprawy. Pracownik odpowiedzialny za przetarg najpierw twierdzi, że nie pamięta największego w historii przetargu na pomoce dydaktyczne, potem mówi, że wszystko było w porządku. Dlaczego więc jego spółka nie wystartowała w konkursie?

— Nie zdążyliśmy przygotować oferty — odpowiada pracownik YDP.

Andrzej Maciejczyk, wiceprezes PTTiME, jest zaskoczony, że jego pismo trafiło do „PB”, ale przyznaje, że stowarzyszenie zainteresowało się przetargiem na pomoce.

— Nasze zaniepokojenie wzbudziło kilka elementów tego postępowania. Liczymy, że minister je wyjaśni — mówi ogólnikowo.

W piśmie do szefa resortu stowarzyszenie jest bardziej krytyczne: „Przetarg jest tak skonstruowany, że bez trudu można wykazać kompletny brak staranności o powierzone środki publiczne i działanie na szkodę edukacji tego, kto go podpisze”.

PTTiME poza wysokimi cenami wskazuje na słabe zabezpieczenia stosowane przez resort w tym zamówieniu: tylko 3 proc. zabezpieczenia gwarancyjnego, z czego 80 proc. zwraca się w ciągu 30 dni po dostawie. W przetargach unijnych, np. ze środków Phare, stosuje się zwykle 10-procentowe zabezpieczenie, w większości trzymane do wygaśnięcia gwarancji. Resort edukacji zgodził się na gwarancję roczną, podczas gdy standardem jest dwuletnia.

Szczęśliwi nie liczą

Elbox tłumaczy wysokie ceny produktów jakością i ich niszowym charakterem.

— Za nasze wyroby dostaliśmy trzy nagrody w Szwajcarii. To produkty bardzo wysokiej jakości, bezpieczne i trwałe. Cena wynika z tego, że nie produkujemy ich na masową skalę, tylko na konkretne zamówienia — mówi Paweł Bernas, prezes spółki Elbox.

Tłumaczy, że w zestawach nie ma elementów papierowych, wszystko jest z tworzywa, wykonane z udziałem wybitnych naukowców. Oglądamy kilka przykładowych zestawów: estetycznie zrobione, kolorowe, ładne. Wartość dydaktyczną mogą ocenić tylko szkoły, a te (przynajmniej kilka, do których udało nam się dodzwonić) są zachwycone.

— Pierwszy raz uzyskaliśmy taką pomoc. Jesteśmy bardzo zadowoleni, pomoce są rewelacyjne — mówi dyrektorka szkoły w Chojnicach.

— Bardzo ładne, starannie wykonane, na pewno nam się przydadzą — dodaje dyrektorka szkoły w Kwidzynie.

A cena? Cóż, darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Kiedy podpytujemy o konkretne produkty, jedna z dyrektorek zauważa nieśmiało:

— Ceny wydawały się nam mocno wygórowane, w katalogach było taniej, poza tym można było liczyć na rabat. Niektóre można kupić po dużo niższych cenach. Ale podkreślam, te pomoce bardzo nam się przydadzą.