Szpitale czeka rządowy rentgen

  • Alina Treptow
opublikowano: 20-06-2012, 00:00

Resort zdrowia sprawdzi, czy placówki dyskryminują „nieopłacalnych” pacjentów. W branży zawrzało

Na rynku medycznym zaczyna się robić gorąco, a po poniedziałkowym spotkaniu Bartosza Arłukowicza, ministra zdrowia, z przedstawicielami Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (GUM), temperatura jeszcze się podniosła. Jak wynika z komunikatu Ministerstwa Zdrowia (MZ), naukowcy z gdańskiej uczelni zostali zaproszeni do udziału w pracach zespołu roboczego, który sprawdzi, czy placówki medyczne w ramach tych samych kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) wykonują te same świadczenia i czy dyskryminują pacjentów. Analiza obejmie szpitale z całej Polski. Agnieszka Gołąbek, rzecznik resortu, nie chciała jednak doprecyzować, czy kontroli zostaną poddane zarówno placówki publiczne, jak i niepubliczne.

Lis w kurniku

Analiza będzie odpowiedzią na zarzuty przedstawicieli GUM wobec prywatnych szpitali. W raporcie pomorscy naukowcy udowadniają, że placówki niepubliczne leczą tylko „opłacalnych” pacjentów, czyli w ramach takich procedur, które są najlepiej wyceniane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Nie chcą zajmować się osobami wymagającymi dłuższej i bardziej kosztownej hospitalizacji. Takie zarzuty nie mogły przejść bez echa. Sytuację zaogniło jeszcze pismo pomorskiego NFZ do premiera, w którym zwraca się o przeprowadzenie kontroli i dokonanietakich zmian legislacyjnych, które wyeliminują lub przynajmniej ograniczą opisane w raporcie zjawisko. Zdaniem pracodawców, raport GUM szkaluje prywatną służbę zdrowia.

— Mamy nadzieję, że dokument stworzony przez rządowy zespół będzie mniej stronniczy od raportu GUM — mówi Robert Mołdach, ekspert ds. zdrowia w Pracodawcach RP. Przedsiębiorcy przekonują, że patologii w prywatnym sektorze jest mniej niż w publicznym.

— To naturalne, że firmy medyczne wybierają te procedury, które są najlepiej wyceniane. Jako przedsiębiorcy nie mogą generować strat i działać na szkodę spółki. Wydaje się, że przedstawiciele GUM próbują znaleźć winnych własnej niegospodarności i kiepskiego zarządzania — mówi Adam Rozwadowski, prezes Enel-Medu. Agnieszka Książek-Bator, dyrektor gdańskiego szpitala klinicznego, na którego zlecenie powstał raport, ripostuje. Informuje, że w 2011 r. szpital zarobił na czysto 9 mln zł.

— Raport miał pokazać, że w ramach tych samych kontraktów, za te same pieniądze, placówki niepubliczne nie wykonują tych samych świadczeń co np. duże szpitale kliniczne. Nie chcieliśmy deprecjonować prywatnej służby zdrowia, ale zwrócić uwagę regulatorowi na potrzebę systemowych zmian — tłumaczy Agnieszka Książek-Bator.

Dodajmy, że przedstawiciele szpitali publicznych nie są zaskoczeni wynikami raportu. Bardziej dziwi ich postawa ministra Bartosza Arłukowicza.

— To tak, jakby ktoś po wpuszczeniu lisa do kurnika zastawiał się, dlaczego znikająkury. To naturalne, że przedsiębiorcy wybierają najbardziej opłacalne procedury. Analiza nie jest potrzebna. O tym, że przedsiębiorcy kierują się zyskiem, można od dawna przeczytać w podręcznikach ekonomii — uważa Marek Balicki, były minister zdrowia i dyrektor warszawskiego szpitala wolskiego. Jego zdaniem, szpitale mogą czuć się bezpieczne, ponieważ analiza — nawet powtarzająca wnioski pomorskich naukowców — nie jest zagrożeniem dla ich kontraktów z NFZ.

— Aby fundusz mógł wypowiedzieć umowy, musi udowodnić, że szpital nie wywiązał się z obowiązku leczenia pacjenta — kwituje Marek Balicki.

Prywatni bez wsparcia

Część placówek publicznych jest zaskoczona zarzutami o selekcję pacjentów w prywatnych szpitalach.

— W przypadku bardziej skomplikowanych obrażeń to sami pacjenci wybierają szpitale publiczne. Jeśli autorzy raportu uważają, że są dyskryminowani, powinni pamiętać, że to samo dotyczy prywatnych rywali, którzy nie mogą liczyć na darmowy tomograf czy wsparcie finansowe samorządu — uważa Dorota Gałczyńska, dyrektor warszawskiego szpitala bielańskiego.

Jej zdaniem, konfliktowanie placówek publicznych i niepublicznych nie leży w interesie pacjentów i jednostek medycznych.

— Resort zdrowia w pracach zespołu roboczego powinien uwzględnić opinie praktyków, którzy niezależnie od tego, czy pochodzą z sektora komercyjnego czy publicznego, w większości spraw mówią jednym głosem — twierdzi Dorota Gałczyńska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu