Bez radykalnej zmiany systemu finansowania prywatny biznes nie przyniesie kokosów
Powszechna komercjalizacja to pseudoreforma. Nie wywoła boomu wśród inwestorów, którym najbardziej przeszkadza monopol NFZ.
Przekszatałcenie w spółki publicznych szpitali, które w drodze ustawy zamierza przeprowadzić rząd, nie rozwiąże problemów sektora. Takiego zdania jest Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych (OSSN).
Decydują stare układy
Jego zdaniem, boomu inwestycyjnego to nie spowoduje.
— Członkowie mojego stowarzyszenia wcale nie marzą, żeby kupować szpitale prywatyzowane tą drogą. Nikt nie zainwestuje w 30-40-letni szpital, którego dostosowanie do nowoczesnych standardów będzie kosztowało krocie, o ile w ogóle da się go przebudować, nie wyburzając do fundamentów. Zazwyczaj taniej i lepiej jest wybudować od podstaw nowoczesną i nieobciążoną finansowo placówkę — mówi Andrzej Sokołowski.
Dlaczego więc nowych prywatnych szpitali wciąż jest stosunkowo mało, a te, które powstają, są raczej niewielkie — liczą, jak w przypadku największej prywatnej sieci w Polsce, od 60 do 160 łóżek, a często mniej? Nowoczesne prywatne szpitale jakością usług biją na głowę siermiężną rzeczywistość państwowych SPZOZ. Barierą dla inwestorów są jednak finanse.
— System finansowania usług szpitalnych to największa przeszkoda w dynamicznym rozwoju sektora prywatnego — twierdzi Andrzej Sokołowski.
Jego zdaniem, mimo deklaracji od lat składanych przez polityków na szczeblu centralnym, że publiczne pieniądze mają służyć podnoszeniu jakości usług świadczonych pacjentom, na poziomie lokalnym dzieje się zupełnie inaczej. Pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) trafiają do publicznych placówek historycznie zakorzenionych na swoim terenie i cieszących się wsparciem lokalnych polityków.
— Ten system, ręcznie sterowany przez urzędników, nie ma nic wspólnego z jakością oferty i ceną usług. Prywatne placówki są zazwyczaj na szarym końcu kolejki po kontrakty z NFZ — twierdzi prezes OSSN.
Zdaniem Tomasza Jędorowicza, starszego menedżera w Zespole Farmaceutycznym i Ochrony Zdrowia w PricewaterhouseCoopers (PwC), nie jest aż tak źle.
— Przeciwne głosy można usłyszeć ze strony szpitali publicznych, wśród których naprawdę zdarzają się dobrze zarządzane. Ich dyrektorom nie podoba się, że tracą kontrakty na rzecz prywatnych konkurentów. Nie ma jednak wątpliwości, że system jest nierynkowy i wymaga zmiany, racjonalizacji stawek za procedury medyczne, a przede wszystkim pozostawienia pacjentowi możliwości wyboru placówki, z której usług będzie korzystał — uważa Tomasz Jędorowicz.
Krok w dobrym kierunku
Zdaniem eksperta z PwC, ustawowa komercjalizacja SPZOZ nie załatwi wszystkiego, ale to krok w dobrym kierunku, który umożliwi samorządom podejmowanie racjonalnych decyzji o szpitalach.
— W grę wchodzi partnerstwo publiczno-prywatne. W wielu przypadkach opłacalne może być przeniesienie szpitala z centrum miasta do innej lokalizacji, sprzedaż części działki i wybudowanie całkiem nowego obiektu. Możliwości jest bardzo wiele — mówi Tomasz Jędorowicz.
Dodaje, że z biznesem szpitalnym wcale nie jest tak źle, skoro prywatne sieci, takie jak Swissmed, Enel-Med, Medicover i Scanmed, jednak budują szpitale. Rynek dopiero raczkuje, ale ma świetne perspektywy.
— Szacunki dotyczące łącznych, publicznych i prywatnych, wydatków na służbę zdrowia mówią o 60-80 mld zł. To ogromny rynek i duzi inwestorzy finansowi oraz branżowi wciąż się nim interesują. Czekają, aż się ukształtuje. Liczą, że inni wezmą na siebie ryzyko pionierów, a oni wkroczą już na udeptany grunt — podkreśla Tomasz Jędorowicz.
Dobrze jednak też nie jest. Jedna z giełdowych sieci szpitali, Swissmed, wciąż boryka się z problemami. Spółka nie przynosi dodatnich wyników nie tylko na poziomie netto, ale również operacyjnym.
Ryzykowne inwestycje
Zdaniem wielu ekspertów, Swissmed po prostu wyprzedził rynek. Zdecydował się na inwestycję zbyt wcześnie, gdy jeszcze nie było warunków dla jej finansowania. Znacznie lepiej ma się największa sieć prywatnych szpitali — EMC Instytut Medyczny, również notowana na giełdzie. Przynosi zyski, choć rentowność netto na poziomie niespełna 3,5 proc. nie jest zbyt imponująca.
— Częściowo wynika to z tego, że wciąż dużo inwestujemy w rozwój. Trzeba jednak przyznać, że obecny system finansowania przez NFZ powoduje, że uzyskanie zwrotu z inwestycji w ciągu 10 lat jest realne tylko wówczas, gdy oferuje się na rynku dodatkowe usługi niezwiązane z kontraktem — mówi Piotr Gerber, prezes EMC.
Jego zdaniem, to również powód, że prywatny biznes nie buduje na razie dużych szpitali, choć ich utrzymanie, ze względu na koszty stałe, jest bez porównania tańsze.
— Dostęp do pieniędzy publicznych jest wciąż bardzo trudny. Dlatego takie inwestycje są obarczone dużym ryzykiem i nikt nie zainwestuje wielkich pieniędzy — dodaje szef EMC.
Co utrudnia działalność szpitali prywatnych
- Niechętne postrzeganie sektora prywatnego przez Ddecydentów centralnych i regionalnych
- Wciąż niewielka skala sektora prywatnego
- Wyraźna dyskryminacja w dostępie do publicznych pieniędzy
- Mocne uzależnienie od ciągłych zmian w sektorze
- Uzależnienie od płatnika monopolisty NFZ
- Brak społecznych przyzwyczajeń w korzystaniu z prywatnej opieki medycznej
- Ciągle silna szara strefa w szpitalach publicznych
Oczekiwane przez OSSN kierunki rozwoju systemu ochrony zdrowia
-Wielość dostawców usług medycznych
- Publiczna i prywatna konkurencja oparta na jakości
- Niezależne instytucje kontrolne (poza wpływem samorządów i ubezpieczycieli)
- Obywatelskie prawo do wolności wyboru usługodawcy
- Konkurencja zakładów ubezpieczeniowych (w zakresie ubezpieczeń obowiązkowych i dodatkowych)
- Prawo wyboru ubezpieczyciela
- Otwarte wejście do systemu dla spełniających kryteria medyczne Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Niepublicznych