Szpitale potrzebują reformy, nie kosmetyki

Agnieszka Berger
opublikowano: 2008-06-09 06:39

Powszechna komercjalizacja to pseudoreforma. Nie wywoła boomu wśród inwestorów, którym najbardziej przeszkadza monopol NFZ.

Przekszatałcenie w spółki publicznych szpitali, które w drodze ustawy zamierza przeprowadzić rząd, nie rozwiąże problemów sektora. Takiego zdania jest Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych (OSSN).

Jego zdaniem, boomu inwestycyjnego to nie spowoduje.

— Członkowie mojego stowarzyszenia wcale nie marzą, żeby kupować szpitale prywatyzowane tą drogą. Nikt nie zainwestuje w 30-40-letni szpital, którego dostosowanie do nowoczesnych standardów będzie kosztowało krocie, o ile w ogóle da się go przebudować, nie wyburzając do fundamentów. Zazwyczaj taniej i lepiej jest wybudować od podstaw nowoczesną i nieobciążoną finansowo placówkę — mówi Andrzej Sokołowski.

Dlaczego więc nowych prywatnych szpitali wciąż jest stosunkowo mało, a te, które powstają, są raczej niewielkie — liczą, jak w przypadku największej prywatnej sieci w Polsce, od 60 do 160 łóżek, a często mniej? Nowoczesne prywatne szpitale jakością usług biją na głowę siermiężną rzeczywistość państwowych SPZOZ. Barierą dla inwestorów są jednak finanse.

— System finansowania usług szpitalnych to największa przeszkoda w dynamicznym rozwoju sektora prywatnego — twierdzi Andrzej Sokołowski.

Jego zdaniem, mimo deklaracji od lat składanych przez polityków na szczeblu centralnym, że publiczne pieniądze mają służyć podnoszeniu jakości usług świadczonych pacjentom, na poziomie lokalnym dzieje się zupełnie inaczej. Pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) trafiają do publicznych placówek historycznie zakorzenionych na swoim terenie i cieszących się wsparciem lokalnych polityków.

CAŁY ARTYKUŁ W PONIEDZIAŁKOWYM, PAPIEROWYM WYDANIU "PULSU BIZNESU".