Szpitalny trup w szafie BOŚ II

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-05-27 00:00

Bank wyłożył karty na stół w sprawie sprzed ośmiu lat. Widać, że ktoś albo nie umiał grać, albo nie grał fair. Główni gracze milczą.

Chodzi o nietrafioną inwestycję, czy o coś więcej?

Bank wyłożył karty na stół w sprawie sprzed ośmiu lat. Widać, że ktoś albo nie umiał grać, albo nie grał fair. Główni gracze milczą.

— Niestety, duża część informacji, które pojawiły się w związku z handlem wierzytelnościami na początku tej dekady, jest prawdziwa — tak zaczął wczoraj konferencję prasową Mariusz Klimczak, prezes banku, prezentując wyniki audytu w tej sprawie.

Według BOŚ było tak: w styczniu 2001 r. do banku trafiła oferta nabycia wierzytelności szpitalnych za 99 proc. należności głównej oraz 67 proc. wartości odsetek. Trzy tygodnie później zarząd banku jednogłośnie zaakceptował ofertę, tyle że zapłacił odpowiednio 100 proc. i 70 proc. Dlaczego tyle? Pozostaje kwestią otwartą.

Całą sprawę od początku monitorował Piotr Kownacki, dzisiaj minister w Kancelarii Prezydenta, wtedy wiceprezes odpowiedzialny w banku za inwestycje. Pomysł był taki: bank przekazuje wierzytelności swojej spółce zależnej TF BOŚ, w której radzie nadzorczej szefował Piotr Kownacki. W ciągu 90 dni miała je zwindykować i oddać pieniądze matce. Gdyby w ciągu tych trzech miesięcy nie odebrała długu, wierzytelności powinna obligatoryjnie oddać spółce matce. Miała też zakaz odsprzedawania ich podmiotom trzecim.

Tyle plany. W rzeczywistości TF BOŚ przejęło wierzytelności w lutym 2001 r. Minął marzec, kwiecień i maj, czyli umówiony termin, a windyktor długu nie odzyskał. Nie oddał też zgodnie z umową wierzytelności do banku. Mimo to w czerwcu 2001 r. prezes Kownacki przesłał do zarządu wniosek o kupno kolejnego pakietu wierzytelności ZOZ-ów. Znowu został zaakceptowany jednogłośnie. Ale już bez prezesa Kownackiego, którego kilka dni wcześniej odwołała rada nadzorcza.

Windykacja w Exelu

W tym momencie jego udział w sprawie się kończy. Z informacji przedstawionej wczoraj przez BOŚ byłemu prezesowi można zarzucić, że zbyt pochopnie, bez szczegółowej analizy rynku, zaproponował inwestycję w szpitalne długi.

— Wniosek przygotowano w trzy tygodnie, czyli w ekspresowym tempie. Nawet przygotowanie prostej inwestycji wymaga więcej czasu —mówi Mariusz Klimczak, prezes BOŚ.

Piotr Kownacki nie dopilnował też TF BOŚ jako szef rady nadzorczej. A spółka wymagała dobrego nadzorcy. W 2003 r. nowy zarząd BOŚ przedstawił radzie nadzorczej druzgoczącą opinię na temat działalności TF BOŚ.

"Spółka nie posiada systemu informatycznego umożliwiającego prawidłowe zarządzanie wierzytelnościami. Odsetki były naliczane w programie Excel i sprawdzane ręcznie. Spółka nie miała możliwości bieżącego monitorowania spłat należności, prawidłowego naliczania odsetek bieżących i karnych. Spółka nie miała możliwości generowania aktualnych i prawdziwych danych" — takie pismo w formie uchwały przyjął zarząd. Skrytykował też pomysł handlu długami: "Wierzytelności zostały kupione powyżej ówczesnej ceny rynkowej. Kupione powyżej ceny rynkowej, ich sprzedaż wymagałaby bardzo dużego dyskonta, co wiązałoby się z dużymi stratami banku w momencie zbycia wierzytelności".

Cytowane pismo podpisał cały zarząd, w tym również Piotr Wiesiołek, który w BOŚ pracował od 1999 r. (kadencję skończył w 2008 r., kiedy został powołany na wiceprezesa NBP).

— To znaczy, że wtedy, w 2003 r., prezes Wiesiołek uznał, że w 2001 r. podejmując decyzję wspólnie z zarządem o handlu wierzytelnościami, popełnił błąd — mówi Mariusz Klimczak.

Kto jest winny?

BOŚ szacuje, że inwestycja w długi przyniosła około 60 mln zł straty. Sprawą otwartą pozostaje pytanie, czy był to efekt złej decyzji zarządu z 2001 r., czy nieudolności TF BOŚ. Na razie nikt nie jest w stanie ustalić — ile spółka ściągnęła długów. Pewne jest, że w I połowie 2002 r. zbyła część wierzytelności firmie powiązanej z podmiotem (w zarządach zasiadały te same osoby), od którego rok wcześniej bank te wierzytelności kupił.

Nie udało nam się wczoraj skontaktować ani z Piotrem Wiesiołkiem, ani z Piotrem Kownackim.

Na styku polityki i biznesu, na którym to punkcie PiS jest tak mocno wyczulony, mocno iskrzy. Tym razem sprawa dotyczy człowieka z otoczenia prezydenta Kaczyńskiego. Na reakcję PO nie trzeba więc długo czekać.

— Takiej afery polityczno-finansowej być może jeszcze w Polsce nie mieliśmy — ocenił Paweł Olszewski, członek tej partii.

Zaapelował też do prezydenta o "niezwłoczne zawieszenie ministra Kownackiego w pełnionej funkcji".

Głos zabrał też premier: "Od dłuższego czasu dochodziły do mnie sygnały, informacje, że za czasów, kiedy Kownacki współrządził w BOŚ, działy się tam różne, nie najlepsze, nie najciekawsze rzeczy". Ale — jak dodał Donald Tusk — "Od pełnego wyjaśnienia tego są odpowiednie służby. A milczenie pana ministra Kownackiego w tym przypadku na pewno nie jest złotem".

— W ten sposób można każdego człowieka z naszego kręgu politycznego pozbawić funkcji, dlatego że komuś nagle przychodzi do głowy, że coś co się działo osiem lat temu i nikt tego nie ruszał, to jest złamanie prawa — to komentarz Jarosława Kaczyńskiego.