Sztuka lepsza niż akcje i złoto

Anna Borys
16-04-2008, 00:00

W Polsce szybko przybywa kolekcjonerów

Nikt już nie pyta, czy sztuka da zarobić. Na aukcjach i wernisażach są tłumy. A liczba zainteresowanych szybko rośnie. Atmosferę podgrzewają galerie.

— W stosunku do postępującej spekulacji cenowej na rynku młodej sztuki oraz przyrostu wartości dzieł klasyków nowoczesności, ceny obrazów Jerzego Kałuckiego są obecnie korzystne — rozsyłała ostatnio maile krakowska Galeria Zderzak.

Raz po raz jakiś polski artysta trafia na łamy zagranicznych gazet, a jego dzieła na ściany tamtejszych galerii. Wtedy jego prace drożeją w błyskawicznym tempie, czasem kilkaset razy. Każdy chce mieć kurę znoszącą złote jaja. Czy trzeba być znawcą, żeby na nią trafić? Wcale nie, wystarczy trochę szczęścia. Od okazji, aż się roi.

 

W Europie Zachodniej sztuka jest cenionatak samo, jak akcje czy obligacje. Posiadanie papierów wartościowych nie daje przyjemności obcowania z pięknem i prestiżu społecznego. I to niejedyna przyczyna, dla której sztuka jest cenionym aktywem u zachodnich inwestorów-kolekcjonerów. Bywa, że można na niej po prostu więcej zarobić. Pokazują to statystyki prowadzone przez dwóch, znanych profesorów z nowojorskiego uniwersytetu — Jianpinga Meia i Michaela Mosesa. Ich indeks mierzący wzrost cen na rynku sztuki zyskiwał między 1953 a 2003 r. średnio 12,1 proc. rocznie. W tym samym okresie akcje na Wall Street rosły średnio rocznie o 11,6 proc.

 

W Polsce rynek sztuki ciągle się rozwija.Niektórzy twierdzą nawet, że dopiero powstaje. Jednak chętnych, którzy chcą na sztuce zarobić, już teraz nie brakuje. I nic w tym dziwnego. To właśnie najlepszy moment, żeby zainwestować. Rynek jest mało dojrzały. Dzięki temu łatwiej trafić na tanie prace jeszcze mało znanych artystów, którzy szybko mogą odnieść sukces. Tak jest w przypadku malarstwa czy grafiki. Lepsze czasy czeka też rynek fotografii. Ta dziedzina z różnych przyczyn jest postrzegana nad Wisłą jako dziedzina drugiej kategorii. Wytrwali kolekcjonerzy mogą więc znaleźć tu jeszcze więcej niedocenionych perełek. W ostatnich latach przykładów spektakularnych sukcesów nie brakuje. Obok najbardziej znanego Wilhelma Sasnala znalazła się także malarka Paulina Ołowska czy artystka fotografii Marta Deskur. Ich prace w krótkim czasie zdrożały czterokrotnie.

 

Na krajowym rynku niełatwojednak wyłowić perełkę. Można samemu śledzić nowości i trendy na rynku — czytając np. fachową prasę czy odwiedzając galerie. Miejscem wartym uwagi jest na przykład galeria BWA w Zielonej Górze. Nasi rozmówcy wskazują, że większość młodych artystów, którzy tam debiutują odnosi sukces. Warto szukać ciekawych prac, odwiedzając targowiska sztuki czy chociażby wernisaże studentów na Akademiach Sztuk Pięknych. Można w końcu skorzystać z wiedzy profesjonalistów. Coraz więcej instytucji finansowych oferuje w Polsce tzw. art banking. Jest to usługa zazwyczaj dla zamożnych klientów, którzy chcą zdywersyfikować portfel właśnie o dzieła sztuki. Taką możliwość daje na przykład Noble Bank czy New World Alternative Investments.

Inwestując w sztukę, trzeba się liczyć z dużą zmiennością — większą niż w przypadku akcji. Wartość obrazu czy fotografii w dużej mierze łączy się z modą na rynku sztuki. A gusta bywają zmienne i przemijają. Inwestując na krajowym rynku, raczej nie należy obawiać się, że ceny spadną. Powód? Są i tak niskie. Co najwyżej, nasza inwestycja nie przyniesie kokosów.

150 proc. w osiem lat

Magda Kochanowska

prezes Fundacji Sztuki Polskiej ING

Fundacja Sztuki Polskiej ING nie inwestuje w sztukę, lecz ją wspiera. Wartość naszej kolekcji wzrosła jednak o 150 proc. w 8 lat — niektórych prac o 400 proc., a innych nieznacznie. Perełki to m.in. Wilhelm Sasnal. Jego obrazy kupowano po 2 tys. zł, teraz są warte nawet 150 tys. EUR. Prace Pauliny Ołowskiej zdrożały cztery razy, podobnie fotografie Marty Deskur. Polski rynek będzie gonił Zachód. Debiutujący artysta krajowy dostaje za obrazy najwyżej 600-700 EUR, Francuz lub Niemiec — co najmniej dwa razy więcej. Dynamika rynku polskiego bardzo się zmieniła. Osiem lat temu była jeszcze bonanza. Prace kupowało się bezpośrednio z pracowni od artystów. Teraz działają doradcy i galerie, które pobierają czasami 40-procentową prowizję. Najlepsi artyści szukają opieki za granicą. A wtedy zazwyczaj jest już za późno, żeby kupić ich prace po atrakcyjnych cenach.

Inwestując w sztukę, inwestuje się w człowieka, w jego talent, a nigdy nie wiadomo, jak się los potoczy. Zatem trzeba się liczyć z ryzykiem. Bardziej opłaca się kupować dzieła młodych, nieznanych artystów, bo ich dzieła mają największy potencjał wzrostu.

Ceny są jeszcze niskie

Agnieszka Gniotek

Art Info

Faktycznie mamy ożywienie na rynku sztuki związane z sytuacją gospodarczą. Domy aukcyjne notują lepsze obroty. Bardzo dynamicznie rozwija się rynek sztuki współczesnej, wolniej sztuki dawnej. Rośnie liczba kolekcjonerów, szczególnie z pokolenia młodszego, w wieku 30-40 lat. Ci ludzie mają trochę wolnej gotówki, którą chcą wydać na podniesienie prestiżu. Jedni wybierają golfa, inni sztukę. Nie zmienia to jednak faktu, że w pewnych grupach społecznych kolekcjonować wypada i należy.

Obok sztuki współczesnej dynamicznie rozwija się rynek fotografii. Jeszcze trzy, cztery lata temu liczba kolekcjonerów w kraju nie przekraczała 30 osób. Teraz na aukcjach fotografii pojawia się ich znacznie więcej. Nie trzeba dużo, żeby zacząć kolekcjonować. Wystarczy mieć jakieś 600-800 zł, żeby kupić prace młodych, dobrych fotografów. To się jednak zmieni. Fotografia zaczyna być coraz bardziej doceniana. Do cen zachodnich nadal nam daleko, ale polscy fotografowie nie zaliczają się do światowych gwiazd. Na razie ceny fotografii rosną średnio 10 proc. rocznie. Tak tanio będzie jeszcze przez dwa-trzy lata.

Młodzi w cenie

Marek Chomka

prezes New World Art Collectors

Rynek sztuki jest w bardzo ciekawym momencie. Rozwija się infrastruktura galeryjna, przybywa nabywców, rośnie świadomość zagadnień związanych ze sztuką i rynkiem. Polska sztuka jest też coraz bardziej widoczna na polu międzynarodowym. Coraz więcej galerii uczestniczy w prestiżowych targach, a prace polskich twórców trafiają do czołowych światowych kolekcji. Nasz rynek jest nadal nieporównywalny z zagranicą. Dla przykładu sprzedaż w czasie jednej tylko aukcji Christie's New York w październiku 2007 r. wyniosła 325 mln USD, podczas gdy roczny obrót na polskim rynku nie przekracza kilkudziesięciu milionów złotych. Opłaca się teraz kupować dzieła sztuki, bo są jeszcze stosunkowo (w porównaniu z proporcjami cen na Zachodzie) tanie i dostępne. Ceny z dużym prawdopodobieństwem będą rosły. Obecnie szybko rozwija się grono kolekcjonerów. Ostatnio widać szczególnie rosnące zainteresowanie młodszych nabywców, głównie zorientowanych na sztukę współczesną.Zwiększa się też liczba klientów instytucjonalnych, co wiąże się ze wzrostem świadomości prestiżu kolekcjonerstwa.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Borys

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Sztuka lepsza niż akcje i złoto