Sztywny termin zapłaty może zaszkodzić firmom
Ustawa o terminach zapłaty zamiast polepszyć, może znacznie pogorszyć sytuację mniejszych firm. Panuje opinia, że wbrew intencjom projektodawców, nie zlikwiduje ona zatorów płatniczych na rynku, a jej restrykcyjne skutki podatkowe przyniosą wiele szkód gospodarce.
28 sierpnia 2001 r. Senat ma rozpatrzyć uchwaloną 27 lipca przez Sejm ustawę o terminach zapłaty w obrocie gospodarczym. Ustawa ma wymusić płacenie małym firmom za towary i usługi w terminie 30 dni od wystawienia faktury. Jeżeli w tym okresie nie nastąpi zapłata, to dług automatycznie przekształci się w kredyt. Do zobowiązania bądą doliczane odsetki ustawowe. Obowiązek ten powstanie niezależnie od tego, na jaki termin płatności umówiły się same strony. Obecnie stawka tych odsetek wynosi 30 proc. w skali roku. Takie rozwiązanie przyjęto w interesie małych firm, które często muszą długo czekać na pieniądze od dużych przedsiębiorstw, szczególnie supermarketów.
Okazuje się jednak, że skutki podatkowe wprowadzenia sztywnych, 30-dniowych terminów płatności, mogą przynieść firmom i całej gospodarce więcej szkód niż pożytku.
Nowy podatek
W czasie prac sejmowych nad projektem ustawy, dodano do niego dwa nowe artykuły odnoszące się do ustaw o podatkach dochodowych od osób fizycznych i prawnych.
Zmierzają one do uznania za przychód dłużnika „korzystanie ze środków pieniężnych”, jeżeli wierzytelność nie zostanie spłacona w ciągu 30 dni od jej powstania. Wartością owego „korzystania” będą właśnie odsetki ustawowe liczone od kwoty zobowiązania.
— Oznacza to, że od tak obliczanych odsetek dłużnik będzie musiał płacić podatek dochodowy. Dodatkowo, jeżeli dług zostanie spłacony po upływie 30 dni, firma odsetek nie będzie mogła wliczać w koszty uzyskania przychodu. Zapłacone odsetki nie pomniejszą więc podstawy opodatkowania podatkiem dochodowym i trzeba będzie je płacić z zysku — tłumaczy Grzegorz Wlazło, adwokat, ekspert prawny Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.
Jego zdaniem, skutki podatkowe tej ustawy wypaczają jej sens i mogą spowodować, iż będzie ona jedną z najbardziej szkodliwych ustaw dla polskiej gospodarki.
Restrykcyjne przepisy dotkną wszystkich przedsiębiorców, nie tylko małe firmy.
— Na skutek nacisku fiskalnego również duże korporacje będą zmuszone zmieniać warunki podpisywanych umów, gdyż to właśnie największe firmy rozliczają się w dłuższych terminach płatności. Podobnie będzie w przypadku, gdy płatności należne będą firmom zagranicznym — mówi Grzegorz Wlazło.
Dobroczynne skutki
Panuje pogląd, że jeśli ustawę w takim kształcie przyjmie Senat, to nastąpi, przynajmniej częściowy, proces eliminacji małych firm. Duże sieci handlowe już zmniejszają liczbę małych dostawców z którymi współpracują, aby ograniczyć koszty działów zaopatrzenia.
— Uważam, że poza negatywnymi skutkami podatkowymi, ustawa ta nie przyniesie nic nowego. Przecież podmioty o słabszej kondycji finansowej nie będą w stanie spłacać należności w terminie 30 dni — mówi Grzegorz Wlazło.
Jeżeli istotnie od stycznia 2002 r. (przewidywany termin, od którego ustawa zacznie obowiązywać) płatności regulowane byłyby w terminie 30 dni, to rynek zalałyby miliardy złotych wolnych pieniędzy. To z kolei mogłoby pobudzić inflację.
— Duże przedsiębiorstwa państwowe, np. PKP, kopalnie czy huty, i tak podatków nie płacą, więc efekt podatkowy dotknie firmy prywatne, przede wszystkim mniejsze. Taki może być efekt pomocy ze strony tej ustawy dla małych przedsiębiorców — uważa Grzegorz Wlazło.