Zbliża się koniec roku fiskalnego, więc czas szukać kosztów. Gdzie? Okazuje się, że możliwości jest wiele. Dobrym „adresem”, gdzie prawie zawsze można znaleźć dodatkowe koszty, są rezerwy na złe lub wątpliwe należności.
Jeżeli wykonałeś usługę lub sprzedałeś towar i wystawiłeś stosowną fakturę VAT, a twój kontrahent nie zamierza jej płacić, to straciłeś dwa razy! Raz — bo kontrahent cię okradł; dwa — bo fiskus podatek ci już zabrał, a sam z siebie go nie odda.
Jest jednak i dobra wiadomość — otóż fiskus (w przeciwieństwie do nieuczciwego kontrahenta) przestrzega pewnych zasad. A zasady te są proste. Fiskus bierze podatek z góry. Dla fiskusa przychód powstaje już w momencie faktycznego wykonania usługi czy też wydania sprzedanego towaru. Kwestia otrzymania (bądź nieotrzymania) zapłaty nie wpływa na fakt, że przychód już powstał i podatnik musi zapłacić podatek dochodowy i VAT.
Choć nie otrzymałeś płatności, podatki masz zapłacić! Jednak obowiązujące przepisy pozwalają na odzyskanie podatków poprzez spisanie złych długów w koszty podatkowe. Po spełnieniu pewnych warunków długi takie mogą zostać wrzucone w koszty, przez co efektywnie podatnik „odzyska” podatek zapłacony w przeszłości. Jest to uzależnione od uprawdopodobnienia lub udokumentowania ich nieściągalności (art. 16 ust 2 i 2a ustawy CIT).
Jeżeli ci się to uda, to odzyskasz również podatek VAT z niezapłaconej faktury, bo nowa ulga VAT-owska na złe długi w całości opiera się na powyższych przepisach ustawy CIT. Co istotne — odpisywanie złych długów dla celów podatkowych (czytaj odzyskiwanie podatków z niezapłaconych faktur) w żaden sposób nie wpływa na prawne możliwości egzekwowania należności od dłużników. Jeżeli podatnik spisze dług w koszty, a po pewnym czasie, na skutek działań windykacyjnych, płatność ostatecznie nastąpi, otrzymane środki zostaną opodatkowane w momencie ich otrzymania. Cała sztuka w tym, by koszty znaleźć pod koniec tego roku, a przychody opodatkować już w nowym.
Piotr Żarski, Deloitte