To small business ratuje społeczeństwo przed bezrobociem
Kiedy duże korporacje zwijają zatrudnienie, małe firmy nie patrzą na kryzys i chcą zatrudniać nowych ludzi.
To małe i średnie firmy amortyzują Polakom skutki światowego kryzysu. Kiedy wielkie korporacje i państwowe molochy nie są zdolne do tworzenia nowych miejsc pracy, tę rolę przejmuje small business. To dzięki niemu Polska jest jednym z krajów UE, w którym bezrobocie rośnie najwolniej.
Polowanie na notesy
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w pierwszym półroczu 2009 r. liczba nowo utworzonych miejsc pracy była w całej gospodarce o 3 proc. mniejsza niż w takim samym okresie ubiegłego roku. Jednak diametralnie różni się sytuacja w dużych i małych zakładach pracy. O ile w tych pierwszych liczba nowych etatów spadła przez rok o prawie jedną trzecią, o tyle w małych firmach wzrosła o jedną piątą (zob. wykres).
— Od początku roku zwiększyliśmy zatrudnienie o połowę. Nie czujemy załamania gospodarczego. Wręcz przeciwnie, cały czas zdobywamy kolejnych klientów i potrzebujemy nowych ludzi. Hasła "kryzys" używa się zazwyczaj do tłumaczenia własnych błędów i porażek — przekonuje Maciej Kondeja, wiceprezes firmy Ulmo, sprowadzającej ryby i owoce morza, Gazeli Biznesu.
Dlaczego to właśnie mniejsze firmy wychodzą na prostą?
— Małe i średnie firmy są zwykle mniej uzależnione od koniunktury globalnej, ponieważ mniej eksportują. Kiedy światowy popyt się załamał, odczuły to głównie duże przedsiębiorstwa. Mali, nawet w tych trudnych dla świata czasach, byli w stanie zwiększać zatrudnienie — uważa Stanisław Kubielas, ekonomista Uniwersytetu Warszawskiego.
Ponadto mniejsze firmy często nie mogą sobie pozwolić na przerost zatrudnienia, co często dotyka duże zakłady, zwłaszcza państwowe.
— U mnie zatrudnienie zawsze odpowiada zapotrzebowaniu. Nie mogę zwalniać pracowników, ponieważ firma nie byłaby w stanie wykonać swoich zobowiązań. Dlatego od początku roku stan osobowy firmy jest stabilny, a pod koniec ubiegłego roku nawet nieco wzrósł — mówi Tomasz Jakóbczyk, prezes 2N-Everpol, handlującego m.in. sprzętem audio, Gazeli Biznesu.
Jego zdaniem, wiele małych firm przyjmuje nowych pracowników właśnie dlatego, że duże ich zwalniają.
— Bezrobotni byli pracownicy korporacji, a zwłaszcza ich notesy z kontaktami, są często łakomym kąskiem dla małych firm. Pozwalają wejść na rynek dużych graczy. Tacy specjaliści mają wówczas mniejsze wymagania płacowe, więc można sobie na nich pozwolić — zaznacza Tomasz Jakóbczyk.
Szybka kontra
Nie bez znaczenia jest też kwestia elastyczności prowadzonego biznesu. Według Przemysława Jastrzębskiego, prezesa Viki Family, produkującej opakowania, Gazeli Biznesu, właściciel małej firmy ma nad nią o wiele większą kontrolę niż zarządy dużych korporacji.
— W potężnych podmiotach właściciel jest zazwyczaj rozmyty. Zarząd sprawują urzędnicy nazywani menedżerami, dbający zawsze o własny interes, a nie firmy. Dlatego ich działania są mniej skuteczne niż w małych firmach. Właściciel małej, jeżeli dotykają ją spadek zamówień, natychmiast szuka nowych rynków, nowych klientów, wprowadza nowe produkty. Odpowiedź jest znacznie szybsza niż w dużej instytucji — twierdzi Przemysław Jastrzębski.
Ekonomiści przyznają jednak, że mimo wszystko na pewien wzrost bezrobocia musimy być przygotowani.
— Załamanie na świecie było tak duże, że nieduzi pracodawcy nie udźwigną całego jego ciężaru. Spadki zatrudnienia w dużych firmach mimo wszystko będą zbyt duże, by w całości zastąpić je nowymi etatami w mniejszych przedsiębiorstwach. Bezrobocie będzie dalej rosło przynajmniej przez najbliższy rok — ostrzega Stanisław Kubielas.
Nieduzi
pomagają, ale
nie są lekiem
na całe zło
Marta Petka
Powodów, dla których małe firmy chcą zwiększać zatrudnienie, jest wiele. Po pierwsze, nieduże zakłady są bardziej odporne na załamanie popytu zagranicznego. Po prostu mniejsze firmy rzadziej działają na rynku globalnym. Poza tym sektor małych i średnich firm jest preferowany w systemie przyznawania unijnych dotacji — Bruksela każe właśnie do takich firm kierować pomoc, zarówno na ich zakładanie, jak i rozwój. Ponadto w małych firmach redukcje zatrudnienia są znacznie bardziej radykalną formą cięcia kosztów niż w dużych, bogatych korporacjach. Rozstawanie się z pracownikami jest bardziej destrukcyjne dla działalności firmy.
Nie przesadzałabym jednak z optymizmem. To nie jest tak, że małe firmy mają się rewelacyjnie i przyjmą każdego, kto straci pracę. Bezrobocie będzie dalej rosło. Na koniec I kw. 2010 r. stopa
bezrobocia otrze się o 14 proc.
z obecnych niespełna 11 proc.
To już powinien być szczyt. Później czeka nas powolne
obniżanie się bezrobocia. Poziomu sprzed kryzysu, czyli około 9 proc., nie zobaczymy jeszcze przez kilka lat.