Szwajcar prawdę ci powie o franku

Rozmawiała Anna Borys
opublikowano: 2009-02-16 00:00

Polski dobrobyt zbudowaliśmy na słabym franku. Na kredyt. Zobaczmy, co o tym sądzi szwajcarski ekspert z UBS Wealth Management.

Constantin Vayenas, ekspert rynków

wschodzących z banku UBS Wealth Management

Polski dobrobyt zbudowaliśmy na słabym franku. Na kredyt. Zobaczmy, co o tym sądzi szwajcarski ekspert z UBS Wealth Management.

"Puls Biznesu": W wywiadzie udzielonym w marcu zeszłego roku ostrzegał pan przed zadłużeniem się we frankach szwajcarskich. Miał pan rację.

Constantin Vayenas: Odradzałem kredyty we frankach, bo tak podpowiadał mi mój model porównujący siłę nabywczą różnych walut. Model mówi, ile trzeba zapłacić za te same zakupy w różnych krajach. Z danych historycznych wynika, że możliwości nabywcze nie powinny się znacznie zmieniać w zależności od waluty. Jednak zdarzało się tak, że ten model pokazywał duże dysproporcje. Wtedy na wykresie powstaje tzw. krokodyl z otwartą paszczą, który prędzej czy później musi ją zamknąć. Tak właśnie było w zeszłym roku z frankiem szwajcarskim. Kurs mocno osłabł i dla Szwajcarów za granicami kraju zrobiło się wyjątkowo drogo. Frank był fundamentalnie niedowartościowaną walutą. Ludzie uwierzyli, że tak będzie zawsze. Dysproporcje jednak nie mogą trwać długo, dlatego ostrzegałem Polaków przed kredytami we frankach. Zazwyczaj po dużym niedowartościowaniu jakiejś waluty następuje drastyczna korekta, która kończy się jej przewartościowaniem. Dysproporcje nie dotyczyły tylko franka, ale także dolara czy jena. Teraz jesteśmy świadkami drastycznej korekty, która obecnie jest blisko punku równowagi.

Co będzie dalej ze złotym?

Jest coraz mniej powodów, by trzymać polską walutę. Spadają stopy procentowe. Obligacje skarbowe są niżej oprocentowane. Nie wiadomo także, jak wpłynie na polską gospodarkę światowy kryzys. Trzeba pamiętać, że skutki globalnego spowolnienia dopiero ze znacznym opóźnieniem uwidaczniają się na rynkach wschodzących. Poza tym słaba waluta sprzyja wychodzeniu z kryzysu. Warto pamiętać, że gdyby polski bank centralny chciał umocnić złotego, to ma ku temu narzędzia.

Możliwe, że słabość złotego szybko się nie skończy, może się nadal pogłębiać. Dlatego radziłbym być bardzo ostrożnym w przypadku kredytu w obcej walucie, szczególnie, jeśli ktoś ma dochody w złotych. To jest zdecydowanie zły czas na kredyty walutowe.

Jeśli złoty nie ma szans na szybkie odbicie, to czy jest jakiś inny sposób, by przyciągnąć zagraniczny kapitał?

Pytanie nie dotyczy tylko Polski, lecz wszystkich rynków, z których kapitał wypływa. Nie chodzi tylko o parkiety wschodzące. Z dużym odpływem kapitału borykają się także takie kraje, jak Islandia czy Wielka Brytania. Globalny kryzys pogorszył sytuację wszystkich parkietów. Przed kryzysem wystarczył jeden dobry powód, by zainwestować w Polsce. Teraz potrzeba ich co najmniej pięć. Polska musi przekonać inwestorów, że nie jest Węgrami czy Ukrainą.

A może powinniśmy być w innym koszyku niż Rosja i Węgry?

Polska nie ucieknie z regionu, w którym się znajduje. Teraz może narzekać na to, że uderza w nią rykoszetem brak zaufania do Rosji. Za kilka lat, gdy wstąpi do strefy euro, będzie w koszyku z innymi krajami Europy Zachodniej.

Co zdaniem zagranicznych inwestorów jest największym atutem naszego rynku?

Przewagą polskiego rynku jest to, że ma dużą populację, co przekłada się na silny popyt wewnętrzny. Nie należy jednak tego przeceniać. Duży rynek wewnętrzny ma także Rosja czy Niemcy. Polska jest także w lepszej sytuacji makroekonomicznej, ma mniejsze zadłużenie, niższy deficyt budżetowy. To pomaga, ale jeszcze nie znaczy, że kraj ucieknie przed recesją. Nie jest wykluczone, że w całym 2009 r. wzrost PKB w Polsce będzie ujemny.

Inne rynki wschodzące zaczęły rosnąć. W Chinach indeks Shanghai B-Share zyskał od początku listopada 67 proc. Rynek w Brazylii w tym czasie urósł o 13 proc. Dlaczego?

Globalna recesja wyłoni zwycięzców i przegranych. W tym kryzysie działa zasada "cash is the king". Chiny dysponują 2 bln dolarów rezerw walutowych. To ogromny kapitał, który chiński rząd może skierować na rynek. Planowana jest budowa wielu nowych dróg i mostów. Chiny stawiają na rozwój infrastruktury. Mają szansę bardzo dobrze znieść skutki globalnego kryzysu.

Brazylia jest bardzo ciekawym przypadkiem. Tamtejszy rynek ma dużą i zróżnicowaną populację. Eksport nie stanowi dużej części PKB, co sprawia, że tamtejsza giełda jest interesująca dla zagranicznych inwestorów.

Kiedy nasza giełda ma szansę na trwałe odbicie od dna?

Inwestorzy czekają na dowód, że sytuacja w Polsce się poprawia. Złoty będzie się zachowywał tak jak indeksy giełdowe. Waluta z kolei odzwierciedla kondycję całej gospodarki i kółko się zamyka. Oczywiście waluta i giełdowe indeksy wyprzedzą poprawę w realnej gospodarce.

Większość analityków uważa, że pierwsza połowa roku będzie bardzo trudna, a liczba bankrutujących firm jeszcze wzrośnie. Zatem ryzyko dotyczące całego rynku się zwiększy. Ich zdaniem druga połowa roku powinna być lepsza i przynieść poprawę. Jednak to się stać nie musi.

Odbicie na giełdzie nastąpi wcześniej czy później. Które spółki wtedy kupować?

Gdy poprawi się koniunktura na świecie, zaczną rosnąć także indeksy nad Wisłą. Wtedy warto się przyjrzeć spółkom eksportowym. One pierwsze zostały ukarane przez kryzys i pierwsze powinny zacząć z niego wychodzić.

W co teraz warto inwestować? Na czym można najlepiej zarobić?

Istnieje wiele tanich aktywów. Jednak jest jedna inwestycja, której warto się przyjrzeć bliżej. Chodzi o obligacje korporacyjne. Premia za ryzyko w przypadku tych papierów jest największa od 60 lat. To oznacza, że rynek wycenia, że co trzecia spółka na świecie zbankrutuje, co jest mało prawdopodobne, zatem te papiery są bardzo mocno niedowartościowane. Na ich cenę wpływa także to, że raczej nie handluje się nimi na rynku regulowanym, dodatkowo jest premia na niską płynność. Warto przypomnieć sytuację z 1998 r. Rosja stanęła na skraju bankructwa, inwestorzy spodziewali się, że Kazachstan pójdzie w jej ślady. Tamtejsze obligacje korporacyjne były wyceniane z dyskontem blisko 97 proc. Ci, którzy nie uwierzyli ich wycenom, zarobili krocie. Podobnie może być teraz. Jeśli inwestor potrafi wskazać spółki, które nie zbankrutują, to może dużo zarobić na ich obligacjach. Trzeba szukać firm, które mają dużo gotówki.

Co z mocno przecenionym rynkiem surowcowym? Kontrakty terminowe świadczą, że inwestorzy spodziewają się wzrostów i to jeszcze w tym roku.

Wszystkie powody, dzięki którym rynek surowcowy silnie rósł w ostatnich latach, są nadal aktualne. Na świecie jest ponad 5,7 mld ludzi, którzy jedzą i potrzebują energii. Ostatnie wzrosty świadczą o tym, że inwestorzy właśnie o tym sobie przypomnieli. Warto także pod- kreślić, że podaż ropy naf- towej została w pewnym stopniu ograniczona. Mniej także w kolejnych latach będzie żywności. Trudniej o kredyt, dlatego mniej rolni- ków go otrzymało. Skutkiem będą mniejsze areały upraw. To spowoduje wzrost cen produktów rolnych. Nie potrzeba szklanej kuli, by wiedzieć, że w dłuższej perspektywie ceny surowców wzrosną. Jeśli nie w tym roku, to w 2010 r.

Constantin Vayenas to szef działu badań rynków wschodzących UBS Wealth Management. Podjął pracę w UBS w 1991 r. jako ekonomista w dziale badań ekonomicznych w Zurychu. Kilka następnych lat spędził w Londynie jako analityk specjalizujący się w akcjach, inwestycjach o stałym dochodzie oraz w rynkach walutowych. Przed objęciem obecnego stanowiska w lipcu 2007 r. kilka lat pracował w UBS Investment Bank w Nowym Jorku.

Dziś kieruje działem badań rynków wschodzących w ramach Wealth Management Research (WMR) w banku UBS. Ta grupa specjalistów prowadzi badania oraz dostarcza analiz i rekomendacji inwestycyjnych dla kluczowych rynków wschodzących oraz głównych klas aktywów.

Rozmawiała Anna Borys