Premier zapowiedział, że w 2020 r. Polska będzie miała pełną sieć szybkich dróg. Przy okazji nie można zapomnieć jednak o lokalnych trasach.
Wczoraj rozpoczął się pierwszy po wojnie Polski Kongres Drogowy. Na jednym z przedwojennych przedstawiono pierwszy program budowy dróg. Wkrótce będziemy świętować 70. rocznicę tego opracowania. A kiedy powstaną drogi?
Teraz będzie lepiej
— W 2020 r. powinniśmy mieć pełną sieć dróg i autostrad. W ostatnich 17 latach zrobiono bardzo niewiele — powiedział premier Jarosław Kaczyński.
Zanim jednak złożył tę deklarację, symbolicznie pokonał biurokratyczne bariery, które hamują budowę dróg. Powodują one, że przygotowanie projektu może trwać nawet 11 lat — grzmiał konferansjer prowadzący kongres. Tymczasem premier uzbrojony w nożyczki, które otrzymał od hostessy mającej szarfę z napisem Reforma, przeciął każdą z barier najwyżej w minutę. Czy faktycznie obecny rząd będzie w stanie wyeliminować biurokratyczne przeszkody blokujące budowę dróg?
Tuż przed kongresem swoje „pięć minut” mieli też przedstawiciele instytucji i samorządów odpowiedzialnych za drogi lokalne. Podkreślają, że drogi krajowe to tylko 5-7 proc. całej sieci. Resztę stanowią drogi lokalne, które też trzeba dofinansować, i to dużymi pieniędzmi.
Dużo za mało
Każde z polskich województw w najbliższych kilku latach otrzyma z unijnego funduszu regionalnego NPO około 270 mln EUR, czyli około 1 mld zł. Potrzeby natomiast są oceniane na 3,6-4 mld zł na województwo, czyli 65-70 mld zł dla wszyskich.
Czy rząd znajdzie dodatkowe pieniądze? Lokalni drogowcy podkreślają, że mimo iż po wojewódzkich czy powiatowych trasach jeździ wiele tirów, nie dostają grosza z kupowanych przez przewoźników winiet.
W 2003 r. politycy uznali też, że na drogi samorządowe nie będą przekazywane środki z akcyzy paliwowej. Drogowcy chcą, by część tych pieniędzy trafiała jednak na te drogi.