Początek lata, kemping w Chałupach. Jeszcze nieco chłodno, na trawie rosa. Nic dziwnego, że dwie mijające się dziewczyny są ubrane w bluzy. Rzut oka wystarczy, by stwierdzić, że obie noszą Femi. To jasne nie dlatego, że na bluzach jest wielki napis lub logo, ale ze względu na charakterystyczny styl: gruba bawełna w soczystych barwach, z dużą grafiką — kolorowymi kółkami, łosiem, sercem. Takie pomysły powstają w głowach sióstr Kamili i Anity Nawarkiewicz, które od ośmiu lat projektują ubrania.






Marketing szeptany
Początkowo szyły tylko dla siebie i znajomych.
— Za fajnymi kolorowymi ubraniami jeździłyśmy po Europie — do Pragi, Berlina — aż w końcu pomyślałyśmy, że same możemy stworzyć niepowtarzalne ciuchy. Podobały się nie tylko nam. Rozdawałyśmy je znajomym, aż w końcu ludzie zaczęli pytać, gdzie można je kupić — wspomina Kamila, starsza z sióstr Nawarkiewicz.
Sześć lat temu zgłosił się do nich dystrybutor i zaczęła się ciężka praca. Pierwsze minikolekcje liczyły do kilkunastu sztuk różnych modeli bluz z logo Femi. Teraz co roku powstają dziesiątki tysięcy bluz, spodni, T-shirtów, kostiumów kąpielowych, kurtek i toreb. Ubrania Femi Pleasure świetnie się spisują zarówno na zasypanych śniegiem stokach, jak i na nadmorskich plażach. Wystarczy na nie spojrzeć, by poczuć smak wakacji. Są z wysokiej jakości materiałów, a każdy szczegół projektantki dokładnie przemyślały. Ceny? Bluzy kosztują średnio 259 zł, T-shirty o połowę mniej. Osiem lat od startu firmy ciuchy Femi Pleasure noszą nie tylko Polki, ale też mieszkanki 15 innych krajów — od Portugalii przez Włochy i Rosję aż po Japonię. Projektantki przebiły się do świata surferek, co jest trudne, bo dominują w nim znane zagraniczne firmy z długą historią i sporymi budżetami marketingowymi, m.in. Roxy, Billabong, Nikita, O’Neill.
Made in Poland
Znani projektanci mody — np. Missoni, Gucci, Fendi, Kate Spade — wypuszczają też swoje rowery. Od niedawna również w butiku Femi Pleasure na warszawskim Powiślu można kupić kolorowe miejskie jednoślady, kojarzące się z bluzami Femi, a także deski snowboardowe i longboardy (dłuższa wersja deskorolki). Ale to nie koniec niespodzianek. Na początku lata na kempingu Solar w Chałupach otwarto punkt sprzedaży Femi, w którym można kupić kopie „dorosłych” ubrań w wersji dla dziewczynek.
— Wielokrotnie widziałyśmy na Helu mamy z córkami ubranymi w bluzy sięgające im do kostek, z rękawami wywiniętymi dziesięć razy. Pomyślałyśmy, że ubierzemy też małe dziewczynki. I tak zrobiłyśmy — mówi Anita Nawarkiewicz.
Ubrania Femi szyje się w kilku miejscach w Polsce, m.in. na Mazurach i na Śląsku. To nietypowe, bo w branży odzieżowej większość firm emigruje z produkcją do Chin lub Bangladeszu w poszukiwaniu niższych kosztów produkcji. Właścicielki polskiej firmy o emigracji nie myślą.
— Kiedyś pokusiłyśmy się o wyprodukowanie na próbę ubrań w Chinach. Cenowo było to bardzo atrakcyjne, natomiast grafiki naniesiono do góry nogami. Dla dystrybutorów zagranicznych dużym walorem jest to, że ubrania są szyte w Europie. Jedynym powodem, dla którego mogłybyśmy opuścić Polskę, jest technologia. Niestety, w kraju jeszcze nie wszystko da się zrobić — przyznaje Anita Nawarkiewicz.
Biznes sióstr rozwija się świetnie — firma ma coraz więcej zamówień. Z każdym rokiem wykresy sprzedaży skaczą o 30 proc., pojawiają się nowi dystrybutorzy. Co dalej? Siostry szykują coś dla tych, którzy wyrośli z intensywnych barw i dużych nadruków. Pojawi się kolekcja Black Heart, bardziej stonowana kolorystycznie. W ten sposób projektantki chcą spełnić oczekiwania wszystkich klientek — zarówno kochających barwne stroje, jak i preferujących spokojniejsze kolory.
Menedżer poszukiwany
Anita zajmuje się stroną artystyczną: sesjami zdjęciowymi, katalogami, mediami społecznościowymi, do niej należą też ostatnie poprawki. Do obowiązków Kamili zaliczają się zamówienia, kontrola produkcji i kontakt z dystrybutorami. Wybuchają kłótnie?
— Jesteśmy ze sobą bardzo zżyte, babcia mówiła nawet, że jesteśmy bliźniaczkami, choć tak nie jest. Razem spędzamy wakacje, wolny czas, mamy wspólnych znajomych, razem projektujemy. Mamy dużo okazji do kłótni i wykorzystujemy je, bo różnice zdań zawsze procentują — twierdzi Kamila Nawarkiewicz.
O czym marzą właścicielki Femi Pleasure? — Żeby doba miała 55 godzin — śmieje się Kamila Nawarkiewicz.
Druga z sióstr ma bardziej przyziemne marzenie — pozyskanie kogoś, kto pomoże zarządzać firmą i zajmie się nudnymi finansami.
— Mamy mnóstwo pomysłów, duży potencjał, ale brakuje nam osoby, która nami pokieruje — przyznaje Anita Nawarkiewicz.
W styczniu 2014 r. firma już po raz trzeci wystawi się na ISPO w Monachium, największych targach sportów zimowych w Europie i jednych z największych na świecie. W przyszłym roku po raz pierwszy pokaże się także w Berlinie na Bread & Butter, największych w Europie targach mody miejskiej.
Czego można się spodziewać po następnej letniej kolekcji? Projektantki odkryły nową technologię i już zacierają ręce na myśl o oceanicznych i tropikalnych wzorach.
