Szykuje się gorący koniec czerwca na rynku złotego

Marek Wołos
opublikowano: 2009-06-18 00:00

Mimo względnej stabilizacji w ostatnich dniach nadal można powiedzieć, że inwestorzy czują awersję do złotego. W minionym tygodniu węgierski forint (HUF), zaliczany do tego samego koszyka, zyskiwał wobec euro ponad 5 proc. Kurs EUR/HUF spadł do 275, najniższej od miesiąca. Złoty nie wykorzystał wówczas swojej szansy, a pod koniec tygodnia znacząco się osłabił. Gdyby złoty w minionym tygodniu naśladował tempo umocnienia HUF, kurs EUR/PLN powinien zniżkować do 4,30. Tymczasem ubiegłotygodniowe minima kursu EUR/PLN to 4,45.

Takie dywergencje pomiędzy walutami to skutek informacji, że Węgry nie skorzystają z kolejnych transz pomocy od Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). To nie oznacza, że kraj ten ma mniejsze potrzeby pożyczkowe. Wyniki wskazują, że spowolnienie gospodarcze na Węgrzech jest silniejsze, niż oczekiwano. W rezultacie ubytek w dochodach przekracza plany zakładane w budżecie. W ostatnich miesiącach był on równoważony pieniędzmi z MFW. Teraz Węgry zdecydowały się wrócić na rynek obligacji. Wysoka rentowność węgierskich papierów skarbowych (5- i 10-letnie powyżej 10 proc.) zachęcają zagranicznych inwestorów do ich masowego zakupu. Zwłaszcza teraz, gdy poszukuje się wysokich stóp zwrotu, akceptując większy poziom ryzyka.

Na tym tle rentowność polskich obligacji nie prezentuje się atrakcyjnie, zwłaszcza w kontekście wspomnianego wyżej jednorodnego koszyka walutowego i malejącej awersji do ryzyka. Ponadto skutkiem odwołanej aukcji 10-letnich obligacji jest ucieczka zagranicznego kapitału z Polski na Węgry, co przełożyło się na rekordową w tym roku zwyżkę notowań HUF/PLN. Nasza waluta stała się więc ofiarą sukcesu strategii zarządzania długiem Ministerstwa Finansów.

Popyt na zagraniczne waluty ma związek z planami wypłat dywidend. Część z nich trafi w ręce zagranicznych inwestorów i popłynie do krajów macierzystych. Stąd bardzo prawdopodobne, że już teraz zabezpieczają oni kursy zakupu walut pod przyszłe należności. Podobnie było w 2006 i 2007 r. To oznacza, że im większa kwota wypłaconych dywidend, tym gorzej dla złotego.

Mimo że na horyzoncie są jeszcze inne zagrożenia dla naszej waluty, m.in. zapadające opcje walutowe, nie oczekujemy, by kurs EUR/PLN ustanowił nowe tegoroczne maksima. Zwyżkę kursu EUR/PLN będzie hamowała strefa 4,60-4,6650, przy której zapewne pojawi się interwencja ze strony Ministerstwa Finansów. Koniec bieżącego miesiąca to koniec kwartału, a więc ważny moment do wyceny zadłużenia zagranicznego Polski. Im mocniejszy złoty, tym niższe koszty obsługi długu, co oznacza niższy deficyt budżetowy. W pierwszym kwartale bieżącego roku większy o 1 mld deficyt budżetowy był skutkiem osłabienia złotego. Dlatego spodziewamy się determinacji finansowych władz państwa do obrony złotego na koniec drugiego kwartału. Niewykluczone, że ostatniego dnia miesiąca pojawią się tak duże zlecenia sprzedaży, że kurs EUR/PLN zanotuje 10-15-groszowy spadek.