Można przecierać szlaki innym na wiele sposobów. Także w wyborze formy prawnej prowadzania przedsiębiorstwa.
W niemieckim czy amerykańskim biznesie spółki komandytowo-akcyjne od lat robią furorę. W tej formie działają światowi giganci, jak Michelin czy Henkel. Polska na tym tle wygląda marnie. Od 2001 r. założono u nas niespełna 50 takich spółek. Tymczasem jawnych są prawie 24 tys., a z ograniczoną odpowiedzialnością około 195 tys.
Dobra formuła
Przedsiębiorcy, którzy postawili na ten nowatorski u nas typ działalności, nie żałują. Jednym z nich jest Marek Chłopek, prezes Penton Holdings, firmy działającej na rynku finansowym.
— Zastanawiałem się, jaką formę prawną nadać nowemu przedsiębiorstwu. Wybrałem spółkę komandytowo-akcyjną. Dzięki tej formie można zdobyć kapitał na działalność w drodze emisji akcji. Szefowie firmy, tzw. komplementariusze, zachowują dość silną pozycję. Ceną, jaką płaci prezes za decydujący głos w spółce, jest jego nieograniczona odpowiedzialność za jej zobowiązania — tłumaczy prezes.
Komplementariusze pełnią aktywniejszą rolę w zarządzaniu niż akcjonariusze. Ci ostatni mają wiele uprawnień korporacyjnych, tak jak w spółce akcyjnej. Chodzi na przykład o udział w walnym zgromadzeniu czy sprawowaniu nadzoru. Przysługuje im też prawo do wypłaty dywidendy z zysku.
Zdarzają się kłopoty
Bywają jednak problemy. Przekonał się o tym Mariusz Sobol, pełnomocnik Apo-Pharmy, firmy prowadzącej na Pomorzu kilka aptek.
— Spotkałem się z tym, że spółka komandytowo-akcyjna została pomylona z akcyjną —twierdzi Mariusz Sobol.
Apo-Pharma prawie dwa lata korespondowała z samorządem aptekarskim, bo chciała ustalić zasady wyliczania składki członkowskiej farmaceuty będącego jednocześnie akcjonariuszem spółki komandytowo-akcyjnej.
— Ostatecznie sprawa zakończyła się dla nas pomyślnie — mówi Mariusz Sobol.
Problemy dotyczą również podatków.
— Nie wiem jednoznacznie, jak rozliczać dywidendę wypłaconą akcjonariuszom. Przyjąłem, że tak samo jak w spółce akcyjnej. Czekam jednak na opinie prawników — dodaje inny przedsiębiorca.
Mariusz Sobol uważa, że jeśli jeszcze raz miałby podjąć decyzję o wyborze formy prowadzenia działalności, bez wahania podjąłby tę samą.
— Cieszę się, że przecieram szlaki innym — konkluduje.