Tak się trudno rozstać...

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-05-04 00:00

Odchodzący premier Leszek Miller pokazał, jak powinien kończyć prawdziwy mężczyzna — dłuuuuuugo. W ostatnich godzinach uczestniczył w wielu uroczystościach i wygłaszał w kółko to samo przemówienie, pełne żalu z powodu niesprawiedliwego osądu jego dokonań.

Podczas głównych unijnych uroczystości w Dublinie premier sam dźwigał ciężar polskiej flagi przed przekazaniem jej kadetowi do wciągnięcia na maszt, pozwalając stojącemu obok prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu tylko dotknąć jej płata. Obaj „szorstcy przyjaciele” dotarli do Dublina osobno, ale wrócili w nocy z soboty na niedzielę już wspólnie, na skrzydłach Polskich Sił Powietrznych. Swoją drogą, ta ostatnia rozmowa w saloniku Tu-154M musiała być pasjonująca...

Uroczystość pożegnania gabinetu przebiegła standardowo. „Niedźwiedź” premiera z prezydentem, pamiątkowe wieczne pióra. Zapodział się gdzieś i nie został odwołany jeden konstytucyjny minister, mianowicie... Danuta Hübner. Unijne obowiązki nie pozwoliły już pani komisarz przybyć na rządową stypę. Akt dymisji oczywiście jest podpisany, pióro odłożone. Kancelarii Prezydenta przyjdzie chyba wysłać to na adres Komisji Europejskiej.