Powszechne oburzenie naszego społeczeństwa na bufonadę Jacquesa Chiraca może wywołać wrażenie, iż prezydent Francji nieprzyjemnie nas zaskoczył. Tymczasem w jego wypowiedzi jedyną tezą nowatorską było podzielenie sygnatariuszy listu wspierającego duchowo Amerykę na „uprawnionych” (należących już do unijnej rodziny) i „nieuprawnionych” (dopiero kandydujących). Bo tak poza tym — zachował się w normie.
Na globie ziemskim nie znajdzie się kraju z większym kompleksem na tle jego przebrzmiałej mocarstwowości. Paryski czas zatrzymał się na epoce Napoleona, z jedynym uzupełnieniem o rok 1918. Po II wojnie światowej żart historii umieścił Francję wśród stałych członków Rady Bezpieczeństwa. Dla podtrzymania swojej papierowej potęgi Francuzi muszą od czasu do czasu choć na pięć minut objąć — ale tylko we własnym mniemaniu — prowadzenie światowego peletonu. Objawy tej choroby czasem są poważne, przybierając np. postać prób termojądrowych, a kiedy indziej — tylko śmieszne. Zbesztanie Polski i innych państw środkowoeuropejskich przez Chiraca należy zaliczyć do tych drugich.
Po zlokalizowaniu przez PSA fabryki samochodów w Trnavie, a nie w Radomsku, słychać było głosy, iż to odwet za niekupienie przez Polskę samolotów Mirage. Tymczasem każdy, kto spojrzy na mapę, a przede wszystkim policzy koszty pracy — dojdzie do wniosku, iż decyzja francuskiego koncernu była racjonalna aż do bólu. Dlatego prawidłowa odpowiedź na pytanie, czy wypowiedź Jacquesa Chiraca nie odbije się jakoś na dwustronnych stosunkach gospodarczych, brzmi: NIE ODBIJE SIĘ. Stabilna pozostaje pozycja Francji zarówno w naszym eksporcie (druga), jak i w imporcie (czwarta). Równie trwałym zjawiskiem — niestety — jest deficyt handlowy Polski, który w roku 2002 sięgnął kwoty 1,3 mld USD.
Przyczyn ewentualnego obniżenia/podwyższenia poziomu obrotów handlowych szukajmy raczej w naszej infrastrukturze, konkurencyjności polskich firm, wysokości podatków i innych parametrach tego typu — nie zaś w narcyzmie francuskiego prezydenta.