Tańczyć w biznesie

Marlena Gałczyńska
opublikowano: 27-06-2003, 00:00

Dwudziestolatek Kris Sarnecki zjawił się w Ameryce bez grosza. Zaczął od tego, co wychodziło mu najlepiej: założył w Chicago szkołę tańca. Tańczył sam, wirowali też — płacąc — inni... Po 18 latach jego Academy of Business & Career Development wyrosła za oceanem na wielkie centrum nauki i najrozmaitszych szkoleń.

W 1985 roku trafił początkowo do Dallas, ale nie zagrzał tam miejsca.

— Dallas było dla mnie pustynią — właściwie bez Polonii, brakowało kontaktów z interesującymi ludźmi... Po półtora miesiąca przeniosłem się do Chicago — wspomina początki Krzysztof — dziś już Kris Sarnecki.

Za sobą, w Polsce zostawił półtora roku studiów na krakowskiej Akademii Ekonomicznej, grę w koszykówkę i robotę w książkowym antykwariacie. Ze sobą zabrał tylko pasję: taniec towarzyski.

Sukcesy w starym kraju? Jakieś były... Ale nie w finansach!

Academy of Business & Career Development mieści się przy Central Avenue w Chicago. Nieopodal Jackowa, kiedyś typowo polskiej dzielnicy, dziś zamieszkałej głównie przez Latynosów.

Parterowy budynek akademii w mieście drapaczy chmur umyka uwadze. Niesłusznie. W środku mieści się Prywat- na Szkoła Języka Polskiego i Kultury Polskiej im. Jana III Sobieskiego — jedyna za granicą, działająca pod auspicjami Uniwersytetu Jagiellońskiego.

— Początkowo, już w Chicago złapałem pracę w bankowym okienku. Znalazłem mieszkanie, znałem angielski — nie było źle. Ale dość szybko postanowiłem wziąć się za własny biznes. Decyzja: jaki, nasunęła się sama. W Polsce zdobyłem mistrzostwo w rock and rollu sportowym. Otworzyłem więc studio tańca towarzyskiego Polish Board Dance Club. Podjąłem ryzyko. Nie miałem pieniędzy. Chciałem wynająć sa- lę za obietnicę: udział w zyskach dla właściciela. Pro- jekt mógł wystartować tylko dlatego, że Amerykanin się zgodził! — wspomina Kris Sarnecki.

Zmieniał profil i siedziby firmy. Zaczął organizować turnieje tańca towarzyskiego i — po dwóch latach — jego klub stał się największym chicagowskim ośrodkiem turniejów tanecznych.

— Wprowadzałem nowe pomysły. Miałem trochę sprytu. W Chicago można wybrać sobie numer telefonu, wymyśliłem więc do mego klubu jeden z najprostszych numerów z powtarzającymi się cyframi. Obroty od razu poszły w górę! Zorientowałem się, że jeśli idzie o taniec towarzyski, oferty amerykańskich firm nie są kompletne i zostawiają lukę dla mnie. Zacząłem prowadzić turnieje tańca dla dzieci — i to był strzał w dziesiątkę! W 1989 roku sprowadziłem z kraju wicemistrzów tańca towarzyskiego; zaczęli u mnie uczyć. W tym czasie Polacy stanowili połowę mojej klienteli — mówi Kris Sarnecki.

Polish Board Dance Club stał u podwalin innej firmy, która dzisiaj mieści się na Central Avenue w Chicago. Wzbogacił ofertę. Nos go nie zawiódł. W 1989 r. rozpoczęła działalność szkoła języka angielskiego dla Polaków oraz zajęcia rytmiczne dla dzieci. Na prywatne lekcje tańca tłumnie ściągali Amerykanie.

— Sukces osiągnąłem dzięki umiejętnościom tanecznym oraz swoim zmyśle do sprzedaży, aktywnego marketingu. Nawiązałem kontakt z mediami. Prowadziłem także program radiowy w polonijnym radiu „W tanecznym rytmie przez Chicago”. Pracowałem od dziewiątej rano do północy... No i efekty przyszły! Tyle że pojawiało się coraz więcej nowych obszarów aktywności — i dość trudno było mi wszystko ogarnąć. Do kryzysu doszło w 1995 roku. Postanowiłem odsprzedać część firmy wspólnikom i otworzyć zupełnie nową szkołę — opowiada Kris Sarnecki.

To wówczas powstała Prywatna Szkoła Języka Polskiego i Kultury Polskiej im. Jana III Sobieskiego. Z czasem wyrosła na największy ośrodek tłumaczeń z języka polskiego poza granicami kraju. Tygodniowo uczy się w niej 2 tys. studentów. Przez firmę Krisa Sarneckiego przeszło już 60 tys. ludzi.

Academy of Business & Career Development — prócz szkoły tańca, szkół językowych i zajęć dla dzieci — prowadzi działalność konsultingową, biuro pośrednictwa i doradztwo. Można tam zrobić kurs komputerowy, zawodowy lub biznesowy albo prawo jazdy. Roczne obroty firmy sięgają 3-4 mln USD, ale o dochodach Kris Sarnecki nie chce powiedzieć ani słowa.

— Zdradzanie zarobków? To zupełnie nieamerykańskie... Nadal jestem aktywny, ale znacznie więcej odpoczywam. Można powiedzieć: konsumuję efekty dotychczasowej pracy. Gram z dziećmi w kosza. Zostałem współudziałowcem wydawnictwa Home Publishing... Wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam pracowitości, sprytowi i umiejętności pracy z innymi ludźmi. Moi pracownicy mają ośmioletnie staże, podczas gdy średnia pracy w amerykańskiej firmie nie przekracza najczęściej 2-3 lat. Robota w akademii to także odrobina „pracy u podstaw” — ze środowiskiem polskim w Chicago, które przez lata mego pobytu tutaj bardzo się zmieniło. Kiedyś przyjeżdżali tu całkowicie zieloni, bez języka, pieniędzy i pojęcia o Ameryce. My byliśmy polską awangardą! Dzisiaj Jackowa nie zamieszkują już tylko Polacy, lecz coraz liczniej Latynosi. Krajanie przebijają się zawodowo, przyjmują amerykańską kulturę i wyjeżdżają na przedmieścia. Z tego też powodu myślimy o zmianie lokalizacji firmy, ale i o dalszym rozwoju. Może rozpocznę coś nowego? Skoro Amerykę można sobie wytańczyć... — śmieje się Kris Sarnecki.

We flanelowej, kraciastej koszuli, bez krawata nie wygląda na biznesmena. Ani na tancerza. Raczej na robotnika budowlanego czy kowboja. Ale taki ma styl. Bezpośredni. To Ameryka. Jak w stereotypie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marlena Gałczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Tańczyć w biznesie