Po długim weekendzie i poniedziałkowym ospałym handlu warszawscy gracze mieli wczoraj kłopot z powrotem do giełdowej codzienności. Wciąż pamiętano o bolesnej korekcie z ubiegłego tygodnia, a brak wskazówek dotyczących możliwego rozwoju wydarzeń za oceanem paraliżował inicjatywę. Największe obawy nadal budziła ropa, której ubiegłotygodniowy wzlot bardzo zaszkodził indeksom.
Tym razem zabrakło chętnych do windowania ceny surowca. Nie sprzyjało temu poranne umocnienie dolara. Rosła szansa odbicia za oceanem, ale po południu miały napłynąć stamtąd ważne raporty o nastrojach konsumentów i sprzedaży nowych domów. Dlatego w pierwszych godzinach sesji zwyciężyła strategia na przeczekanie. Większość rynków Europy wybrała konsolidację na niewielkim minusie. Wyjątkiem okazały się giełdy Europy Środkowej i Wschodniej, które pokazały siłę względem rynków z innych części kontynentu. Całkiem spore wzrosty notowano w Budapeszcie i Stambule, a indeksy regionu zajmowały pierwsze miejsca w tabeli.
Do tej grupy dołączyła też GPW, która po niepewnym otwarciu i spadku WIG20 w okolice wsparcia na linii 2900 pkt dość szybko wyszła nad kreskę. Początkowo aktywność inwestorów była niewiele wyższa niż w poniedziałek, ale po południu intensywność wymiany wzrosła, a na koniec dnia obroty przekroczyły 1 mld zł.
Przez pewien czas blue chipom liderował KGHM, ale potem ustąpił pola spółkom mniejszego kalibru — GTC, BZ WBK i BRE Bankowi. Balastem dla indeksu okazały się niestety takie giganty, jak Pekao i Telekomunikacja Polska. Tracił też Bioton. Po zrywie kursu nie pozostał nawet ślad. Powodzenie nie opuszczało za to akcji Petrolinvestu — paliwowa spółka zyskiwała chwilami nawet 9 proc. Wśród mniejszych firm gwiazdą był Sfinks, rosnący 22 proc. po informacji o przekroczeniu progu 5 proc. udziałów przez AmRest. Mimo że na szerokim rynku nieco więcej spółek straciło, niż zyskało, mWIG40 zakończył dzień na plusie.
Ta sztuka wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu nie udała się WIG20. Mimo wzrostów za granicą po publikacji danych w USA i pod wpływem taniejącej ropy został zaatakowany przez podaż w ostatniej fazie fiksingu. Ostatecznie wylądował 0,2 proc. pod kreską. Wydarzenie to należy zaliczyć do kategorii niewytłumaczalnych, podobnie jak niemal identyczny wzrost indeksu na zamknięciu w ubiegłą środę. Gdyby nie ten wypadek przy pracy, WIG20 znalazłby się w pierwszej trójce najsilniejszych indeksów Europy.
Włodzimierz Uniszewski