Tańszy wymiar sztuki

Ewa Bednarz
opublikowano: 2013-03-29 00:00

Inkografie mają walory artystyczne, estetyczne i kolekcjonerskie, a ich wyczerpane nakłady trafiają na rynek wtórny już po wyższych cenach

Moda na inkografie, czyli printy, w Polsce raczkuje, mimo że na Zachodzie ma już grono wiernych fanów, którzy cenią sobie obcowanie z dobrą sztuką za niewielkie pieniądze. Zwłaszcza że prace te wychodzą spod ręki znakomitych artystów, są limitowane, sygnowane i podpisywane, mogą więc zyskiwać na wartości.

TRZECI WYMIAR CZASU 2: Rafał Olbiński [FOT. ARC]
TRZECI WYMIAR CZASU 2: Rafał Olbiński [FOT. ARC]
None
None

Nowe techniki grafiki

Inkografia jest cyfrową techniką graficzną (ang. ink — atrament, tusz, farba drukarska; graphics — grafika). Technika ta — następczyni wcześniejszej litografii, fotolitografii i serigrafii — wykorzystywana jest przy reprodukowaniu prac uznanych artystów. Jej zaletą jest wysoka jakość druku i dobór do jej tworzenia najlepszych materiałów, które zapewnią pracom utrzymanie się w dobrej kondycji przez długie lata. Inkografie tworzone są na podobnych zasadach jak inne prace graficzne. Mają ściśle ustalone, limitowane nakłady — 20,50 lub 100 sztuk, są sygnowane i opisywane przez artystę, co nadaje im walor kolekcjonerski. Często są reprodukcjami prac olejnych, akryli, pasteli czy grafik.

— Każda jest własnoręcznie podpisana przez artystę i posiada doskonale zabezpieczony certyfikat autentyczności, który gwarantuje niepowtarzalność każdej inkografii. Zachęcają też ceny. Grafikę wybitnegoartysty można już kupić za 700 zł — mówi Michał Olszewski z Desy Modern.

Na zachodnich rynkach prace tego typu uznawane są za kolekcjonerskie i określane są jako printy. Nazwa ta zaczyna funkcjonować również w Polsce.

Print zamiast akrylu

W Polsce inkografie można kupować od trzech lat. Modę na nie propaguje Desa Modern.

— Do współpracy przy projekcie inkografii zaprosiliśmy uznanych polskich artystów współczesnych: Rafała Olbińskiego, Edwarda Dwurnika, Waldemara Świerzego, Jarosława Modzelewskiego i wielu innych. Olejne prace tych twórców osiągają na rynku ceny kilkudziesięciu tysięcy złotych. My chcieliśmy stworzyć prace graficzne na tym samym, najwyższym poziomie dostępne dla szerokiej publiczności. Tak powstała inkografia — tłumaczy Michał Olszewski.

Do kupienia są też prace Jerzego Nowosielskiego, Tadeusza Dominika, Jana Dobkowskiego. I fotografów: Marka Szymańskiego, Jacka Barcza i Jana Morka. Oferta jest wciąż ograniczona, ale stopniowo się powiększa, mimo wątpliwości kolekcjonerów i marszandów, którzy podkreślają niewielkie walory takich prac poprzez ograniczenie ich do maszynowego reprodukowania. Dla nich sygnatura artysty to za mało. Ale coś jest zawsze za coś. Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na wydanie kilkudziesięciu tysięcy na zgromadzenie prac ulubionego artysty. Kolorowe pejzaże Tadeusza Dominika na aukcjach sztuki osiągają ceny od 15 do 34 tys. zł. Print jego obrazu można mieć za 590 zł. W październiku ubiegłego roku „Niepotrzebny ukłon” Jana Dobkowskiego wylicytowano za 26 tys. zł bez opłaty aukcyjnej. Inkografia pierwotnego akrylu na płótnie kosztuje: mniejsza o wymiarach 22 x 30 cm — 590 zł, a większa o wymiarach 44 x 60 cm — 1090 zł.

Ozdoba i inwestycja

Inkografie można kupić w internetowym sklepie Desy Modern, w warszawskiej galerii Desy Modern i współpracujących z nią galeriach, m.in.: w Krakowie, Katowicach, we Wrocławiu, w Sopocie, Gdańsku i Łodzi.

— Luksusowo oprawione inkografie mogą być niebanalnym prezentem, natomiast odpowiednio wyeksponowane nadadzą wnętrzom domu, biura, hotelu czy restauracji nową, atrakcyjną aranżację, podnosząc jednocześnie prestiż i klasę każdego pomieszczenia — zapewnia Michał Olszewski.

Jego zdaniem, niektóre prace cieszyły się tak dużym powodzeniem, że ich nakłady już się skończyły, a kupione prace okazały się inwestycją, ponieważ dziś uczestniczą w aukcyjnym rynku kolekcjonerskim.

— To oznacza, że mogą osiągać ceny wyższe niż ceny nabycia — dodaje Michał Olszewski.