Technologie zelektryzują rynek prądu

Niewielu udała się zmiana sprzedawcy energii, państwo nadal dominuje, ale bilans jest pozytywny — taka była pierwsza dekada wolnego rynku. Kolejna będzie lepsza

Są klienci z apetytem na zmiany, są sprzedawcy gotowi podgryzać gigantów, są też przepisy, które umożliwiają konkurowanie w detalicznej sprzedaży prądu. Mimo to 10 lat liberalizacji rynku energii elektrycznej przyniosło skromne efekty liczbowe i wiele wyzwań na przyszłość.

DEKADA WOLNEJ ENERGII:O tym, czy warto było liberalizować rynek energii 
przed 10 laty, rozmawiali: Paweł Bakun z Orange Polska (drugi z lewej), 
Anna Bednarska z URE, Mariusz Caliński z Fortum i Robert Tomaszewski z 
Polityki Insight. Dyskusję prowadziła Magdalena Graniszewska z „Pulsu 
Biznesu” (pierwsza z lewej).
Zobacz więcej

DEKADA WOLNEJ ENERGII:O tym, czy warto było liberalizować rynek energii przed 10 laty, rozmawiali: Paweł Bakun z Orange Polska (drugi z lewej), Anna Bednarska z URE, Mariusz Caliński z Fortum i Robert Tomaszewski z Polityki Insight. Dyskusję prowadziła Magdalena Graniszewska z „Pulsu Biznesu” (pierwsza z lewej). Fot. Grzegorz Kawecki

— Bilans 10 lat jest jednak pozytywny, bo pojawili się nowi sprzedawcy, zmieniło się podejście firm do konsumentów, którzy stali się bardziej świadomi. To pozytywne, nawet jeśli proces liberalizacji nie został zakończony — podkreśla Robert Tomaszewski, analityk Polityki Insight (PI), szef PI Energy oraz współautor raportu „Wolna energia.

10 lat liberalizacji rynku energii elektrycznej”. O bilansie tej dekady i prognozach na kolejną dyskutowano w trakcie debaty zorganizowanej przez „Puls Biznesu”. Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki reprezentowała Anna Bednarska, naczelnik departamentu rozwoju rynków i spraw konsumenckich, a obok niej zasiedli Mariusz Caliński, dyrektor ds. sprzedaży energii elektrycznej i gazu w Fortum, oraz Paweł Bakun, dyrektor Orange Energia.

Spowolnienie

Do uwolnienia polskiego rynku energii doszło 1 lipca 2007 r., bo wtedy weszły w życie przepisy, dzięki którym klient indywidualny może zmienić sprzedawcę prądu. Przez 10 lat na ten krok zdecydowało się jednak tylko 3 proc. odbiorców z tzw. taryfy G, przeznaczonej dla gospodarstw domowych.

— Mała liczba odbiorców, którzy zmienili dostawcę, to wyzwanie — zwłaszcza że dynamika osób zwalnia. W 2016 r. 86 tys. odbiorców zdecydowało się na zmianę, podczas gdy w 2015 r. było to o 40 proc. więcej, a dwa lata wcześniej — ponad dwa razy więcej. To niepokojące — mówił Robert Tomaszewski.

Niepokojąco wypada też porównanie Polski z innymi rynkami Europy. W Wielkiej Brytanii sprzedawcę zmieniło w zeszłym roku ponad 4,8 mln odbiorców, czyli o 26 proc. więcej niż rok wcześniej.

— Wyjaśnieniem dla polskiego spowolnienia są nieuczciwe praktyki niektórych przedstawicieli handlowych, którzy chodzą po domach i przekonują np., że zmiana sprzedawcy jest czymś obowiązkowym. To powoduje nieufność, odbiorcy boją się tej zmiany — wyjaśniał Robert Tomaszewski.

Z raportu Polityki Insight wynika, że dużą rolę w rozwoju rynku odgrywa też przywiązanie klientów do tradycyjnych koncernów energetycznych. Problemem jest również cena energii, stanowiąca coraz mniejszą część rachunku, który otrzymuje klient. Dziś jest to ok. 30 proc., a reszta to podatki i opłaty związane np. ze wsparciem odnawialnych źródeł energii czy kogeneracji. Daje to konkurentom małe pole do popisu. W efekcie czteroosobowa rodzina może dziś dzięki zmianie sprzedawcy zaoszczędzić ledwie kilka, kilkanaście złotych miesięcznie. To nie zachęca.

— Problemem jest też rynek hurtowy, który do tej pory był transparentny i dawał sprzedawcom szansę zaistnieć. Od tego roku, zgodnie z prawem, od obowiązku sprzedaży energii poprzez giełdę, tzw. obligo giełdowego, uwolnił się największy gracz [czyli PGE, która woli teraz sprzedawać poza giełdą — red.]. To może być niebezpieczny trend — stwierdził Robert Tomaszewski.

Prawo dla świadomych

Więcej pozytywów w minionej dekadzie dostrzegła Anna Bednarska z URE. Zwróciła uwagę m.in. na przemianę niegdysiejszego petenta w klienta na rynku energii elektrycznej.

— Poza tym nie porównywałabym bezrefleksyjnie Polski z innymi krajami. Wielka Brytania liberalizuje się od 1990 r., a Niemcy od 1998 r. To rynki większe i dojrzalsze — zauważyła Anna Bednarska. Za widoczne spowolnienie procesu zmiany sprzedawcy winiła zaś, podobnie jak PI, nieuczciwych graczy rynkowych.

— Kreatywność nieuczciwych sprzedawców jest ostatnio przerażająca, a jeden oszukany klient z łatwością, za pomocą portali, informuje pozostałych 100. To na pewno ma wpływ na spowolnienie na rynku — stwierdziła Anna Bednarska. Nie załamuje jednak rąk.

— Po pierwsze, zmiana sprzedawcy jest prawem, a nie obowiązkiem. Jest więc dla osób świadomych i zainteresowanych nowymi produktami i rozwiązaniami. Po drugie, tzw. zasiedziali sprzedawcy też ostro walczą o utrzymanie klienta. Wreszcie po trzecie, biorąc pod uwagę skalę nieuczciwych praktyk, niski poziom świadomości klientów i brak ochrony odbiorców wrażliwych, obecny stan wydaje się stanem pożądanym — powiedziała Anna Bednarska.

Czwarty krok

Sprzedawcy prądu liczą jednak na więcej. Orange i Fortum są tzw. challengerami, czyli relatywnie nowymi graczami na rynku sprzedaży prądu, konkurującymi z zasiedziałymi, np. PGE, Eneą, Tauronem i Energą. Orange Polska to firma telekomunikacyjna, która trzy lata temu rozpoczęła w Polsce sprzedaż prądu, a kilka miesięcy temu przejęła energetycznych klientów od spółki Multimedia. Obecnie sprzedaje prąd 105 tys. odbiorców prywatnych i firm. Fortum natomiast to fińska firma energetyczna z silną pozycją w wytwarzaniu, która sprzedaż detaliczną w Polsce rozpoczęła dopiero po przejęciu Duonu, specjalizującego się w rynku gazu.

— Po dziesięciu latach nie jest łatwo być optymistą, ale nim jestem — podkreślił Mariusz Caliński z Fortum.

— My też cały czas jesteśmy optymistami — wtórował mu Paweł Bakun z Orange. Mariusza Calińskiego inspirują m.in. rynki nordyckie, na których wskaźnik odejść klientów jest na poziomie 15-20 proc. By się do nich choć zbliżyć, potrzebny jest jednak kolejny rynkowy krok milowy.

— Polski rynek ma za sobą trzy kroki milowe, które rzeczywiście popchnęły go do przodu. Pierwszy to umożliwienie zmiany sprzedawcy w 2007 r., drugi — wprowadzenie w 2010 r. obligo giełdowego, a trzeci — wprowadzenie GUD-K [czyli kompleksowych umów, dzięki którym klient dostaje tylko jedną, prostszą fakturę za prąd, zamiast dwóch — red.]. Brakuje kolejnego kroku, czyli wprowadzenia centralnej platformy wymiany informacji — mówił Mariusz Caliński.

Przyspieszenie

Pomysł z platformą nie jest nowy, ale jego realizacja się ślimaczy. Nad Centralnym Systemem Wymiany Informacji pracują już firmy dystrybucyjne. Celem jest usprawnienie procesu tak, by zmiana sprzedawcy trwała krócej.

— Dziś to skomplikowana procedura, która trwa pięć czy sześć tygodni i wymagaod klienta podpisywania i wysyłania licznych dokumentów, a na dodatek podawania np. numeru PPE [punkt poboru energii — red.], którego klient zwykle nie zna. To wszystko dla kilku złotych oszczędności? Nic dziwnego, że ludzie nie chcą zmieniać sprzedawcy. A mogłoby to wszystko trwać jeden dzień — tłumaczył Mariusz Caliński.

Podobną diagnozę, wzmocnioną doświadczeniami z sektora telekomunikacyjnego, postawił Paweł Bakun.

— W innych sektorach, bankowym czy telekomunikacyjnym, klienci są gotowi schylić się nawet po 5 zł oszczędności. Tam gra rynkowa opiera się na niewielkich różnicach cenowych. Widać więc, że kluczem jest proces zmiany sprzedawcy, który w branży energetycznej jest nieracjonalnie długi. Nikt klientowi nie przekłada kabli, więc dlaczego tyle to trwa? — zastanawiał się Paweł Bakun.

Anna Bednarska odpowiedziała, że Centralny System Wymiany Informacji leży URE na sercu, ale za prace nad nim odpowiadają operatorzy. Prace zaś spowolniły z „przyczyn zewnętrznych”.

Gangsta marketing

Dzięki uproszczeniu i digitalizacji procesu zmiany sprzedawcy rozwiązałby się, zdaniem Mariusza Calińskiego, problem nieuczciwych sprzedawców, którzy pukają chętnie do osób starszych.

— Cyfrowy kanał sprzedaży trafiałby do klientów bardziej świadomych. Dziś sprzedawca ma do wyboru tylko wysłanie handlowców w teren, a to zawsze oznacza ryzyko — zauważył Mariusz Caliński. Kwestia nieuczciwych sprzedawców budzi na rynku emocje. Paweł Bakun nazwał to zjawisko gangsta marketingiem i uznał za naturalną chorobę każdego młodego rynku.

— Należy temu zapobiegać, ale trzeba przez to przejść. Ostatecznie korzyści dla konsumenta przeważają nad kosztami tej choroby — stwierdził Paweł Bakun.

— Świat nie jest idealny. Niepokoi jednak to, że na rynku energii pojawiają się sprzedawcy, którzy swoje naganne praktyki przenieśli z innych rynków. Taki mają biznes. Niepokoi też to, że widzimy ostatnio próby obejścia w umowie prawa klienta do odstąpienia od niej w ciągu 14 dni — zauważyła Anna Bednarska. Przyznała jednak, że naganne praktyki zdarzają się zarówno sprzedawcom alternatywym, jak i zasiedziałym.

— Narzędzia bywają różne, bo alternatywni pozyskują, a tradycyjni utrzymują klientów. Efekt jest jednak ten sam — zaufanie jest niszczone. Na praktyki związane z budowaniem lojalności mamy ostatnio dużo skarg — mówiła Anna Bednarska.

Technologie i dyrektywy

Pierwsza dekada liberalizacji nie była łatwa, kolejna też przyniesie wyzwania. Robert Tomaszewski przewidywał, że w najbliższym czasie najważniejsza dla rynku będzie dyskusja na temat obligo giełdowego, ale w dalszej perspektywie nie uciekniemy od debaty na temat roli państwa w energetyce i taryf.

— W kontekście repolonizacji sektora taryfy, które w innych warunkach ograniczałyby wolność na rynku, wydają się orężem do obrony odbiorców — mówił Robert Tomaszewski. Korzystniejsza dla konsumentów, zdaniem analityka PI, byłaby jednak liberalna droga rozwoju rynku, czyli zmniejszanie udziału państwa, a wzmacnianie regulatora i konkurencji. Zwrócił jednak uwagę na zaskakujący przykład zliberalizowanej Wielkiej Brytanii.

— Rząd premier May zaproponował, by wrócić do cen maksymalnych — zauważył Robert Tomaszewski. Anna Bednarska przewidywała natomiast, że następne lata wypełnią wyzwania związane z nowymi dyrektywami unijnymi.

— Zmieni się całkowicie pozycja konsumentów, bo w nowych regulacjach mowa jest m.in. o taryfach dynamicznych, porównywarkach ofertowych, ubóstwie energetycznym i odbiorcy wrażliwym. Wielu konsumentów otworzy się na nowe opcje rynkowe, ale nie wszyscy będą chcieli z nich skorzystać. Trzeba też pamiętać, że nowe regulacje unijne zakładają zwiększenie inwestycji w infrastrukturę, a to przełoży się na wzrost części dystrybucyjnej rachunków za energię — zauważyła Anna Bednarska.

Orange i Fortum nastawiają się natomiast przede wszystkim na skok technologiczny. Paweł Bakun wiąże nadzieje z internetem rzeczy i jego wpływem na świat energetyki. — Mam na myśli rozwiązania pozwalające zdalnie wyłączać urządzenia, kontrolować zużycie energii, decydować o czasie jej zużywania. Nie ma co kryć, w tym widzę przyszłość mojej firmy — mówił Paweł Bakun.

Mariusz Caliński ma zaś nadzieję, że kolejne 10 lat przyniesie branży m.in. rozwój smart meteringu, czyli inteligentnego opomiarowania domu.

— Można będzie na tej podstawie przygotować ciekawe produkty, np. sprzedaż prądu w cenie zależnej od cen spotowych. Albo zaoferować inteligentne zarządzanie bojlerem, by pobierał energię wtedy, gdy jest tania. Potencjalne oszczędności dla klienta zmieniającego sprzedawcę będą wtedy wyższe — mówił Mariusz Caliński.

(Partnerem debaty jest Fortum)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Technologie zelektryzują rynek prądu