W tym roku inwestorzy mogli z wyprzedzeniem uwzględnić perspektywę wrześniowej dekoniunktury na rynku – pisze Santoli w sobotnim komentarzu rynkowym. Jego zdaniem świadczy o tym wiele wskaźników nastrojów inwestorów.
Jak wynika z sondażu Amerykańskiego Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (AAII), w tygodniu zakończonym 26 sierpnia wśród drobnych graczy byków było najmniej od początku marca 2009 r., kiedy to dno osiągnęła ostatnia bessa Podobne wyniki przynosi sondaż Ned Davis Research oraz indeks zaufania doradców finansowych Rydex/SGI.
W sierpniu indeks szerokiego rynku amerykańskich akcji S&P 500 stracił 4,7 proc., choć, jak podkreśla Santoli, do zakupów przystąpili insiderzy. Panujące obecne na rynku zniechęcenie i obawy nie są może tak wszechobecne, jak w dołku 2009 roku, jednak zdaniem Santoli’ego pesymizm jest nadmierny, a marazm przesiąka inwestorów.
Dobrym przykładem panującej apatii jest struktura rekomendacji analityków dla notowanych spółek. Jak w zeszłym tygodniu podał Bloomberg, niemal rekordowe 66 proc. z nich to wskazania, aby „trzymać” akcje. Zaleceń „kupuj” jest najmniej od 1997 r. Jednak również liczba rekomendacji sprzedaży papierów jest blisko dziesięcioletnich minimów.
Obrazu wszechogarniającego marazmu na rynku akcji dopełnia bilans wpłat i wypłat do amerykańskich funduszy inwestycyjnych. Podczas gdy od kwietnia 2009 r. z funduszy akcji odpłynęło netto 42 mld USD, w funduszach obligacji ulokowano o 450 mld USD więcej niż z nich wycofano.
Oczywiście fakt, że na rynku panuje apatia, nie oznacza, że inwestorzy nie mogą dalej wyprzedawać akcji – podkreśla Santoli. W długim terminie giełdom w sposób naturalny szkodzić będzie wysokie zadłużenie krajów rozwiniętych i utrata wpływu polityki fiskalnej na globalny popyt.
Ale to, że indeksy znajdują się obecnie na poziomach po raz pierwszy osiągniętych 12 lat temu, a obligacje przewyższały stopami zwrotu akcje odkąd większość traderów sięga pamięcią, wskazuje, że rynek już dawno zdyskontował większość negatywnych informacji, którymi tak zamartwiają się niedźwiedzie – podsumowuje Santoli.