Telekomy nie są jeszcze wolne

Mariusz Zielke
opublikowano: 22-03-2002, 00:00

Wiceprezes Szeptela nie ma wątpliwości, że na telekomunikacji w Polsce można zarobić. Według niego, liberalizacji krajowego rynku telekomunikacyjnego wiele można zarzucić, ale tak czy inaczej jego uporządkowanie musi wkrótce nastąpić. Czy pomoże w tym budowany właśnie — w oparciu o aktywa Ministerstwa Skarbu — nowy operator, alternatywny do TP SA? Trudno powiedzieć.

„PB”: Kiedy firma Szeptel, operator z Szepietowa, pojawiła się na rynku, niewielu wierzyło w jej przetrwanie. Analitycy z pobłażaniem przyjmowali wasze plany, uśmiechali się ironicznie...

Andrzej Wyszyński: Nikomu nie zabraniam uśmiechać się ironicznie, sam lubię się uśmiechać. Fakty są takie, że w Polsce powstało kilku małych niezależnych operatorów. Nie wszyscy się jednak utrzymali, a Szeptel tak.

- Dlaczego?

— Myślę, że dużo dało nam wprowadzenie spółki na giełdę, dzięki czemu mieliśmy dostęp do kapitału. Telekomunikacja jest biznesem wymagającym długoterminowego finansowania, a samorządów — bo przecież wielu niezależnych operatorów powstało z ich inicjatywy — na to nie stać.

- Sądzi Pan, że w Polsce można zarobić na telekomunikacji?

— Jeżeli na całym świecie można, to dlaczego nie tutaj?

- Tak, czy nie?

— Można zarobić, choć na pewno konkurencja jest silna i zwrot z kapitału nie następuje w ciągu pół roku, tylko dużo później. Myślę, że inwestycje w telekomunikację potrzebują nie mniej niż 4-5 lat, aby zacząć przynosić profity i trzeba być tego świadomym. Praktycznie dopiero po jakichś siedmiu latach inwestycje w tej branży mogą przynieść duże przychody i duży zysk.

- Ale klimat inwestycyjny w sektorze telekomunikacyjnym na świecie mocno się ochłodził. Telekomów nie traktuje się już dzisiaj jak kury znoszące złote jajka.

— Niewątpliwie przyczynił się do tego wzrost konkurencji. Rozmowy międzymiastowe czy dzierżawa traktów cyfrowych — to usługi, które są już znacznie tańsze niż kilka lat wcześniej. W Polsce do niedawna właściwie tylko TP SA oraz — w niewielkim stopniu — Tel-Energo posiadały zasoby infrastrukturalne. Dzisiaj mamy już innych operatorów mających światłowody. To bardzo mocno zweryfikuje ceny.

- Klienci się ucieszą, ale dla telekomów oznacza to mniejsze wpływy.

— Wystarczające jednak, żeby zarabiać. W Czechach, czy innych krajach ościennych, ceny dzierżawy łączy spadły np. o 60 proc., ale mimo to wciąż są to stawki gwarantujące dość duży zwrot z kapitału w przyzwoitym czasie.

- Swego czasu wszyscy operatorzy deklarowali duże nakłady na tworzenie sieci, infrastrukturę. Szeptel chciał zainwestować prawie 1 mld zł. Czy te plany zostały zweryfikowane przez trudny rynek?

— W pewnym sensie tak. Trudno zdobyć takie środki, dlatego trzeba było zweryfikować do pewnego minimum plany inwestycyjne.

- Jakie to minimum?

— Minimum, które Szeptel może udźwignąć. Myślę, że w tym roku będziemy w stanie przeznaczyć na rozwój sieci 80 mln zł. Sytuacja gospodarcza jest taka a nie inna i wielkie inwestycje są ryzykowne. Trudno pozyskać inwestora. Inwestor woli ulokować pieniądze np. w obligacjach skarbowych, gdzie nie ma żadnego ryzyka, choć zwrot z kapitału zainwestowanego w infrastrukturę jest niewątpliwie większy.

- Wiele firm inwestowało zupełnie nie przejmując się tym, czy klienci będą zainteresowani ich usługami. Wydano dużo pieniędzy, a klientów nie widać...

— Nie w przypadku Szeptela. Inaczej już by nas nie było. Nie można budować sieci bez rozpoznania rynku i zagwarantowania wstępnych umów z przyszłymi klientami. Sieć po wybudowaniu musi generować przychody. Jeżeli ktoś tylko wydawał pieniądze na budowę infrastruktury, nie myśląc o sprzedaży, to było dużo za mało.

- Ilu klientów możecie pozyskać?

— W tym roku zakładamy przynajmniej podwojenie przychodów. Podpisanie umowy z jednym operatorem zagranicznym może przynieść przychody porównywalne z tymi, które generują wszyscy obecni abonenci Szeptela. Poza zarabianiem na dzierżawie traktów cyfrowych, bardzo liczymy na rynek rozmów międzynarodowych. W przyszłym roku nastąpi uwolnienie tego rynku i będziemy mogli konkurować z TP SA. A międzynarodowe usługi głosowe to najlepszy biznes. Nie budujemy tych wszystkich węzłów na przejściach granicznych na próżno.

- Powiedział Pan coś o wolnym rynku telekomunikacyjnym... Czy uważa Pan, że jest on w Polsce rzeczywiście wolny?

— Na pewno jest lepiej niż było. Czy jest całkiem wolny? Chyba nie. Od początku rynek był źle tworzony, gdyż najpierw powinno się uwolnić rynek usług międzymiastowych, co dałoby możliwość zdobycia silniejszej pozycji kilku niezależnym operatorom, a dopiero potem budować rynek lokalny i międzynarodowy. Stało się inaczej i operatorzy są w poważnych tarapatach finansowych, bo wydali pieniądze na sieci lokalne, a największy przychód i najmniejsze koszty są na usługach długodystansowych.

- W tym spowolnieniu deregulacji rynku swój udział ma też z pewnością TP SA, która nie bardzo chce się pogodzić z utratą pozycji monopolisty.

— Operatorzy powinni się porozumieć, żeby nie prowadzić dzikiej walki, tylko konkurować po partnersku. Z TP SA trzeba się po prostu ułożyć.

- A Szeptel się ułożył?

— Jest teraz w bardzo dobrych stosunkach. Nie ma żadnych zadrażnień i żadnych spraw sądowych i przynajmniej na razie nic nie słychać o tego typu problemach.

- I nie będzie słychać?

— Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Niemniej jednak, nie zamierzamy pazernie i dziko walczyć, lecz raczej układać się na rynku. Oczywiście konkurencja musi być zachowana: nie ma możliwości, żeby np. trzy sąsiadujące ze sobą stacje paliwowe miały jedną cenę. Muszą ceny różnicować, żeby przyciągnąć klientów.

- Po tzw. uwolnieniu rynku ceny usług telekomunikacyjnych miały mocno spaść.

— Trochę spadły. Szczególnie międzymiastowe, a to jest główny składnik rachunku abonenta. Uwolnienie rozmów międzynarodowych jeszcze bardziej obniży staw- ki. Spodziewamy się, że ceny spadną nawet bardzo drastycznie.

- Sądzono, że od 2002 r. na rynku pojawi się spora konkurencja. Tymczasem chyba wciąż nie jest ona zbyt duża?

— Przyczyna tkwi w złej liberalizacji. Sieć lokalna i ostatnia mila to największe koszty, a operatorzy nie mieli możliwości zarabiania na sieci długodystansowej. Przyszły rok przyniesie uporządkowanie rynku telekomunikacyjnego, bo naprawdę innej drogi nie ma.

- Czy utworzenie alternatywnego operatora dla TP SA z aktywów Skarbu Państwa może przyczynić się do uporządkowania tego rynku? Uważa Pan, że to dobry pomysł?

— Rynek sam rozwiąże ten problem. A działania rządu w kierunku uporządkowania rynku są potrzebne — każda pomoc jest pożądana.

- Szeptel też jest wymieniany jako kandydat do znalezienia się w strukturach takiego operatora. Co Pan na to?

— Na pewno nie będziemy tego unikać. Szeptel chętnie by się znalazł w dużej grupie, z której powstałby jeden silny operator. Tak małemu podmiotowi ciężko będzie utrzymać się na rynku w dłuższym okresie. Jesteśmy tego świadomi.

- Pana firma poszukiwała inwestora. Kandydatem był duński operator TDC Internet. Nic jednak z tego nie wyszło. Widzi Pan jeszcze szansę na pozyskanie partnera strategicznego?

— Nie musi to być TDC, może to być inny operator. Strategia Szeptela jest jasna, oparta na usługach transmi- sji danych, które mają dobre perspektywy. Mamy zaple- cze techniczne, poważny potencjał, który pozwoliłby zaistnieć szerzej na rynku. Przyszłość widzę w konsolidacji.

- Od dłuższego czasu rynek spekuluje o fuzji Szeptela z Telbankiem? Macie z tą firmą umowę partnerską. Przerodzi się ona w alians kapitałowy?

— Niewykluczone. Cały czas prowadzimy negocjacje.

Andrzej Wyszyński, obecny wiceprezes Szeptela, pracuje w spółce od 1993 r. Początkowo był prezesem zarządu, piastował też stanowiska kierownicze w spółkach zależnych tego operatora. Ma 47 lat, wcześniej kierował procesami inwestycyjnymi w Rejonowym Przedsiębior-stwie Melioracyjnym w Łomży. Ukończył Technikum Melioracji Wodnych w Białymstoku oraz liczne kursy z zakresu zarządzania inwestycjami.

Szeptel jest jednym z pierwszych niezależnych operatorów telekomuni-kacyjnych w Polsce, od 1997 r. notowanym na GPW. Spółka buduje własną sieć światłowodo-wą, świadczy usługi telefonii stacjonarnej, transmisji danych, dostępu do Internetu oraz usługi dodane oparte na protokole IP (zaawansowane systemy internetowe itp.).

Ma ponad 21 tysięcy klientów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Polecane