Marzenie o własnym zamku pojawiało się najpierw w snach. Maciej Musiałowski, aktor znany z filmu Jana Komasy „Sala samobójców. Hejter”, opowiada, że śnił o jeździe konno wokół pięknej posiadłości.
– Wychowałem się w domu pełnym sztuki, byłem otoczony ludźmi, którzy tworzyli – mówię o moich rodzicach, ich znajomych, którzy odwiedzali nas w czasach mojego dzieciństwa, o moich braciach… Wakacje spędzaliśmy w różnych letnich domach, świdermajerach pod Warszawą czy na Śląsku. Były nie tylko piękne, ale i pełne twórczych ludzi. Życie wśród otwartych umysłów, rozwijanie się dzięki nim, wpływanie na siebie nawzajem stało się dla mnie ważne. Marzenie o zamku właśnie z tym się wiązało – opowiada Maciej Musiałowski.
Historyczna nieruchomość łączy wszystkie pasje aktora. Położona w malowniczym regionie Dolnego Śląska pozwala mu na ulubione przejażdżki konne i spędzanie czasu wśród przyrody.
– Można tu mieszkać, tworzyć, organizować warsztaty artystyczne, czytać poezję, a wieczorami podziwiać gwiezdne konstelacje – wymienia artysta.
Przyznaje, że choć jego rodzina związana jest ze stolicą od pokoleń, on nigdy nie chciał zostać w Warszawie. Marzył o własnym domu i ogrodzie, w którym można posadzić warzywa czy hodować kury. Od najmłodszych lat kochał jazdę konną, więc w projekcie zamku uwzględniono stajnie.
– Pierwszego konia dostałem jako dziecko, miałem siedem lat. Nie musiałem się specjalnie uczyć na nim jeździć, to było dla mnie naturalne. Z dzieciństwa spędzonego w rodzinnym domu na Mazowszu pamiętam wyścigi konne z pociągami. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym zrezygnować z wolności, którą mi daje przebywanie w plenerze – mówi Maciej Musiałowski.
Dom z duszą
Wizje z dzieciństwa nabrały kształtu, kiedy zaczął zarabiać pieniądze. Rozpoczął wtedy poszukiwania wymarzonej nieruchomości. Nie wszystkie przypadły mu do gustu, ale z sentymentem wspomina każde odwiedzone miejsce.
– Kiedy miałem 19 lat, pojechałem oglądać zamek nad jeziorem Gopło. Widok młodej osoby w sportowym aucie rozpytującej o nieruchomość wywołał konsternację właścicieli – śmieje się aktor.
Zapytany, dlaczego ostatecznie kupił właśnie tę posiadłość – w dolnośląskich Domanicach – odpowiada, że wierzy w pewien rodzaj przeznaczenia.
– Zdecydowałem się na ten ruch, nawet nie wchodząc do środka. Stałem na mostku i poczułem, że to moje miejsce na ziemi – mówi właściciel pałacu.
Intrygowała go historia nieruchomości, której początki sięgają XIII w. Pałac powstał na bazie siedziby rycerskiej. W XIX w. jego właścicielem był Fryderyk Wilhelm von Brandenburg – syn króla pruskiego. W czasach PRL opiekę nad zabytkiem sprawował Związek Artystów Scen Polskich. Potem posiadłość trafiła w ręce prywatne i przeprowadzono tu najważniejsze prace remontowe – naprawiono dach, całość wzmocniono. Zadbano o stolarkę okienną i drzwiową, która – jak przyznaje Maciej Musiałowski – była bez zarzutu, gdy obiekt trafił w jego ręce. Zachowane zostały freski, podłogi, piece kaflowe, marmurowe kominki. Nieruchomość na przestrzeni lat zagrała w kilku filmach, pozostawała jednak niedostępna dla turystów czy mieszkańców Domanic i okolic. Teraz, gdy tylko nowy właściciel upora się z ostatnimi wyzwaniami remontowymi, ma się to zmienić.
– Dom wymaga jeszcze czyszczenia, woskowania podłóg, prac konserwatorskich… Chcę odsłonić freski na ścianach, przykryte teraz komunistycznym tynkiem. Tyle że na to potrzeba czasu i środków, tych rzeczy nie można robić w pośpiechu – przyznaje artysta.
Sztuka dla wszystkich
W ostatnich miesiącach zajmowało go coś innego – poświecił się planowaniu Festiwalu Sztuk Zjednoczonych, który odbędzie się w pałacu 25–27 sierpnia. To wydarzenie, które – jak deklaruje inicjator – ma jednoczyć, inspirować i rozwijać artystów wszelkich dziedzin. Goście festiwalu będą mogli doświadczyć połączenia sztuki z naturą.
– Na scenach wystąpią baletnice, tancerze tanga, rzeźbiarze, aktorzy, poeci, muzycy, odbędą się warsztaty z analizy dramatu i ustawiania głosu, lepienia ceramiki, rzeźby w drewnie itp. Do Domanic przyjadą znani artyści – Magda Umer, Julia Wieniawa, pojawi się mój brat, rzeźbiarz Jan Musiałowski. Cały festiwal ma w fantasmagorycznym nastroju wprowadzić w jesienną aurę. To wydarzenie trzydniowe, ale mam też stałe plany związane z zamkiem. Regularnie mają się tu odbywać rezydencje twórcze dla młodych artystów – udostępnimy im część pokoi. Będziemy obserwowali najzdolniejszych przedstawicieli świata sztuki i zapraszali ich do siebie, by tu, korzystając ze wsparcia mecenasów i autorytetów w swojej dziedzinie, pracowali nad nowymi projektami – opowiada Maciej Musiałowski.
Biznes w służbie sztuce
Mówiąc my, inicjator festiwalu ma na myśli swoją fundację. Sam zamek jest własnością aktora, ale jednocześnie stanowi siedzibę Fundacji Rodziny Musiałowskich na rzecz Kultury i Sztuki, którą założył. Obecnie aktor przy jej pomocy aktywnie szuka inwestorów i sponsorów, którzy zechcieliby wesprzeć jego twórcze pomysły. Wśród osób, które już to zrobiły – poświęcając projektowi czas i energię – właściciel posiadłości wymienia Beatę Drzazgę, mecenaskę, która od początku doradza mu w biznesie.
– Chcę, żeby artyści różnych dziedzin współdziałali, inspirowali się sobą nawzajem, tworzyli społeczność. Mam nadzieję, że wciągnę do współpracy kolejnych kustoszy chcących pomagać twórcom. W końcu sztuka zawsze była blisko pałaców, mecenasów. W Polsce mamy mało instytucji, które łączą ją z biznesem. Jedną z moich największych ambicji jest ta, by to zmienić – deklaruje aktor.









