W zaległym głosowaniu nad odrzuceniem od razu w pierwszym czytaniu obywatelskiego projektu ustawy "o przywróceniu Święta Trzech Króli" uformowała się w piątek koalicja doraźna. 207 głosów za odrzuceniem zebrała Platforma Obywatelska wraz z całą lewicą, za skierowaniem zaś do komisji opowiadało się 186 posłów — Prawo i Sprawiedliwość, Polskie Stronnictwo Ludowe, niezrzeszeni oraz niepokorna dziesiątka z PO.
Inicjatorzy ustawy z dumą zebrali blisko 700 tys. podpisów pod oczywistą fałszywką prawną, co dla mnie było najważniejszym powodem posłania projektu do kosza. Jak można było podkładać ludziom do podpisu żądanie "przywrócenia" kościelnego święta, które nigdy nie zostało zniesione! Przecież chodziło o prozaiczną kwestię świecką — przywrócenie po blisko pół wieku dnia wolnego od pracy. Z kronikarskiego obowiązku przypominam, że 6 stycznia czerwona kartka znajdowała się jeszcze w ustawie autorstwa Bolesława Bieruta z roku 1951, a zniósł ją dopiero Władysław Gomułka w roku 1960. Notabene, strona kościelna nie upomniała się o nią w konkordacie między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską z roku 1993.
Odrzucenie projektu przez Sejm oznacza, że nic się nie zmieni. Świąteczne napisy K+M+B jak dotychczas znajdować się będą na większości drzwi w Polsce. Za to szczęśliwie unikniemy rozkładającego funkcjonowanie kraju bardzo długiego weekendu, który zostałby "wygospodarowany" na początku roku. To właśnie zbiorowy kalendarzowy spryt Polaków był główną gospodarczą przesłanką odrzucenia projektu.