Tenor Dramatyczny, czasem Bohaterski

opublikowano: 28-03-2019, 22:00

W młodości zaczął występować w teatrze. Wykazał talent muzyczny doceniony na festiwalu Musica Moderna. Napisał książkę, na podstawie której powstała sztuka. To osiągnięcia Henia — kundelka adoptowanego przez pianistkę Lenę Ledoff i aktora Przemysława Dąbrowskiego.

Osiem lat temu mieszkali w Warszawie. Pewnego dnia wybrali się na imprezę, lecz nie spodziewali się, że planowana podróż metrem wywróci ich życie do góry nogami. A właściwie — do góry łapami.

Wyświetl galerię [1/2]

Fot. Krzysztof Jarczewski

— Przy stacji metra Centrum stało dwóch panów. Za pazuchą trzymali cztery pieski — trzy miały zawadiackie miny, jeden — każde ucho w inną stronę i trochę przestraszoną mordkę. To był Henio. Pewnie powinniśmy zawiadomić Straż Miejską, ale rozsądek przegrał z miłością od pierwszego wejrzenia i chęcią uratowania go. Baliśmy się, że zginie, porzucony w krzakach albo w Wiśle — wspomina aktor Przemysław Dąbrowski.

Psa chciał mieć od dawna, ale zawód, wiążący się z podróżami, nieregularnym trybem życia, wydawał się to wykluczać. Dlatego długo stali z żoną przed stacją i dyskutowali o życiu w hotelach i próbach, licząc się z podjęciem poważnej decyzji. Na wszelki wypadek, już zupełnie nieracjonalnie, rzucili monetą. I tak zmieniło się ich życie prywatne i zawodowe.

Oboje są związani z łódzkim Teatrem Nowym im. Kazimierza Dejmka. Lena Ledoff, pianistka i kompozytorka, koncertuje, pisze muzykę do spektakli, realizuje też własne projekty, m.in. „Chcę do nieba. Leningrad Łódź” — piosenki z repertuaru rosyjskiego zespołu punkowego Leningrad (w tłumaczeniu Przemysława Dąbrowskiego) w jazzowych aranżacjach, „Kolektyw szlifierza Karhana”, „Nie żałuję. Piaf”, „Impresje lwowskie” czy „Duo Komeda”. Pianistka kocha jazz, brała udział w festiwalach od Jazz Jamboree przez Chopiniana po maraton pianistyczny Najdłuższe urodziny. Występowała na scenach Paryża, Budapesztu, Pragi, Montrealu, Ottawy, St. Petersburga i Irkucka. Nagrała cztery płyty, oryginalnie łącząc klasykę z jazzem, współpracuje z łódzkimi muzykami jazzowymi i aktorami.

Przemysław Dąbrowski oprócz grania w teatrze bierze udział w projektach żony, wykorzystując swój potencjał: muzyczny słuch, piękny niski głos, wyczucie jazzu. Od czasu do czasu również reżyseruje — ostatnio sztukę Henia „My, psy”.

Głos nietypowy

— Gdy Henio był malutkim pieskiem, w mieszkaniu stał biały fortepian, na którym ćwiczyłam. Pewnego dnia usłyszałam cichutkie wycie z sąsiedniego pokoju. Zauważyłam, że powtarza się za każdym razem, gdy gra fortepian. Henio kocha jego dźwięk, zawsze, gdy go słyszy, śpiewa. Dochodzi do tego, że podczas ćwiczeń proszę, żeby wyszedł, bo mi przeszkadza, nie mogę ciągle grać w słuchawkach — mówi Lena Ledoff.

Henio nie reaguje na orkiestrę symfoniczną, ale gdy słyszy fortepian — budzi się z najgłębszego snu i śpiewa. W 2013 r. swoim talentem podbił serca publiczności podczas festiwalu Musica Moderna, organizowanego przez Akademię Muzyczną w Łodzi, który przybliża najnowszą sztukę muzyczną.

— Henio wystąpił jako głos nietypowy. Utwór się nazywał „Sam w domu”, a publiczność walczyła ze śmiechem. Nasz pies bardzo lubi scenę, spokojnie się zachowuje, a jego głos określiliśmy mianem tenoru dramatycznego, czasami bohaterskiego, ale w tym drugim przypadku miewa tendencję do szczekania, co jest mało oryginalne i od czego go odwodzimy — opowiada właścicielka Henia.

Z miasta pod las

Dobra reakcja pieska na publiczność zaowocowała kolejną decyzją: w 2014 r. Henio wziął udział w castingu do spektaklu „Doktor Dolittle i przyjaciele” w Teatrze Nowym. Przemysław Dąbrowski gra w nim doktora i do jednej, trwającej 30 sekund sceny zamiast z aktorem obsadzonym w roli psa Jipa wychodzi z Heniem, co wzbudza entuzjazm dziecięcej publiczności. Spektakl jest wciąż wystawiany.

— Dotychczas, przez 4,5 roku, zagraliśmy 65 razy, głównie poranki dla szkół. W tym czasie Henio zdążył jeszcze porządzić w teatralnym ogródku, no i oczywiście w bufecie. To jego ukochane miejsce — twierdzą właściciele.

Przemysław Dąbrowski przyznaje, że liczyli się z tym, że pies zacznie brać udział w ich życiu zawodowym, nie spodziewali się jednak, że tak dużo zmieni w prywatnym. Kilka lat temu małżeństwo artystów stanęło przed wyborem, czy zostać w mieście, z którym związani byli pracą, czy zamieszkać w domu pod lasem w Zagaju, kilkadziesiąt kilometrów od Łodzi.

— Kiedyś obiecaliśmy Heniowi, że będzie miał własny ogródek i teren do biegania. Trzeba było dotrzymać obietnicy — wspomina aktor.

Pewnego dnia przed ich furtką pojawiła się porzucona przez kogoś ze wsi suczka — została kolejną mieszkanką domu w Zagaju. Nazwali ją Wiesia. Teraz mieszkają z nimi już trzy psy — jest jeszcze Alfik, syn Wiesi i Henia.

— Nie spodziewaliśmy, że suczka, którą przygarnęliśmy, jest w rui. Była przestraszona, przez kogoś skrzywdzona i nie pozwalała nikomu podejść. Później oczywiście wysterylizowaliśmy psy. Podobnie jak koty, których mamy cztery — mamę i trzy córki. Kiedyś przygarnęliśmy ciężarną kotkę — wyjaśnia Lena Ledoff.

Henio jest już poważnym psem. Uznał, że teatr, estrada, czekanie, czy znajdzie się w następnej obsadzie to już nie dla niego i… zajął się pisarstwem.

— Wydał książkę — wyjaśnia drogę życiową Henia Przemysław Dąbrowski.

Premiera książki „My, psy, czyli czapka admirała Yamamoto” odbyła się 14 lutego 2019 r.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Autor Henio

Lena Ledoff uważa, że gdyby nie wyprowadzka z miasta, do której doszło dzięki Heniowi, książka by nie powstała, bo pisanie wymaga skupienia, ciszy i spokoju. Dlatego Henio Pies widnieje na okładce jako autor. Pomysł na tę powieść kiełkował latami.

— Pewnego dnia spisaliśmy wszystkie imiona, którymi pieszczotliwie wołaliśmy naszego pieska: Heniutek, Heniczka, Łukasz, Czarny, Mądrala… Była to zabawa na pograniczu absurdu. Tak rodziły się postacie występujące w książce. Kiedyś Przemek, patrząc na Henia, powiedział, że psom zazdrości swobody, bo bezkarnie mogą położyć głowę na kolanach ładnej dziewczyny, a po jedzeniu — wytarzać się na plecach. Człowieka w takich sytuacjach wyprowadziłaby z restauracji policja — żartuje Lena Ledoff.

Tak powstała książka o psich marzeniach.

— Gdy zaczynasz pisać, nie masz pomysłu, że zmienisz świat, ale w pewnym momencie książka cię prowadzi — uważa jej współautorka.

Rzecz się dzieje na wysypisku pod miastem, na którym mieszka sfora bezdomnych psów — Wierny, Mądrala, Kulawy, Czarny, Rasowa, Ładna i Kropka, do których dołącza kot Yamamoto. Jedne trafiły tu, bo chciały, inne dlatego, że to jedyne miejsce, jakie znalazły. Tworzą rodzinę, wspierają się, dzielą resztkami jedzenia, ale wciąż marzą o ciepłych domach i własnych ludziach. Przez półtora roku autorzy kłócili się o każde słowo, aż poczuli, że jeśli wprowadzą jeszcze jakąś zmianę, to tekst zacznie się psuć. Stwierdzili, że wyślą książkę tylko w jedno miejsce — do wydawnictwa Prószyński i S-ka, które po kilku tygodniach zaproponowało im współpracę. Książka trafiła w ręce redaktorek Doroty Koman i Doroty Rożek, zilustrowała ją Joanna Grudnik.

— Nawet okiem nie mrugnęli, że to Henio jest autorem i że leży pod stołem. Dali mu nawet miskę z wodą — dziwi się Lena Ledoff.

Artysta w każdym psie

Henio w teatrze czuje się jak u siebie, znajomi aktorzy rozpływają się nad nim z zachwytu i wzdychają, że pies to obowiązek i odpowiedzialność, na które nie mogą sobie pozwolić.

— A ja ich wtedy pytam, czy całe życie można przeżyć bez odpowiedzialności? Nie znam nikogo, kto po adopcji psa stałby się gorszy, każdy zmienia się na lepsze — twierdzi Lena Ledoff.

Na podstawie książki „My, psy” powstał spektakl, który trafił do repertuaru Teatru Nowego. Grają wyłącznie ludzie, role to: 10-8 psów, kot i człowiek. Premiera odbyła się 2 lutego 2019 r. w Dużej Sali Teatru Nowego w Łodzi. Dotychczas przedstawienie zagrano dziewięć razy przy pełnej widowni, a chętnych jest coraz więcej. W kwietniu zaplanowano cztery spektakle, a biletów już prawie nie ma. Przygotowania do premiery były maratonem dla pary artystów i ich zwierząt. Koty zostały w Zagaju pod opieką sąsiadki, lecz trzy psy przyjechały do Łodzi i mieszkały z właścicielami w pokoju hotelowym teatru.

— Psa można mieć w każdym wieku, nawet przy tak absorbujących czasowo zawodach jak nasze. One nie są zabawkami, przedmiotami, meblami. Są istotami, dzięki którym życie się zmienia. Na wspólnym spacerze wszystkie problemy rozsypują się w pył — uważa Przemysław Dąbrowski.

Oboje mają nadzieję, że dzięki książce i spektaklowi choć kilka bezdomnych zwierząt znajdzie rodziny, albo będzie lepiej traktowanych.

— To straszne, jak psy są postrzegane na wsi. Nie spodziewałam się tylu psich niedoli. Ludzie nadal się dziwią, że u nas psy przebywają w domu, siadają na fotelach, jeżdżą samochodem. Może przedstawienie przygotowane dla dzieci pomalutku i to zmieni — ma nadzieję Lena Ledoff.

Po spektaklu odbywają się spotkania i rozmowy z aktorami. Dzieci opowiadają o swoich psach, wiedzą, że w schronisku zwierzętom jest źle. W teatrze jest prowadzona zbiórka karmy dla bezdomnych psów i kotów.

— Zarzucano nam w recenzjach, że w książce i spektaklu pokazujemy schroniska jako miejsca, w których zwierzęta są nieszczęśliwe. Naszym zdaniem, to jak z domami dziecka — są potrzebne, ale jako zło konieczne — twierdzi Lena Ledoff.

Autorzy chcą też uświadamiać, że pies to nie zabawka i przybliżać zwierzęta inaczej, niż robią to kreskówki, w których koniki rozmawiają o makijażu, a żółwie jedzą hamburgery. Historie Kropki, porzuconej na przystanku, czy Czarnego są prawdziwe. Gdy pies opowiada o tym, że pan przywiązał go do drzewa i nawet się nie obejrzał, odchodząc, na widowni pełnej dzieci zapada cisza.

— Mam nadzieję, że dzięki mojej sztuce zostanie uratowany chociaż jeden pies. Albo kot. A dzięki niemu Wy, ludzie. Żeby uratować świat nic więcej nie trzeba — tak Henio wyjaśnia, dlaczego napisał książkę i stworzył libretto musicalu.

— No cóż, pora się przyznać, że oprócz wykorzystania talentów artystycznych naszego psa, liczymy też na jego zmysł biznesowy. Jego honorarium za spektakl to dwie parówki znakomitej jakości — dostaje po jednej od inspicjenta za każde wyjście — śmieje się Przemysław Dąbrowski.

Żadnemu aktorowi nie udało się jeszcze wynegocjować podwójnej gaży, a Heniowi — tak!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Tyszko

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu