Tepsa ma się czego bać

Magdalena Wierzchowska
06-04-2009, 07:12

Bruksela sprawdza, czy TP dyskryminuje innych operatorów w dostępie do internetu. Telekomowi grozi kara nawet do 1 mld zł.

Komisja Europejska zrobiła pół roku temu nalot na siedzibę Telekomunikacji Polskiej (TP). O sprawie było głośno, bo urzędnicy unijni i pracownicy polskiego urzędu antymonopolowego wkroczyli w asyście policji i zablokowali komputery niektórym pracownikom TP. Sprawa przycichła, ale tylko pozornie. Dyrekcja generalna do spraw konkurencji KE prowadzi postępowanie wyjaśniające. Urzędnicy unijni wymienili w ostatnich tygodniach korespondencję z Urzędem Komunikacji Elektronicznej (UKE), operatorami alternatywnymi i z samą TP.

— Prowadziliśmy korespondencję z KE w tej sprawie, jednak nie komentujemy i nie ujawniamy szczegółów — mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik grupy TP.

Nam udało się dotrzeć do listu KE do operatorów.

„Komisja posiada informacje świadczące o tym, że TP oraz przedsiębiorstwa (…) przez nią kontrolowane mogą stosować praktyki, których celem lub skutkiem jest zamknięcie dostępu do detalicznego rynku szerokopasmowego dostępu do internetu” — napisali przedstawiciele KE.

Bruksela bada, czy TP nie wyklucza konkurentów z tego rynku, czy nie ogranicza ich rozwoju i czy faworyzuje swoje komórkowe ramię — PTK Centertel, operatora sieci Orange. Na pytanie o stanowisko TP w sprawie postępowania KE rzecznik grupy odpowiada cytatem ze sprawozdania finansowego: „Na obecnym etapie nie jest możliwe wskazanie rezultatu tego badania”.

TP napisała, że postępowanie KE może skończyć się karą. „Spółka zaskarżyła do Europejskiego Sądu Pierwszej Instancji decyzję Komisji Europejskiej, na podstawie której została przeprowadzona kontrola. Zgodnie z prawem europejskim, w przypadku naruszenia reguł konkurencji, Komisja może nałożyć na przedsiębiorstwo karę w maksymalnej wysokości do 10 proc. jego przychodów osiągniętych w poprzednim roku obrotowym [około 1 mld zł — przyp. red.], jak również karę do 1 proc. za dostarczenie nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd informacji” — napisała TP w raporcie za czwarty kwartał.

Postępowanie wyjaśniające oznacza, że KE się dopiero zastanawia, czy wszcząć postępowanie właściwe. Ale są przesłanki sugerujące, że TP ma się czego bać.

— Komisja zwróciła się do nas. Przekazaliśmy wyniki postępowania w sprawie Orange Freedom — mówi Anna Streżyńska, prezes UKE.

UKE ustalił w ubiegłym roku, że jednym z celów tej oferty internetowej było ograniczenie rynku dla konkurencji. Znalazł w TP dokumenty, z których wynika, że operator zastanawiał się nad udostępnieniem usługi Centertelowi na zasadach hurtowych. To oznaczałoby pójście na skróty i dostęp do internetu dla ramienia TP z pominięciem procedur, bardzo uciążliwych dla operatorów alternatywnych. Stanęło w końcu na tym, że Orange otrzymał takie same warunki jak inni operatorzy, czyli działał na podstawie umowy ramowej o dostępie na bazie BSA (bitstream access).

Więcej w poniedziałkowym „Pulsie Biznesu”

Magdalena Wierzchowska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Tepsa ma się czego bać