Mieszkaniowy deweloper obniżył prognozy finansowe. Winę za opóźnienia zwala na pogodę.
Przychody ze sprzedaży Gant Development za 2010 r. będą o 39 proc. niższe od prognoz (wyniosą 156,6 mln zł), a zysk netto przypisany udziałowcom jednostki dominującej o 81 proc. (9 mln zł). Korekta dotyczy także prognozy na 2011 r.: przychody spadną do 338 mln zł (planowano 478 mln zł), a zysk netto — do 30,1 mln zł (zapowiadano 86,5 mln zł). Kilka tygodni temu spółka chwaliła się, że pobiła roczny rekord i sprzedała 926 mieszkań.
— Nie uwzględniliśmy w wynikach czterech inwestycji z 640 mieszkaniami, ponieważ nie zdążyliśmy uzyskać pozwoleń na ich użytkowanie. Prace się opóźniły z powodu ciężkiej zimy. Przychody z tych projektów zostaną zaksięgowane dopiero za 2011 r.– mówi Andrzej Szornak, wiceprezes Ganta.
Obniżka prognoz na 2011 r. wynika z przyjęcia bardzo konserwatywnych założeń.
— Przygotowaliśmy się na spóźnienia. Projekty, które chcieliśmy oddać do użytku pod koniec roku, zaksięgujemy w I lub II kw. 2012 r. Jeśli uda się wcześniej, to sprawimy rynkowi niespodziankę — dodaje Andrzej Szornak.
Szefowie spółki już kilka miesięcy temu zastanawiali się, czy nie odwołać prognozy.
— Gros zysków za 2010 r. pochodziło z przeszacowania wartości projektów. Jednak dopiero teraz praca audytora zmierza do finału, dlatego możemy podać wiarygodną prognozę — mówi wiceprezes.
Plany inwestycyjne jednak się nie zmienią. W tym roku Gant rozpocznie budowę 1,5 tys. mieszkań, a jeszcze w marcu wyemituje obligacje o wartości 100 mln zł.
Dom Maklerski IDMSA w listopadzie 2010 r. obniżył rekomendację dla akcji dewelopera z "kupuj" do "trzymaj".
— Moje prognozy już dawno mocno różniły się od prognoz Ganta. Obniżka była nieuchronna. Spółka ma sporo projektów, których rentowność wynosi niewiele powyżej zera. Musi je teraz przeanalizować i rozpocząć bardziej opłacalne. Jeśli można spodziewać się poprawy, to dopiero za co najmniej rok — mówi Maciej Wewiórski z IDMSA.