Dziewiąty dzień mija właśnie od cichej rewolucji, jaką przeżyliśmy 5 grudnia. Cichej, bo rzecz odbyła się sprawnie i nie wiązała z żadnymi opłatami, co jest rzadkością. Ale jednak rewolucji, bo jej zasięg był powszechny; dotyczyła każdego, kto ma telefon stacjonarny. A telefonów takich jest w eksploatacji prawie 12,5 mln, z czego 9,5 mln w rękach prywatnych, reszta w firmach. Ale ten podział jest bardzo nieprecyzyjny, jeśli pamiętać o 2 mln osób pracujących na własny rachunek, najczęściej w formie tzw. działalności gospodarczej, zwykle we własnym mieszkaniu.
Nie można powiedzieć, aby zmiana sposobu wybierania numerów telefonicznych przy najczęstszych, lokalnych połączeniach wstrząsnęła Polską. Przeciwnie, przebiegła raczej gładko. Chociaż każdemu chyba przytrafiło się i jeszcze nieraz się przytrafi wybrać numer po staremu i wysłuchać odtwarzanego z automatu uprzejmego komunikatu o błędzie.
Nowy system jest prosty, gdy dzwonimy we własnym mieście pod numery, które znamy. Gorzej, gdy trzeba poszukać nieznanego numeru albo zadzwonić gdzieś z obcego miasta. Z upływem czasu takich sytuacji będzie coraz więcej. Większość numerów wciąż jest i jeszcze długo pozostanie zapisana w starej, siedmiocyfrowej postaci. Warszawiak jakoś poradzi sobie w Warszawie. Ale gdy znajdzie się w Toruniu lub Kaliszu? Jaki tu jest u diabła ten miejscowy „kierunek”?
Organizatorzy akcji — autor rozporządzenia i firmy telekomunikacyjne — zapomnieli też o ustaleniu standardu zapisu numerów w nowej postaci. Już dotąd panowało spore zamieszanie, w jednych miastach zwykło się pisać xxx-yy-zz, w innych xx-yy-zzz. Czy więc teraz mamy numery dziesięciocyfrowe, zawsze z zerem na początku? Czy też to zero jest domyślnym, ogólnopolskim prefiksem, a numery mają po dziewięć cyfr? I w jakim systemie je zapisywać? Najłatwiej w grupach po trzy cyfry — xxx-yyy-zzz — ale wówczas pierwsza cyfra starego numeru przyklei się do dotychczasowego, dwucyfrowego kierunku i to utrudni szybkie wyszukiwanie oraz przeglądanie notesów i spisów. Bo skoro w całej Warszawie wszystkie numery zaczynają się od 22, to najistotniejsza staje się trzecia cyfra.
Kombinacji może być jeszcze kilka, wszystkie mają i zalety, i wady. Drobnostką, ale denerwującą jak kamyczek w bucie, jest też odwieczna kwestia kreseczki między grupami cyfr. Ma być czy nie? Dotąd panuje zupełna dowolność. Szkoda, że nikt nie pomyślał o ustaleniu albo chociaż zasugerowaniu jednolitej pisowni. Oto numer centrali Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty zapisany na kilka sposobów: 225-349-190, 22-534-91-90, 22-53-49-190, 225349190. To istna optyczna kakofonia, a przecież i tak pominięto warianty z początkowym zerem i bez kreseczek.
Mamy więc niezły bałaganik. Może są sprawy ważniejsze, ale w końcu życie składa się z drobiazgów.