Terror nie złamał zachodniego świata

Adam Sofuł
opublikowano: 2006-09-11 00:00

Pięć lat temu setki milionów ludzi śledziło na żywo na ekranach telewizorów najstraszliwszy w historii atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone. Oglądali walące się wieże World Trade Center, a potem rozpaczliwą akcję ratunkową. Słuchali wypowiedzi dziesiątek ekspertów od terroryzmu, Bliskiego Wschodu, wojskowości, ekonomii, polityki, filozofii i paru innych dziedzin. Żaden z nich nie potrafił odpowiedzieć na pytanie: co dalej? Świat stał na krawędzi paniki — kursy akcji pikowały, ceny surowców szły w górę. Następnego dnia gazety atakowały krzykliwymi, apokaliptycznymi nagłówkami, że Ameryka została ugodzona w serce, że padła na kolana, że światowa gospodarka pogrąża się w chaosie. Takie tytuły nie były jedynie wyrazem obserwowanej na co dzień pogoni mediów za sensacją. To w miarę rzetelne odzwierciedlenie emocji, jakie wszystkimi wówczas targały.

W miarę upływu czasu emocje zaczęły opadać i okazało się, że przepowiednie o globalnym chaosie, światowym kryzie gospodarczym czy upadku Stanów Zjednoczonych były mocno przesadzone. To prawda, były branże, jak np. lotnicza, które w wyniku ataku znalazły się w tarapatach, ale trudno mówić o załamaniu gospodarczym. Można się spierać, czy pozycja Stanów Zjednoczonych jako globalnego mocarstwa osłabła, ale jeżeli nawet przyjąć, że tak, to nie był to skutek ataku, lecz nie zawsze najtrafniejszych reakcji na nową sytuację. Wystarczy wspomnieć o liczonych w setkach miliardów dolarów kosztach wojny w Iraku, które obciążają potężną przecież gospodarkę USA. Jeżeli więc terroryści chcieli wtrącić zachodni świat w chaos i upokorzyć Wielkiego Szatana, to im się nie udało. To nie było upokorzenie, lecz po prostu okrutne, masowe morderstwo.

Atak na World Trade Center nie spowodował światowego kryzysu gospodarczego, choć z pewnością uczynił świat mniej bezpiecznym. Nie spowodowały też tego kolejne mordercze akty terroru — Bali, Madryt, Londyn. Także ataki w Biesłanie i Moskwie nie wywołały, poza krótkimi okresami paniki na giełdzie, podkopania stabilności państw, przeciwko którym były wymierzone. Nie zrujnowały ich gospodarek. Ich efektem były tylko śmierć i strach. I choć celem ataku były, zdaniem ich autorów, państwa, ofiarami zawsze okazywali się przypadkowi, przeciętni ludzie. Atakowane państwa mają się dobrze, a ich gospodarki nawet jeśli nie kwitną to — poza krótkimi okresami paniki po kolejnych zamachach — wciąż się rozwijają. Powstają nowe firmy, padają inne, zawierane są transakcje, niektóre bardzo zyskowne, inne mniej — gospodarką rządzi rynek, a nie terror.

Coś się jednak zmieniło. Wzmożone kontrole na lotniskach, większe uprawnienia dla służb porządkowych, ograniczenia swobód obywatelskich — to skutek strachu, jaki zasiały w zachodnim świecie zamachy terrorystyczne. Ten lęk jest w zasadzie jedynym sukcesem terrorystów. Rano 11 września 2001 roku niebo nad Nowym Jorkiem było czyste i bezchmurne. Od tego czasu już takie nie jest i pewnie długo nie będzie.