Zmienność sytuacji politycznej przy wyłanianiu koalicji rządzącej PiS-PO jest tak wielka, że te słowa — pisane jeszcze we wtorek — w środę rano mogą być już zupełnie nieaktualne. Ale aktualne pozostają postawy i tendencje, jakie się przy okazji tych rozmów koalicyjnych ujawniają.
Wszyscy liderzy Prawa i Sprawiedliwości, zarówno przed wyborami, jak i teraz, podkreślają zgodnie i wielokrotnie, że nie ma alternatywy wobec koalicji PiS z PO, że nie wyobrażają sobie innej, bo „tak chcieli wyborcy obu partii”. Nie dodają jedynie, ba, nigdy tego nie powiedzieli, że... musi to być cała Platforma. Trwa więc przeciąganie liny. Rozpuszczeni przez PiS „łowcy głów”, których zadaniem było wyłuskiwanie pojedynczych posłów z klubu PO, nie odnieśli sukcesów. Politycy PO zdają sobie sprawę, że jako jednostki są mniej warci niż w grupie. Im liczniejsza grupa, tym większa wartość jednostkowa. Tak więc Platforma Obywatelska przechodzi obecnie test na siłę powiązań wewnętrznych. Czy osłabione jądro atomu (neutron — Tusk i proton — Rokita), jakim się jawi PO, jest w stanie utrzymać krążące elektrony w liczbie 131 posłów? Atom jest — jak wiadomo — najmniejszym, niepodzielnym metodami chemicznymi składnikiem materii. Ale są i inne metody, te mogą okazać się skuteczniejsze.
Zmieniają się trochę akcenty stawiane przez wysuniętych negocjatorów obu stron, chociaż to przecież nie oni podejmują ostateczne decyzje. Im bardziej rośnie głębokość przekonania Jana Rokity, że „powstanie dobry rząd PO-PiS”, tym maleje siła pewności Kazimierza Marcinkiewicza: „nie ma pewności, czy PO ma ochotę na współtworzenie rządu z PiS”. Testem, już jutro, będzie wybór marszałka Sejmu.