Jak odrobić kilkadziesiąt procent stracone przez półtora roku – nad tym głowią się tysiące klientów funduszy akcyjnych. Do myślenia skłaniają wypowiedzi coraz liczniejszego grona ekspertów, wieszczące zbliżający się koniec bessy. Tylko jak wybrać fundusz, który straty będzie odrabiał galopem, a nie stempem?
Wskazówką może być historia poprzedniego odwrócenia trendu. Sprawdziliśmy, którzy zarządzający najlepiej odczytali nadchodzące zmiany. Na tapetę wzięliśmy trzyletni okres (taki horyzont inwestycyjny dla funduszy akcyjnych sugerują TFI) liczony od dna bessy w październiku 2001 r. Różnice są ogromne. Najlepszy: Skarbiec Akcja w trzy lata zarobił dla klientów ponad 117 proc., podczas gdy najgorszy: DWS Akcji niecałe 58 proc. Powyżej średniej (89,4 proc.) wypadły też Unikorona Akcji 107,1 proc. i ING Akcji 102,5 proc. Czy warto znów postawić na te fundusze? Niekoniecznie. Skarbcem w tamtym czasie zarządzał Piotr Kuba i Konrad Łapiński. Obecnie pierwszy jest wiceprezesem Skarbca, a drugi współpracuje z Ipopema TFI. ING Akcji zarządzali Sebastian Buczek, który dziś szefuje Quercus TFI i Michał Szymański, obecnie szef CU OFE. Tylko Unikorona Akcji jest wciąż zarządzana przez Ryszarda Rusaka. Jego rada na dobre odbicie to trzymanie nerwów na wodzy.
- Nasza strategia przewiduje czekania na solidne podstawy potwierdzające trwały trend wzrostowy. Wówczas jest ryzyko, że zwiększymy alokację 2-3 miesiące od dołka, ale w wieloletnim cyklu takie opóźnienie nie ma większego znaczenia -mówi Ryszard Rusak.
Inna rada na dobry wynik w momencie odbicia to przebudowa portfela ze spółek defensywnych na wzrostowe.
- Są spółki, które w czasie spadków zachowują się dość stabilnie, ale gdy
przychodzą wzrosty nie rosną, tak jak rynek. Jeśli ma się ich zbyt dużo w
portfelu odbija się to na wyniku. My zawsze staramy się wybierać spółki o
największym potencjale wzrostu - co czasami powoduje, że oddalamy się od
głównego nurtu. Sztuką jest mieć je w portfelu, zanim inni będą chcieli w nie
zainwestować – mówi Piotr Przedwojski, zarządzający Arką Akcji, który należy do
wąskiego grona wciąż pracujących w tym samym TFI.
Skoro tak wielu
zarządzających pamiętających poprzednią bessą, dziś pracuje w innej instytucji
to czy klienci powinni podążać za nimi czy postawić na sprawdzoną instytucję?
- Patrzyłbym raczej na zarządzającego choć nie przekreślałbym instytucji tylko z powodu odejścia jednej osoby. Optymalna sytuacja to gdy funduszem, który miał dobry wynik zarządza ta sama osoba. Z drugiej strony jeśli fundusz był słaby i wymienił zespół to można liczyć na poprawę – mówi Tomasz Publicewicz, analityk Analiz Online.
O tym, gdzie pracujący zwycięzcy i przegrani ostatniego odbicia,
jakie mieli wówczas strategie oraz co sądzą o obecnej bessie czytaj w środowym
Pulsie Biznesu.