TFI muszą udźwignąć hossę

MZ
opublikowano: 2007-03-01 00:00

Lokujący oszczędności w TFI powinni zacisnąć zęby i przetrzymać spadki. Inaczej sami założą sobie pętlę na szyję.

Lokujący oszczędności w TFI powinni zacisnąć zęby i przetrzymać spadki. Inaczej sami założą sobie pętlę na szyję.

Choć fundusze inwestycyjne kontrolują tylko około jednej szóstej pozostających w wolnym obrocie akcji notowanych na GPW, to specjaliści nie mają wątpliwości, że to właśnie zarządzający TFI rozdają w ostatnich miesiącach karty na rynku. A od siły nerwów ich klientów zależy teraz to, czy uda się wyhamować spadki cen na warszawskim parkiecie.

Analitycy nie mają wątpliwości, że jeśli złe nastroje będą się utrzymywać, może dojść do powtórki z przełomu maja i czerwca ubiegłego roku, kiedy zmniejszyła się liczba chętnych do zakupu jednostek uczestnictwa w TFI, a w pewnym momencie dominowali ci, którzy wycofywali środki. Wtedy jednak umarzających nie było aż tylu, żeby zmusić fundusze do szybkiego odchudzania portfeli z akcji, co tylko nakręciłoby spiralę spadków.

Zdaniem Grzegorza Raupuka z firmy Analizy Online, teraz posiadacze jednostek powinni reagować jeszcze mniej nerwowo.

— Doświadczenia z maja i czerwca ubiegłego roku nauczyły wielu, że pochopne decyzje zwykle się nie opłacają, a korekta to okazja do kupna — mówi Grzegorz Raupuk.

Emil Szweda, analityk Open Finance, uważa, że inwestujący długoterminowo nie będą umarzać jednostek tak długo, jak długo nie będzie atrakcyjnej alternatywy do pomnażania kapitału w postaci wysoko oprocentowanych lokat czy obligacji.

— Nerwowe ruchy mogą wykonywać jedynie ci, którzy na fali euforii kupowali jednostki w ostatnich trzech miesiącach. To oni są potencjalnym źródłem podaży, ale trudno oszacować, czy ta grupa przeważy — mówi Emil Szweda.

Analitycy zalecają spokój i zwracają uwagę, że TFI sugerują klientom zwykle kilkuletni okres systematycznego inwestowania w agresywniejsze fundusze, bo w tej strategii szansa na duże zyski jest największa.