Ryzyko polityczne w Polsce jest bardzo wysokie, dlatego szukamy okazji gdzie indziej — w ten sposób Andrzej Domański, zarządzający z Noble Funds TFI, argumentuje potrzebę poszerzania mapy inwestycyjnej kierowanych przez siebie portfeli. Do tej pory na warszawskim parkiecie radził sobie całkiem nieźle.



Dzięki trafnej selekcji jego fundusz akcji polskich małych i średnich spółek plasował się na szczycie tabeli z wynikami, rokrocznie bijąc benchmark. Rzeczywistość rynkowa po „rozbiorze” OFE wymusi zarówno na nim, jak i na kolegach z branży ucieczkę na zagraniczne giełdy. A konsekwencje dla krajowego rynku akcji mogą być poważne. Począwszy od wzmożonej zmienności, poprzez znaczne ograniczenie płynności i przecenę akcji, skończywszy na śmierci rynku ofert publicznych.
— Wyjście za granicę od dawna jest jednym z elementów realizowanej przeze mnie strategii. Pozwoliło ono uodpornić portfele funduszy na szok podażowy związany z wychodzeniem zagranicznych inwestorów z polskiego parkietu — przyznaje Maciej Chudzik, zarządzający funduszami Investors TFI.
Już teraz bolączką GPW są wygórowane wyceny i ograniczona płynność szczególnie maluchów i średniaków. Reforma OFE spowoduje, że sytuacja bardziej się pogorszy.
Zatęsknią za OFE
Rafał Janczyk, dyrektor inwestycyjny w Aviva Investors, zwraca uwagę, że portfel OFE po przyjęciu proponowanych, zmian będzie w około 80 proc. składał się z akcji. Nie wiadomo, czy zarządzający funduszami emerytalnymi zdecydują się na pozostanie przy profilu akcyjnym, czy np. systematycznie, rok po roku będą dążyli do struktury bardziej zrównoważonej.
— A to, na jakim benchmarku będą działać fundusze emerytalne, pozostaje kluczowe. Jeśli benchmark będzie akcyjny, to nie należy się spodziewać negatywnych konsekwencji. W innym wypadku trzeba się liczyć ze wzmożoną podażą ze strony OFE, które będą musiały uczynić portfele mniej ryzykownymi. To może oznaczać stopniową przecenę polskich akcji — tłumaczy Andrzej Domański. Fundusze emerytalne utracą też rolę stabilizatora, więc pojawi się zmienność, zniknie premia w wycenie polskiego rynkuakcji, a globalni gracze przesuną kapitał na tańsze giełdy regionu.
— OFE stabilizowały sytuację na rynku, gdy my, zarządzający w TFI, przesadnie reagowaliśmy na chwilowe napływy czy odpływy pieniędzy z funduszy albo zbytnio ekscytowaliśmy się np. wysokością dywidendy czy wynikami finansowymi za jeden kwartał. W tym czasie nasi koledzy z PTE wylewali nam na głowy kubeł zimnej wody i kupowali bezsensownie przecenione walory. Popatrzmy na zmienność kursu Eurocashu, spółki o relatywnie niskim udziale OFE w akcjonariacie — tak niedługo będzie wyglądała cała warszawska giełda — uważa Adam Łukojć, zarządzający funduszami Skarbca TFI.
W tych realiach rynkowych trudno też będzie o plasowanie nowych emisji, a szczególnie na takich wskaźnikach, jak odbywały się w poprzednich latach. OFE mogły brać udział w IPO, nie przejmując się ani płynnością akcji po ofercie, ani pieniędzmi na kupno papierów.
— Teraz to się zmieni: część spółek w ogóle nie wejdzie na giełdę, a część będzie musiała zaakceptować znacznie niższe wyceny — dodaje Adam Łukojć.
Kierunek: Zachód
Już teraz bolączką GPW są wygórowane wyceny i ograniczona płynność szczególnie maluchów i średniaków. Reforma OFE spowoduje, że sytuacja pogorszy się jeszcze bardziej. Dlatego część TFI od dawna poszukuje okazji za granicą. Łukasz Marach, zarządzający z Caspar TFI, ujawnia, że obecnie uważniej przygląda się rynkom Azji Południowo-Wschodniej oraz Europy Zachodniej.
— Do powolnej ucieczki za granicę skłania nie tylko sama kwestia OFE, ale na pewno jest ona poważnym argumentem. Jest dużo ciekawych emerging markets, ale także tych mocno rozwiniętych, jak Niemcy, USA, Austria, gdzie spółki mają ciekawsze perspektywy rozwoju niż rodzime przedsiębiorstwa — uważa Bartłomiej Cendecki, zarządzający funduszami Quercus TFI. Podobnego zdania jest Andrzej Domański, który dostrzega również potencjał w krajach peryferyjnych strefy euro.
— Tamtejsze spółki są bardziej płynne i nierzadko tańsze niż polskie. W szczególności interesujące wydają się nam hiszpańskie, portugalskie czy włoskie banki, które korzystają z odbijającej gospodarki — tłumaczy Andrzej Domański.
Maciej Chudzik z Investors TFI stawia na selekcję, a do tego niezbędny jest bezpośredni kontakt z zarządami spółek. Dlatego przygodę z zagranicznymi inwestycjami również rozpoczął od Europy, głównie Austrii, Niemiec, Turcji i Ukrainy.
— Wyjście za granicę daje nam możliwość kupowania spółek o globalnej ekspozycji sprzedażowej i ugruntowanej pozycji rynkowej. Dodatkowo płynność na rynkach zachodnich jest, co najmniej, tak dobra, jak ta w Polsce, a zarządy dość łatwo dostępne — argumentuje Maciej Chudzik.