TGE prosi o obligo

Bez prawnego obowiązku firmy energetyczne nie palą się do handlowania na Towarowej Giełdzie Energii. Pomysł, by obowiązek wrócił, nie wszystkich zachwyca.

Państwowa Towarowa Giełda Energii (TGE) rozwijała się świetnie, ale tylko dopóty, dopóki miała wsparcie prawne, czyli tzw. obligo giełdowe, które zmuszało wytwórców do sprzedawania energii poprzez giełdę. Obligo zaczęło stopniowo wygasać w 2016 r., a w tym roku jest na poziomie ledwie 15 proc., wobec 80 proc. w najlepszych latach. Bez obligo TGE ma podcięte skrzydła, o czym świadczy intensywność handlu. Od początku 2017 r. co miesiąc handel energią elektryczną zmniejsza się o 15-30 proc. w stosunku do 2016 r. Na dodatek to już drugi rok spadków, bo w 2016 r. aktywność giełdowych graczy zmniejszyła się o jedną trzecią w stosunku do 2015 r. — Spadek obligo to kluczowe zagrożenie dla TGE — uważają przepytani przez nas menedżerowie największych grup energetycznych. Propozycje rozwiązań problemu już są.

Paweł Ostrowski, prezes Towarowej Giełdy energii od listopada 2016 roku.
Zobacz więcej

Paweł Ostrowski, prezes Towarowej Giełdy energii od listopada 2016 roku. Marek Wiśniewski

Gigant woli poza giełdą

W marcu TGE przedstawiła uczestnikom rynku swoje pomysły na zapewnienie „niezakłóconego funkcjonowania polskiego rynku energii elektrycznej i gazu”. Wśród propozycji znalazła się ta, która mówi o podwyższeniu obligo na energię elektryczną.

„W celu zapewnienia płynności oraz referencyjnych cen” — wyjaśnia TGE w prezentacji. Propozycja spotka się zapewne z przychylnością Urzędu Regulacji Energetyki, który już w 2016 r. opowiedział się za przywróceniem obowiązku sprzedawania prądu na giełdzie. Największego uczestnika rynku, czyli państwową PGE, propozycja zachwyca w nieco mniejszym stopniu.

— TGE mogło lepiej wykorzystać ostatnie lata i stworzyć takie zachęty i instrumenty, które skłoniłyby firmy do dobrowolnego korzystania z giełdy. Tak się stało np. w Skandynawii — usłyszeliśmy w grupie PGE, która jest największym w kraju wytwórcą prądu. Opinia PGE ma znaczenie, bo to jej aktywność ma największy wpływ na wyniki handlowe TGE. Od stycznia 2017 r. PGE ma do zrealizowania obligo na poziomie jedynie 15 proc., podczas gdy wcześniej przepuszczała przez giełdę nawet 100 proc. produkcji.

— W rzeczywistości sprzedajemy dziś na giełdzie nieco więcej niż 15 proc. — mówią nasi rozmówcy z PGE, ale nie podają konkretów.

Na ostatniej konferencji prasowej zarząd PGE wskazał jasno, że woli kontrakty bilateralne, bo są tańsze i dają sprzedawcy silną pozycję. Nie oznacza to jednak, że energetyczny gigant giełdy w ogóle nie chce. — Własny rynek jest potrzebny, bo inaczej obrót przeniesie się za granicę — podkreślają nasi rozmówcy w PGE.

A może 30 proc.?

Z większą przychylnością podchodzą do kwestii obligo firmy mniejsze, które kupują na potrzeby klientów więcej lub tyle samo energii, ile produkują. — Byłbym zadowolony, gdyby obligo zostało zwiększone do 30 proc. To mniej niż kiedyś, ale dwa razy więcej niż obecnie. Byłby to rozsądny kompromis — mówi przedstawiciel państwowej Enei. Dla mniejszych firm sprawna giełda energii jest ważna jako cenowy punkt odniesienia, wykorzystywany np. w kontraktach bilateralnych.

— Dziś TGE jest jeszcze takim benchmarkiem, ale jeśli handel nie wróci, to mogłoby się to zmienić — zauważa nasz rozmówca.

MIFID czeka

Obligo nie jest jedynym wyzwaniem, z którym mierzy się TGE. Drugie to MIFID II, czyli nowa unijna dyrektywa finansowa. Jej wejście w życie w styczniu 2018 r. będzie oznaczało rewolucję dla rynku energii elektrycznej. Mamy kwiecień i… przygotowania legislacyjne, za które odpowiada rząd, są w lesie. TGE realnie liczy się z opóźnieniami. W prezentacji ostrzega, że „w przypadku niewdrożenia w terminie MiFID II TGE nie będzie mogła prowadzić obrotu na terminowym rynku energii elektrycznej i gazu”. A to będzie oznaczać m.in. ryzyko przeniesienia obrotu kontraktami terminowymi poza granicę Polski, brak transparentności wyznaczania rynkowej ceny energii i gazu, a także utratę dostępu do danych rynkowych.

Nierozwiązana kwestia obligo i MIFID II może wynikać z problemu trzeciego, czyli kadrowej niepewności, targającej całą grupą Giełdy Papierów Wartościowych, do której należy TGE. Prezes Małgorzata Zaleska rozstała się ze stanowiskiem prezesa GPW 14 marca. Zastąpić miał ją Rafał Antczak, ale nie dostał zielonego światła od Komisji Nadzoru Finansowego. W efekcie GPW zarządza teraz Jarosław Grzywiński, w roli p.o. prezesa, a przyszła obsada tego stanowiska jest nieznana.

— Bez prezesa trudno o wizję dla TGE, a rynek właśnie na wizję czeka — zauważa jeden z przepytanych przez nas menedżerów z tzw. wielkiej energetyki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu