To się zdarza. Szykujemy przyjęcie, a tu braki. Dwa kieliszki do szampana
stłuczone. Karafka przy szyjce lekko nadszczerbiona. Nie popadajmy w panikę.
Zdarzało się to i w najlepszych domach. Nawet magnat Jan Klemens Branicki, kiedy
w 1752 roku, w swej posiadłości w Białymstoku, miał przyjmować króla Augusta
III, poprosił o wypożyczenie z dworu królewskiego naczyń do podawania wetów. A
przecież hetman Branicki znany z tego, że nie żałował na wystawność, miał
wydawałoby się wystarczającą zastawę szklaną, liczącą kilkaset, a niektórzy
piszą, że i ponad tysiąc sztuk! Pomimo to Branicki pożyczał szkła. Jakie?
Inwentarz wskazuje na kielichy ślimakowe w srebro oprawne, z wyobrażeniem
Neptuna i Kupidyna, kielich wielki wiwatowy półtora garnca w siebie biorący z
herbem Radziwiłłowskim (5,25 l), kielich wiwatowy formowany jak muszla, kielichy
z wewnętrznymi i brzegowymi złoceniami, kielichy rżnięte, szklanki kryształowe o
różnych pojemnościach, wysokie i smukłe, a także zdobione mniejsze kieliszki do
wina i wódki czy wody, karafki i karafinki, ozdobne flasze i puzdro podróżne na
osiem flasz...
Wszystkie te wystawne kielichy do picia wiwatowego służyły, a
o tym, jak przebojowo to robiono - szczególnie w czasach saskich, wiemy z
mistrzowskiego „Opisu obyczajów” Jędrzeja Kitowicza.
Waćpana zdrowie
Kielichy, z których pito zdrowie gospodarza i wszystkich dostojnych gości
uczestniczących w biesiadzie, czasem cudem przetrwały bez uszczerbku do naszych
czasów. – Kielichy wiwatowe już w połowie XIX wieku były przedmiotem pasji
kolekcjonerskiej. Na czaszy tych szkieł znajdowały się herby właścicieli, często
napisy – opowiada Alicja Kilijańska, adiunkt Muzeum Narodowego w Krakowie,
kierująca Działem Rzemiosła Artystycznego. Ciekawą historię ma unikatowy kielich
wiwatowy weselny z napisem „Jedno nagrodą dla drugiego”. Ten kielich, Marcina
Mikołaja Radziwiłła herbu Trąby, krajczego litewskiego, i Aleksandry z
Bełchackich herbu Topór, trafił do muzeum w Krakowie w 1903 roku jako dar ze
znakomitej kolekcji Emeryka Hutten-Czapskiego i jego żony. – Dzięki hojnym
darczyńcom od stu lat cieszymy się z kolekcji 53 szkieł barokowych, wykonanych w
hutach szkła w Nalibokach i Urzeczu – opowiada Kilijańska. – Założycielką huty
szkła w Nalibokach była Anna z Sanguszków Radziwiłłowa, umiejąca pomnażać
majątek rodzinny. Prawdopodobnie wspomniany kielich wiwatowy datowany na
1728-1730 był jej osobistym prezentem ślubnym dla bliskiego krewnego – Marcina
Mikołaja i jego żony – opowiada kustoszka.
W zbiorach muzealnych znajduje się
m.in. kielich wiwatowy z herbem Trąby Michała Kazimierza Radziwiłła, hetmana
wielkiego litewskiego wykonany w 1744 w Nalibokach. Jest darem Stanisława
Ursyn-Rusieckiego, który przekazał go w 1937 roku muzeum. Natomiast najlepszą
kolekcję szkieł secesyjnych zobaczyć można w Muzeum Mazowieckim w Płocku.
Szkieł polskich zachowało się bardzo mało, są jeszcze w zbiorach Muzeum
Narodowego w Warszawie, w Pałacu w Wilanowie i w Muzeum Okręgowym w Tarnowie.
Wysokiej rangi unikatowe okazy posiada Zamek Królewski na Wawelu.
Moda na szkło?
Co do tego czy powróciła moda na kolekcjonowanie szkła zdania są podzielone.
W Domu Aukcyjnym „Rempex” Antoni Szczęk podchodzi do tego z dużą rezerwą. –
Podczas comiesięcznych aukcji, w dziale ceramiki i szkła, dawno nic
spektakularnego nie sprzedaliśmy. W tej dziedzinie zauważa się regres.
Wydarzeniem było w 2003 roku pojawienie się kielicha z zastawy Radziwiłłów z
herbami Rzeczypospolitej z czasów saskich. To było szkło bezbarwne, szlifowane i
rytowane, datowane na 1740 r., sprzedane za 27 tysięcy złotych! Wyrób unikatowy
zakupiła kancelaria adwokacka i przekazała go Muzeum Narodowemu w Warszawie –
wspomina wydarzenie antykwariusz. To w „Rempexie” na I Aukcji Szkieł i Porcelany
w marcu 2005 roku pojawiły się cieszące się dużym powodzeniem szkła europejskie,
m.in. wazony z francuskiej firmy Emila Gallé, wszystkie sprzedane za 12-16
tysięcy złotych.
Inne doświadczenia ma Ewa Bigoszewicz z Galerii przy ul.
gen. Zajączka Domu Aukcyjnego „Ostoya”, w Warszawie. – Po raz pierwszy szkło
powojenne wzbudziło aż takie zainteresowanie. Być może wróciła moda na szkło
unikatowe – komentuje Bigoszewicz ostatnią, z lipca, 74. Aukcję Dzieł Sztuki,
podczas której sprzedano obiekty Henryka Albina Tomaszewskiego. „Kwiat
metaforyczny” z połowy lat 80. XX wieku wyceniony z na 3300 złotych sprzedano za
3800 zł., „Kompozycję”, szkło żaroodporne, wolno kształtowane wyceniono na 2650
zł, a sprzedano za 2900 zł. I kolejną „Kompozycję” tego autora kupiła jak i
poprzednie dzieła osoba prywatna za 3700 zł!
– Jeszcze w czerwcu
podczas 73. Aukcji naszego domu dwa dzieła Tomaszewskiego zakupiło Muzeum
Śląskie w Katowicach – mówi Roman Przesmycki, szef Domu Aukcyjnego „Ostoya”.
Zapowiada on na 13 września w czasie 75. Aukcji wystawienie na licytację
prawdziwego rarytasu – oryginalnej karafki pochodzącej z moskiewskiej filii
Fabergé z puncą widoczną datowaną 1899-1908 w części srebrnej oprawy szkła.
Proponowana cena – 25 tys. zł! Byłby to chyba rekord cenowy w sprzedaży szkła,
który wcześniej został pobity w Polsce właśnie w „Ostoyi”. – To był ewenement w
skali kraju, szklanica sygnowana przez mistrza sztuki szlifowania Gottfrieda
Spillera z alegoriami Czterech Pór Roku, z początku XVIII wieku, szlifowana i
rytowana została sprzedana za 95 tysięcy złotych! Taką cenę rzadko się uzyskuje
– komentuje Ewa Bigoszewicz pamiętną w branży aukcję z 2001 roku!
Nie narzeka
na brak dobrych szkieł z tzw. wyższej półki Ewa Rzemińska, szefowa Galerii
Sopockiego Domu Aukcyjnego w Krakowie. – W tej chwili mamy wazon Gallé z 1904
roku w cenie 28 tysięcy złotych, i wazon Schneidera z francuskiej huty szkła za
16 tysięcy złotych. – Szkieł dobrych na rynku jest niewiele, a kolekcjonerzy
poszukują secesyjnego i sygnowanego Gallé, ale projektanckiego, które trudno
zdobyć. Dlatego zdarzają się na rynku wyroby podrabiane. Mile widziane są wyroby
z huty Niemen, poszukiwane są szkła art déco – twierdzi Rzemińska.
Potwierdza
to Roman Przesmycki z Ostoyi, który dodaje, że wśród szkieł unikatowych dużym
powodzeniem cieszą się bardzo piękne szkła artystyczne sygnowane przez Loetza z
Klosterműhle czy braci Daum z Nancy (współpracowników Emila Gallé) oraz wyroby
użytkowe. – Ludzie chętnie kupują karafki, które dobrze „leżą” w ręku, z okuciem
srebrnym, wykończone srebrem przy szyjce. Taką karafkę można kupić już za 600
złotych – mówi Przesmycki. W Domu Aukcyjnym „Desa” przy ul. Floriańskiej w
Krakowie w stałej ofercie znajdują się wyroby szklane na zróżnicowanym poziomie
artystycznym i w różnych cenach. Nie cieszą się zbytnim powodzeniem: i tak
szklaną paterę dwuwarstwową XX-wieczną ze szkła bezbarwnego i kobaltowego można
kupić już za 900 zł, za kielich z połowy XIX w. zdobiony szlifowaną sceną
myśliwską na czaszy trzeba zapłacić 3900 zł, a na wazony secesyjne ze szkła
bezbarwnego z lazurą miedziową dekorowane złotem trzeba wyłożyć 1500 zł.
Tysiąc kwiatów, czyli mille fiori
– Klienci kupują to, co im się spodoba, a grupa kolekcjonerów jest niewielka
– zauważa Bogdan Sądek prowadzący razem z Mirosławem Wanatem Galerię Dom Sztuki
– Antyki w Krakowie przy ul. Sławkowskiej. Obydwaj panowie przyznają, że z
przedmiotów, które udaje im się z powodzeniem sprzedawać, jedna trzecia jest ze
szkła. Żeby osiągnąć sukces handlowy, trzeba się na szkłach doskonale znać.
Doświadczony historyk sztuki Bogdan Sądek od 20 lat specjalizuje się w tej
dziedzinie, wie, czego inni nie wiedzą. Antyczne szkła Mosera są znacznie tańsze
niż sprzedawane obecnie wyroby w firmowych sklepach tego słynnego projektanta, a
francuskie szkła Gallé mogą być podrabiane. Weneckie wazoniki w typie muślinu
czy z pałeczek mille fiorii (czyli tysiąca kwiatów) trudno wykonać, więc nie ma
falsyfikatów.
Kolekcjonerzy znają miejsca, gdzie znajdą towar gwarantowany.
Niektórzy gromadzą oryginalne przyciski do papieru. – Najbardziej liczą się z
okresu 1840-1850 wykonywane w hutach na Śląsku, w Niemczech, we Francji, Anglii
czy na weneckiej wyspie Murano – opowiada Sądek. Mówi, że przycisk z połowy XIX
w. kosztuje ok. 50 tys. dolarów. W tym salonie antykwarycznym w Krakowie
zdarzają się unikatowe szkła projektanckie Josefa Hoffmana, Kolomana Mosera –
członków Wiener Werkstätte, pojawiają się też okazy z wiedeńskiej firmy
Bakalowits&Sőhne.
– Coraz mniej jest na rynku rzeczy markowych.
Poszukiwane są czeskie szkła Wilhelma Kralika, doceniane z huty Niemen– mówi Jan
Makieła, kolekcjoner szkła, prowadzący antykwariat Antyki przy ul. Miodowej 34,
gdzie można znaleźć ciekawe wyroby: modne szkła opalizujące, karafki okute
srebrem lub platerem, patery, kompotierki czy wazony art déco.Główki
ważek
Tak jak w Europie Emil Gallé, znakomity mistrz szklarski i projektant stworzył oryginalne techniki modelowania szkła i własny rozpoznawalny styl, tak i w Stanach Zjednoczonych Louis Comfort, syn znanego jubilera Charlesa Tiffany’ego, założył firmę Louis C. Tiffany & Associated Artist, która zmieniła nazwę na Tiffany Studios. To on w 1880 roku opatentował wynalazek szkła iryzującego zwanego favrile, które się stało znakiem rozpoznawczym tej firmy. Furorę zrobiły szczególnie lampy Tiffany’ego, których klosze wykonywano ze szkła favrile i oprawiano w ramki z brązu w kształcie nieregularnych rombów, tworzących witrażową dekorację o motywach roślinnych i zwierzęcych. Najsłynniejsze lampy wykonywane ręcznie zdobione były motywem ważek, a choć ten wzór pojawiał się często nie istnieją dwa identyczne egzemplarze! Główki ważek znajdują się na kloszu, czasem wystają poza jego krawędź. Skrzydła zrobione są z metalowej siateczki. – Oryginalne szkła Tiffany’ego nie pojawiają się w Polsce w ogóle – zgodnym chórem mówią antykwariusze. – Kogo by na to było stać?
Borowski jak Tiffany
– Dzieła Stanisława Borowskiego, wybitnego polskiego artysty, prekursora
magicznego realizmu w sztuce, są lepiej znane w Stanach Zjednoczonych niż u nas
– mówi Anita Bialic, właścicielka dwóch Galerii BB, znajdujących się w Krakowie
przy ul. Garbarskiej i we Wrocławiu przy ul. Jatki. – W Polsce o szkle myśli się
w kategoriach tylko użytkowych, kuchennych, a w świecie i w USA ma wyższą rangę
niż malarstwo – mówi Bialic, która w swej kolekcji i ofercie ma jako jedyna w
kraju wyroby ze Studia Borowskich (to rodzinna firma). To tu za 140 złotych
można kupić unikatowy przycisk do papieru, stół za 7500 zł, albo żabią lampę
ogrodową za 2300 zł. Piękny jest „Gonzo” – ma czerwony szpiczasty dziób jak
Pinokio i wybałusza okrągłe niebieskie gały (dosłownie). W USA obiekt „Okręt”
Borowskiego sprzedano za 25 tys. dolarów, a za jego dzieła prywatni
kolekcjonerzy gotowi są zapłacić nawet więcej.
– Wybitnym kolekcjonerem
szkieł polskich artystów jest amerykański ambasador Wiktor Ashe, który kupił już
u nas sporo obiektów, wiele ze Studia Borowskich – dodaje Bialic. Twierdzi, że
prace ze szkła uzyskują w świecie wyższe ceny niż obrazy, a w Polsce są
niedoceniane.
Od czego zależy cena szkła?
1. Istotne czy
przedmiot jest reprezentatywny dla danego stylu, czy to egzemplarz projektancki,
czy też powielony wielokrotnie według wzoru.
2. Ważne jest pochodzenie szkła:
z jakiej huty, kto je zaprojektował, a kto wykonał. Sygnowania projektanckie i
szklarskie określają wyrób.
3. Stan zachowania szkła podnosi cenę – wyrób
musi być bez uszczerbku.
4. Wartościowe szkła w wystawianym certyfikacie
przez sprzedających powinny zawierać nie tylko datowanie, nazwę przedmiotu,
identyfikację projektanta, nazwę firmy wykonującej projekt, opis technologiczny
szkła, jego dokładne wymiary, ale także jego historię. Opis może pochodzić z
przekazów rodzinnych: ważne jest, do kogo należały i w jakich okolicznościach
były używane.
5. Trzeba uważać na falsyfikaty, których na rynku jest dużo –
markowe szkła podrabiano już w XIX wieku. Oryginał od falsyfikatu czy
naśladownictwa odróżni tylko doświadczony specjalista.
6. Nie ma okazji –
kupując na pchlich targach, zawsze ryzykujemy, podobnie jest z ofertami na
portalach internetowych.
RADY dla posiadaczy wyrobów ze szkła (według Bogdana Sądka,
krakowskiego historyka sztuki i antykwariusza)
1. Wazonów, karafek
czy cennych kieliszków nie wolno myć w zmywarce.
2. Szkło powinno być myte
płynem z lekkim detergentem, spłukiwane wodą destylowaną.
3. Delikatne szkła
należy myć ciepłą wodą, ale nie gorącą!
4. Kiedy w wazonie mamy kwiaty – za
każdym razem, kiedy zmieniamy im wodę, należy flakon starannie umyć, aby nie
postępowała korozja szkła (utleniają się związki potasu, szkło matowieje).
5.
Nie wolno szkieł stawiać w silnym słońcu.
6. Pęknięcie szkła trudno ukryć –
szczególnie, kiedy wyrób jest przezroczysty. Klejenie szkła niełatwo zamaskować,
a wyszczerbiony przedmiot można używać po przeszlifowaniu pękniętego brzegu.
Taki defekt obniża wartość wyrobu.
Więcej znajdziesz we wrześniowym "Rynku
Kapitałowym"