To był już trzeci dzień dużej przeceny indeksów

Artur Szymański
opublikowano: 2003-11-20 00:00

Środowe notowania nie mogły przynieść wzrostów, po dużej przecenie indeksów we wtorek. I nie przyniosły. Spadki zostały natomiast pogłębione. Indeks największych spółek — WIG20 — zamknął dzień na poziomie 1457,75 pkt, tracąc 1,95 proc. Natomiast WIG stracił 1,7 proc., kończąc dzień na poziomie 19333,50 pkt.

W ciągu dnia spadki były jeszcze głębsze. Najgroźniej sytuacja wyglądała tuż po otwarciu handlu. Wszystko za sprawą wtorkowych notowań na Wall Street. Czwarta z rzędu spadkowa sesja za oceanem doprowadziła we wtorek wieczorem do pogorszenia nastrojów na giełdach zachodnioeuropejskich. Polski rynek był już wówczas zamknięty, więc zdążył na to zareagować dopiero w środę. WIG20 wystartował na 1,3-proc. minusie, a po 30 minutach handlu zanotowano dzienny dołek na poziomie 1448 pkt. Oznaczało to ponad 2-proc. spadek wartości indeksu.

Potwierdziły się też — niestety — obawy, że WIG może przebić wsparcie na poziomie 19300 pkt. Krótko po otwarciu indeks bez trudu przebił linię trendu zapoczątkowanego w kwietniu i doszedł do dna w okolicy 19 225 pkt. Wydawało się, że można już odtrąbić koniec hossy.

Na szczęście po południu indeksy odrobiły część strat. Jednak przebiegało to bardzo wolno i nie sprzyjała temu gasnąca aktywność handlujących. Popyt był bardzo słaby. Indeksy pełzły w górę, ale to był raczej efekt mniejszej determinacji sprzedających, niż rosnącej siły popytu. WIG20 nie miał nawet szans zbliżyć się do oporu na poziomie 1477 pkt wyznaczonym przed dołek z końca września.

Poniedziałkowym spadkom towarzyszyły wysokie obroty, które przekroczyły 400 mln zł. Ponieważ jednak WIG20 zakończył dzień mniej więcej w połowie dziennej amplitudy wahań, więc trudno jednoznacznie prognozować rynkowy trend w najbliższych dniach. Gdyby zamknięcie wypadło w dołku, wówczas wszystko byłoby jasne — koniec hossy jest pewny. Tymczasem dzięki wyjściu WIG-u ponad 19 300 pkt sprawa nadal jest otwarta, choć na razie trudno oczekiwać przekonującego powrotu do trendu wzrostowego. Na to nie ma co liczyć.

Jedyna nadzieja na powstrzymanie spadków w Polsce, to wzrosty w Stanach Zjednoczonych. Otwarcie środowego handlu na Wall Street może napawać umiarkowanym optymizmem. Początek sesji przyniósł upragniony wzrost indeksów. Problem w tym, że wzrosty w Ameryce powinny się utrzymać co najmniej przez kilka dni, by GPW też mogła rosnąć. A temu z kolei nie sprzyja rekordowo niski kurs dolara do euro.

W pierwszych godzinach środowej sesji notowania europejskiej waluty pobiły rekord, rosnąc do najwyższego poziomu w historii, czyli 1,1977 USD. Rodzi to obawy o możliwość masowego odwrotu inwestorów z amerykańskich rynków akcji oraz obligacji. Wzrostom z pewnością nie pomoże kolejny skandal na Wall Street. FBI aresztowała 48 dealerów walutowych podejrzanych o oszukiwanie drobnych inwestorów na sumy idące w miliony dolarów.

Sytuacja spółek jest bardzo kiepska. Akcjonariusze KGHM mogą nawet mowić o czarnej środzie. Kurs lubińskiego kombinatu spadł o 5,2 proc. Sprzyja temu taniejąca miedź na światowych rynkach metali. Kiepski dzień miały też Netia i PKN Orlen, które zanotowały około 4-proc. spadki. Wyraźnie straciły też spółki sektora IT. Computerland, Prokom i Softbank spadły solidarnie po około 2,5 proc.

Lepiej od rynku dzień zakończyły natomiast TP SA, Orbis, Budimex i Agora. Na tym tle najlepiej zaprezentowały się banki. Wzrosły kursy trzy z pięciu przedstawicieli branży obecnych w portfelu WIG20. Najwięcej zyskał kurs BZ WBK (0,7 proc.), a BPH PBK i BRE Bank zyskały po 0,1 proc. Oprócz nich w górę szły także notowania eksporterów, czyli Dębicy i Świecia.