"To dobry czas na emeryturę"

Eugeniusz Twaróg
23-01-2010, 10:11

Amerykanie stracili cierpliwość, a prezes posadę. Zresztą, sam też miał już dość

GE przejmuje sprawy w Polsce w swoje ręce. Wyczyścił zarząd i włączył ręczne sterowanie.

Nikt, kto widział, jak pół roku temu Józef Wancer razem z "boys bandem", tworzonym przez członków zarządu Banku BPH, tańczył na scenie w takt piosenki Joe Cockera "You can leave your hat on", prezentując nową nazwę i logo banku (były na koszulkach tancerzy) nie uwierzy, że ten pełen witalności i pomysłów bankowiec nadaje się na emeryta. Dlaczego zatem 68-letni menedżer, nestor polskiej bankowości, któremu optymizmu i chęci do pracy mogą zazdrościć dwudziestolatkowie, odchodzi na emeryturę?

Potrzeba sukcesu

Współpracownicy prezesa przyznają, że od pewnego czasu mówił, że kończy pracę w bankowości, żeby mieć wreszcie więcej czasu dla rodziny; że kompletował wywiady, jakich udzielił, informacje prasowe na swój temat, zdjęcia, tak jakby zbierał archiwum opisujące jego karierę.

— Miał trzyletni kontrakt z Amerykanami, który wygasa w 2010 r. — mówi jeden z naszych rozmówców z banku.
Brzmi sensownie. Pytanie jednak, czy Amerykanie dlatego dali Józefowi Wancerowi jedną z najlepszych pensji na rynku, żeby dobrze wyposażyć go na emeryturę? W 2008 r. szef małego przecież banku zarobił 5,7 mln zł. W 2009 r. pensum prezesa też małe pewnie nie było. W I półroczu ubiegłego roku koszty zarządu wyniosły 12 mln zł, wobec 5 mln zł rok wcześniej.

— GE wierzył, że prezes Wancer wprowadzi połączone banki do pierwszej piątki na polskim rynku. Na początku patrzyli w niego jak w obrazek — mówi anonimowo osoba związana z bankiem.

Na czele połączonych banków BPH i GE Money Amerykanie potrzebowali człowieka sukcesu, bo sami chcieli go osiągnąć jak najszybciej. Centrala zaczęła cisnąć na wyniki. Na kupno resztówki Banku BPH, która została po fuzji z Pekao, GE wyłożył ciężkie pieniądze (625 mln EUR). Unicredit zatrzymał sobie biznes, w BPH zostały koszty, a trzon dawnej kadry menedżerskiej rozszedł się do Pekao, Aliora i BRE Banku.

Józef Wancer obiecał, że szybko odbuduje bank. Jeszcze w 2008 r. zatrudnił 1000 osób, od podstaw zaczął odbudowywać bankowość dla firm. Przyszedł jednak kryzys i nabierający rozpędu bank zderzył się ze ścianą. Zamiast budować, trzeba było restrukturyzować: zamknięto kilkadziesiąt oddziałów, pracę straciło ponad 1000 osób. Po trzech kwartałach 2009 r. bank miał stratę.

Ręczne sterowanie

Amerykanie powoli tracili cierpliwość. Zresztą, także Józef Wancer miał coraz bardziej dość wtrącania się w sprawy banku.

— Coraz częściej dochodziło do napięć między prezesem a akcjonariuszem — mówi jeden z naszych rozmówców.
Główny akcjonariusz to w praktyce Dmitri Stockton, szef GE Capital Global Banking. Podlega mu w różnych krajach kilkadziesiąt biznesów, więc gdy sprawy idą po jego myśli, nie wtrąca się w pracę lokalnych menedżerów, jeżeli jednak coś jest nie tak, nie waha się, by je poprowadzić z centrali. I wówczas zarządzanie biznesem toczy się od jednej do drugiej telekonferencji — tak mówią nasi rozmówcy. Takim krajem z problemami jest Rosja. Bank BPH planów nie zrealizował. Niewykluczone więc, że teraz i tutaj Amerykanie upowszechnią taki sposób zarządzania.

Skąd taki wniosek? Odejście prezesa Wancera to tylko jedna ze zmian personalnych w banku. Znamienne jest odejście z zarządu Kenta Holdinga, dobrze znającego korporacyjne realia i jedynego przedstawiciela kierownictwa GE Money Banku sprzed fuzji. Dymisja jest o tyle zaskakująca, że z prezesem Wancerem układało mu się nieszczególnie. Dlaczego więc odszedł, skoro wiedział, że dni jego antagonisty w banku są policzone?

— Kent Holding dał się poznać jako osoba niezwykle pryncypialna. Zdaje się, że nie mógł zgodzić się na ograniczenie kompetencji na rzecz centrali — mówi jeden z naszych rozmówców.

Z zarządu odchodzi też Kazimierz Łabno, szef pionu operacji, informatyki i rozliczeń. Zaufany człowiek prezesa, menedżer od 20 lat związany z bankiem.

— Amerykanie postanowili wszystko poukładać na nowo. Swoimi ludźmi — uważa nasz rozmówca.

Kadrowe tasowanie

I kolejna bardzo ważna zmiana: na początku stycznia do zarządu banku wszedł Richard Gaskin, uważany z kolei za zaufanego człowieka Dmitri Stocktona. Kariery obydwu menedżerów przeplatają się w ostatnich latach. Gdy Dmitri Stockton objął posadę szefa GE Capital w Szwajcarii, Richard Gaskin został liderem ds. jakości w GE Money Szwajcaria. Gdy szef awansował na stanowisko prezesa GE Money na Europę Środkową i Wschodnią, on trafił na fotel prezesa banku w Rosji. Teraz Dmitri Stockton ściągnął go do Polski. W komunikacie giełdowym czytamy, że będzie odpowiadał za pion strategii i integracji "oraz powierzone zostaną mu dodatkowe zadania operacyjne". Jakie to zadania, dowiadujemy się z listu Józefa Wancera do pracowników: "Podjąłem decyzję o rozszerzeniu obowiązków Richarda, nadając mu uprawnienia do koordynowania działań operacyjnych na poziomie wszystkich członków zarządu". Sam zaś prezes chce "skoncentrować się na strategii i przygotowaniu połączonego banku do dalszego rozwoju". A kto będzie na co dzień nim kierował?

— Richard Gaskin będzie pełnił taką funkcję w banku jak Luigi Lovaglio w Pekao — mówi nasz rozmówca.

Oprócz niego do zarządu wszedł jeszcze Ronald Malak, który zastąpi Kazimierza Łabno. To kolejny menedżer do specjalnych poruczeń. Przychodzi do Polski z Rumunii, gdzie nadzorował fuzję trzech biznesów GE.

— Dokonaliśmy właśnie fuzji banków i zmiany te są naturalnym elementem naszej ewolucji w Polsce. Naszym celem jest dalsze wzmacnianie banku i przywrócenie go na ścieżkę stabilnego wzrostu i rozwoju. Menedżerowie powołani do zarządu będą razem z prezesem Józefem Wancerem pracować nad realizacją tych celów — mówi Aleksandra Kwiatkowska, rzecznik Banku BPH.

Nowa ekipa menedżerów ma sporo pracy przed sobą. Już w marcu ubiegłego roku w prezentacji dla inwestorów koncern chwalił się, że jego bank w Polsce należy do pięciu największych instytucji finansowych w naszym kraju. W rzeczywistości dość daleko mu do tej lokaty.

Na zakończenie warto dodać, że w grupie GE awansują również Polacy. Kilka dni temu szefem banku GE Money na Łotwie został Arkadiusz Przybył.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / "To dobry czas na emeryturę"