Rok 2011 r. ma być przełomowy dla transportu drogowego. Podobno najgorsze już za przewoźnikami. Nie wszyscy jednak podzielają ten optymizm
Kryzys gospodarczy był niezwykle dotkliwy dla całej branży TSL, a ubiegły rok okazał się testem dla firm. Wysokie koszty paliw oraz spadek popytu na przewozy spowodowały obniżenie rentowności wielu firm transportowych, które stanęły przed widmem bankructwa. Pierwsza połowa 2010 r. przyniosła w końcu pozytywne zmiany. Zdaniem Piotra Chmielewskiego, kierownika ds. rozwoju rynku w firmie CAT LC, w pierwszych miesiącach tego roku dało się odczuć zarówno wzrost liczby ładunków eksportowych do krajów Europy, jak i transportów do Polski.
— Kraje UE cieszące się największą dynamiką wzrostu, jeżeli chodzi o liczbę przewożonych ładunków do Polski, to Francja, Niemcy oraz kraje Beneluksu. Natomiast z Polski transporty najczęściej wysyłane były do Niemiec i Austrii. Rośnie też rola krajów Europy Wschodniej — mówi Piotr Chmielewski.
Dodaje, że dowodem na ożywienie rynku jest też zwiększone zapotrzebowanie na pracowników, szczególnie spedytorów i kierowców z uprawnieniami międzynarodowymi, które zanotowano w drugim kwartale 2010 r.
Złe dobrego początki
Sam początek 2010 roku nie był dobry dla przewoźników. Firmy transportowe ponosiły straty, bo popyt na usługi był mały, a co za tym idzie stawki bardzo niskie. Dodatkowo spadał kurs euro i drożało paliwo.
— Sytuacja zmieniła się diametralnie wraz z końcem srogiej zimy. Nagle, z tygodnia na tydzień, popyt na usługi zaczął rosnąć i okazało się, że na rynku brakuje samochodów. Drugi kwartał to już okres bardzo dużego popytu na rynku transportowym i chronicznego braku aut. Firmy, które zdecydowały się na współpracę z "czystymi" spedytorami, czyli firmami nie posiadającymi własnych samochodów, miały olbrzymie problemy z realizacją dostaw. Pociągnęło to oczywiście za sobą wzrost cen i to w niektórych przypadkach drastyczny. Przewoźnicy zaczęli odrabiać straty z pierwszego kwartału i wychodzić na prostą — opowiada Andrzej Szymański, dyrektor zarządzający firmy Dartom.
Ciekawym zjawiskiem jest brak skłonności do zakupu nowych samochodów. Prawdopodobnie wynika on z doświadczeń lat 2007-08, kiedy przedsiębiorcy kupowali ciężarówki bez opamiętania. Małe firmy posiadające 10-20 aut zamawiały drugie tyle. Na ciężarówkę trzeba było czekać nawet rok. W trzecim kwartale 2008 r. przyszedł kryzys, spadł popyt i okazało się, że samochody nie są już potrzebne. Wraz z kryzysem drastycznie spadły stawki za transport. Doprowadziło to do upadku wielu firm transportowych, zarówno bardzo dużych, jak i bardzo małych. Te, które przetrwały, ograniczyły liczebność taboru.
— Warto jednak podkreślić, że teraz sytuacja nie jest jeszcze klarowna. Doniesienia z rynku są sprzeczne. Nie wiadomo, czy ożywienie popytu jest trwałe, czy chwilowe. To ogranicza chęć transportowców do nowych zakupów. Jednocześnie kondycja finansowa firm nie pozwala im na zaciąganie zbyt dużych zobowiązań. Rok 2011 zapowiada się jednak obiecująco. Klienci mówią o znacznych wzrostach sprzedaży. Powinno to skutkować dalszym wzrostem popytu na rynku usług transportowych. To bardzo dobra wiadomość dla wycieńczonych kryzysem firm transportowych. Jeśli przewoźnicy zachowają umiar w zakupach samochodów, to następny rok powinien być czasem poprawy sytuacji finansowej firm transportowych — dodaje Andrzej Szymański.
Choć kondycja firm wydaje się nieco lepsza niż w okresie kryzysu, nie oznacza to jednak, że zupełnie się ustabilizowała i problemy zostały zażegnane.
— Nadal zdarza się, że przewoźnicy, aby wygrać przetarg, muszą zejść z ceną usług poniżej poziomu opłacalności. Kontrakt jest następnie budżetowany u zleceniodawcy i chociaż nierzadko okazuje się, że przewoźnik nie jest w stanie realizować usługi po określonej cenie, to zmusza do tego konkurencję, co wpływa negatywnie na i tak trudną sytuację branży. Wykorzystują to zleceniodawcy, dla których decydującym argumentem przy wyborze operatora jest najczęściej cena. Jeśli to się nie zmieni, to ledwo podreperowana po dwuletnim kryzysie sytuacja finansowa przedsiębiorstw niebawem znów się pogorszy — ostrzega Joanna Porwolik, dyrektor spedycji międzynarodowej Grupy Delta Trans.
Będzie drożej
Nie wiadomo, jakie będą skutki ewentualnego wzrostu podatku VAT czy nowego rozporządzenia w kwestii winiet drogowych. Wiadomo jednak, że wzrost gospodarczy, rosnąca międzynarodowa wymiana handlowa i wysoki poziom inwestycji zagranicznych stwarzają doskonałe perspektywy dla rozwoju branży transportowej. Wiadomo też, że będzie drożej.
— Na pewno ceny usług powinny zostać podniesione proporcjonalnie do nowych kosztów ponoszonych przez operatorów. Trudno powiedzieć, czy i na ile wzrost kosztów wpłynie na ostateczną wartość usługi oferowanej odbiorcy. Jeśli operatorzy będą działać rozsądnie i konsekwentnie, to jest szansa, że poziom stawek ustabilizuje się na ekonomicznie uzasadnionym poziomie — mówi Joanna Porwolik.
To tylko jaskółka
Według przedstawicieli branży nie ma podstaw, by uważać, że kłopoty finansowe sektora w przyszłym roku definitywnie się zakończą.
— W perspektywie mamy tylko wzrosty kosztów, z czego — poza stale rosnącymi cenami paliwa — istotną wartość stanowić będzie elektroniczne myto obciążające przewoźnika za każdy przejechany kilometr. A jeśli przewoźnicy nadal będą starali się świadczyć usługi poniżej kosztów, to prognozuję raczej pogłębienie się problemów — mówi Joanna Porwolik.
Zatem to, co obecnie dzieje się na rynku, to dopiero początek końca kryzysu. l
Okiem praktyka
Klimat się poprawia
Jacek Machocki,
prezes Pekaes
Teraz, kiedy wzrost PKB Unii osiągnął stabilne 1,7 proc., a Niemcy zanotowały najwyższy wzrost od czasu zjednoczenia, możemy mówić o dobrym klimacie dla sektora już nie tylko w Polsce, ale i u najbliższych sąsiadów. Podstawą optymizmu jest jednak przede wszystkim siła naszej gospodarki i popyt krajowych przedsiębiorstw na usługi TSL.
Rozmowa
Jan Buczek,
prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce
Wiele zależy od zmiany prawa
Puls Biznesu: Operatorzy logistyczni podwyższają ceny swoich usług. Podwyżki te motywują kilkoma czynnikami, a jednym z nich jest wzrost stawek transportowych. Jak państwo oceniają tę sytuację?
Jan Buczek: Od dawna podejrzewaliśmy, że operatorzy logistyczni — występujący w charakterze pośrednika — wykorzystują wszystkie możliwości, aby zwiększać swoje marże. Taka sytuacja jest bardzo niebezpieczna dla transportu, bowiem przewoźnik otrzymujący zlecenie transportowe od pośrednika dostaje głodowe stawki, które często nie pokrywają nawet kosztów. Klienci, nieświadomi tego faktu, zgadzają się na kolejne podwyżki, zamiast redukować swoje koszty poprzez bezpośredni kontakt z przewoźnikiem.
Puls Biznesu: Pojawiają się sygnały o małej podaży pojazdów na polskim rynku. Czy taka sytuacja może się przełożyć na wzrost zakupów taboru i powstanie w przyszłości nadpodaży pojazdów, jak miało to miejsce w pierwszych miesiącach kryzysu?
Jan Buczek: Brakuje dziś środków transportu dla obsługi wszystkich zleceń. Dlaczego? Każdy wycofany z ruchu/użytkowania pojazd wymaga teraz znaczących nakładów na jego uruchomienie, chociażby na zatrudnienie kierowcy i paliwo. Koszty ponownego włączenia takiego pojazdu są ogromne, a my borykamy się teraz z bieżącymi niedostatkami finansami. Nie sądzę, aby obecna sytuacja przełożyła się na wzrost zakupów pojazdów, bo ogromna liczba środków transportowych czeka nadal na możliwość ponownego uruchomienia.
Puls Biznesu: Czy pana zdaniem rok 2011 będzie definitywnie oznaczał koniec kłopotów finansowych polskich firm transportu drogowego?
Jan Buczek: Jeżeli rząd uzna wreszcie transport za branżę ważną dla gospodarki i podejmie odpowiednie działania, to rok 2011 może być końcem kłopotów finansowych polskich przewoźników. Dowiedliśmy, że jesteśmy zaangażowani w pracę, skłonni do wielu wyrzeczeń, ale przecież nie możemy sami zmieniać prawa. W rezultacie przegrywamy z konkurencją zagraniczną, także na polskim rynku przewozowym. U nas brakuje systemów ochrony własnych przedsiębiorców. Przykładem może być ciągle nierozwiązany problem przewozów przewoźników zza wschodniej granicy, spoza Unii, którzy je wykonują bez niezbędnych zezwoleń, bowiem nadal nie prowadzi się skutecznej kontroli przy przekraczaniu terytorium Polski. Ponadto rząd szykuje kolejne podwyżki dla naszej branży, łamiąc postanowienia porozumienia z 2009 r. W planach związanych z wprowadzeniem elektronicznego poboru opłat zawarte są np. podwyżki ceny za korzystanie z infrastruktury drogowej.